Mimo braku stałego łącza w akademiku współautorka (Inu) owego bloga postanowiła dodać notkę!
Na początku dziękuję bardzo Anett :3 Tak, znowu ty droga czytelniczko. Dawno nie widziałam tak... Nie umiem nawet określić słowami twoją pasję i ekscytację opowiadaniem.
Siedleckie akademiki górą! Mam własną łazienkę!
Selfish Love Vol 2
Adam był wściekły. Wszyscy w jego pracy to dostrzegali. Dla wytłumaczenia, do obowiązków jasnowłosego należało rozprowadzanie dragów po największych imprezach.
Był przystojny, schludnie ubrany i dobrze się wysławiał. Kochali go, sądząc, że jego towar nie zniszczy im zdrowia i będą tacy jak on. Każdy wiedział, że Adam też ćpa, jednak nie wiedzieli, że jego proszki i zastrzyki, to tysiąc razy lepszy towar, mniej szkodliwy, czysty i sterylny.
- Gdzie on kurwa jest! – mruknął pod nosem strasząc przy tym małolatę, która próbowała zrobić mu dobrze. – Spierdalaj dziwko! – krzyknął, zaś kilku gości zachichotało sądząc, że nastolatka musiała trochę nadgryźć jego dumę. Adam obserwował wejście na salę ze swojego miejsca, srebrna walizeczka leżała obok niego na stoliku przykrytym aksamitem. Punkt charakterystyczny dla najlepszych dilerów.
Jednak nie tylko on wzbudzał zainteresowanie. Gdzieś w drugim końcu sali urządzano konkurs kto najszybciej wypije duszkiem trunek, który się zamówi. Blondwłosy nie mógł uwierzyć, gdy dostrzegł rudą czuprynę wśród uczestników.
Alen jak zawsze kusił nie tylko swoim zachowaniem ale i wyglądem. Oprócz ciasnych, skórzanych biodrówek miał na ramieniu jedynie fioletową apaszkę. Jego błękitne oczy jak zawsze pozostawały przymglone od narkotyków.
Potwierdzała się teoria blondyna. Impreza nie istniała bez dilera i ponętnego ćpuna. Najlepszym i najbardziej pożądanym gościem był Adam, jednak tylko ze względu na przysmaki, które przynosił. Alen był gwiazdą każdego przyjęcia, za to jak wyglądał, zachowywał się i pił. Blondyn nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że pierwsze zaproszenie idzie właśnie do nastolatka.
- Alen! – kjrzyknął, jednak rudy go nie słyszał, bądź nie chciał tego robić. Niechętnie zapakował walizkę i zaczął z nią iść w stronę naprutego chłopaka.
Nastolatek właśnie zaczynał się całować z rosłym brunetem, który mógł go spokojnie objąć jedną ręką, prawdopodobnie był to zwycięzca konkursu picia, bo wczesniej krzyczano coś o namiętnej nagrodzie w wykonaniu najgorętszego uczestnika zabawy.
- Masz to i spierdalaj od niego! – Adam rzucił pokaźną paczkę heroiny na stół, zwycięzca spojrzał wpierw na narkotyk, potem na nastolatka. Sięgnął po jedno i drugie, gdy odchodził poczuł między pośladkami coś dużego, zimnego i na pewno nie było to przyjemne.
- Ciekawe czy da się w kilku cię bzykać jeśli rozsadzę ci dupsko kulką. Puszczaj smarkacza i spierdalaj z towarem – Adam liczył na słowa podziękowania. Wizja rudzielca rzucającego się w jego ramiona z płaczem, błagającego aby go wziął.
- Kurwa, ty to zawsze zabawę psujesz - rzucił ostro Alen, który o dziwo był całkiem trzeźwo myślący.
Spojrzał nienawistnym spojrzeniem na blondyna i przeszedł przez tłum, który zrobił mu miejsce. Al aby odreagować zaczął tańczyć. Kropelki potu pojawiły się na jego szyi. Ku zdziwieniu Adama tańczył z jakąś dziewczyną, którą śmiało dotykał i nawet w tańcu całował.
Aby nie być dłużnym, jasnowłosy zostawił towar u pomocnika i złapał pierwszą lepsza partnerkę.
Flirt był niezwykle odważny. Pomyśleć przez trzy noce pieprzył chłopca aby potem wrócić do długonogiej panienki z tlenionymi włosami. Dziewczyna pojękiwała czując dłoń mężczyzny na swojej piersi. Adam polizał ją po szyi patrząc jednak prosto w oczy rudzielca, jakby mówił mu „ty też tak lubisz”.
Blondyn wyglądał na zadowolonego, jednak o wiele więcej przyjemności czerpałby gdyby nastolatkę zamienić mu na ślicznego bożka tańca narkotykowego obłędu.
Chyba najbardziej denerwowało go to, że rudzielec w ogóle sie nie interesował tym, co robi. Doprowadzało to wręcz zielonookiego do szewskiej pasji. Odepchnął zdziwioną dziewczynę, która wyzwała go od "dupków", po czym poszła znaleźć sobie innego partnera na wieczór. Przez tą krótka chwilę Al znikł z oczu dilera, lecz jego partnerka pozostała na parkiecie.
- Kurwa – syknął blondyn, poczym zaczął się miotać po parkiecie i bocznych salach. Rzecz jasna: po impulsywnym nastolatku nie było nawet śladu. Zapadł się po ziemię wraz ze swoim ponętnym tańcem. Nie wypadało krzyczeć i wypytywać się o kogoś takiego, prawdopodobnie Adam i tak nie uzyskałby odpowiedzi od nikogo, ponad połowa gości była, lekko mówiąc, pijana.
Dopiero dzikie wrzaski i jęki podobne do okrzyków małego plutonu armii zainteresowały dilera. Zajrzał do ogródka i ujrzał krótką ścieżkę, prowadząca do mniejszego domku, w którym paliły się światła, zaś okna zasłonięte były grubymi kotarami.
Okrzyki rozkoszy dochodziły właśnie z tego miejsca.
Bez chwili wahania, Adam udał się w owe odosobnione miejsce, był bardziej niż pewien, że ujrzy tam rudzielca.
I ujrzał, ale gdy to zobaczył niemal się przeraził. Takiej orgii dawno już nie urządzano w ich mieście. Ciała niemal leżały na sobie, ocierały o siebie. Dziewczyny jęczały i zadawalały tymczasowych partnerów, a Ci wchodzili w każdego kogo popadło, pragnąc coraz więcej. Pot, alkohol. Zapachy ciał i tego, co kłębiło sie wokoło.
Rudzielec właśnie zaczynał sie ocierać o jakiegoś starszego już mężczyznę, zaś drugi dobierał się do jego tyłów. Na twarzy chłopaka malowała sie dziwna rozkosz, nie bał się tego, wręcz prowokował.
- Alen… - wyszeptał jasnowłosy, który nie umiał opanować drżenia dolnej wargi. Jakaś rozpacz ale i wściekłość zakradła się do serca młodego dilera. Wcześniej chciał wyzbyć się tych uczuć, teraz rudowłosy nastolatek budził je na nowo. Czemu?!
Rozpaczliwy krzyk w głowie obudził Adama. Skopał około czterdziestoletniego mężczyznę i odepchnął młodzika, który już wsadzał paluchy w odbyt Alen’a.
Nagi i podniecony chłopiec został siłą wyprowadzony. Krzyczał i wyrywał się. Oskarżenia o gwałt nikt nie słyszał, bądź nie reagował. W stroju pierwszych ludzi na ziemi, został zawieziony do mieszkania blondyna, gdzie brutalnie wepchnięto go pod prysznic.
- Z myj z siebie zapach tego starucha! Śmierdzisz! – wrzasnął Adam ledwo powstrzymując się aby nie uderzyć rudowłosego chłopca.
- Kurwa mać! Odpierdol się w końcu ode mnie! - Alen nie panował nad języki.
Był na niego wściekły. Adam ciągle wtrącał się w jego sprawy i nie pozwalał mu praktycznie na nic. Na złość mu wyszedł spod prysznica i podszedł do niego, stanął na palcach, po czym wbił się niemal w jego usta własnymi. Jego dłoń szybko zacisnęła się na kroczu zielonookiego.
- Mówisz odejdź ustami, ciałem weź mnie. Co to za gra? – tym razem ponętny kusiciel został odtrącony. Chęć na uprawianie seksu z tym dzieciakiem minęła Adamowi kiedy zobaczył jak straszna jest prawda. Alen robił to z każdym. – Nie wiem czy powinienem rzygać na twój widok czy płakać! Jesteś żałosny w tym co robisz, a jednak… - Dolna warga zadrżała młodemu mężczyźnie. Słowa, które chciał wypowiedzieć już dawno porzucił. – Jeśli nie umiem uspokoić cię siłą, zrobię to inaczej!
Blondyn rzucił mu do stup paczkę skrętów.
- Napal się ich, potem cię zerżnę i idź spać! Niech tyle ci dzisiaj wystarczy! – prawie płakał, nie wiedział czemu, ale chciał uwolnić emocje kłębiące się za maską zimnego drania, który sprzedaje narkotyki.
- Rozkazujesz mi jakbym był twoim niewolnikiem. Ilu juz ich miałeś? Ilu dało się nabrać na "dam ci, a ty daj mi siebie"? I co z tego, ze jestem żałosny? Kazałem ci za mną latać i pilnować mnie bardziej niż moja matka? Prosiłem o to!? - niebieskooki kopnął paczkę, chociaż korciło go aby zapalić, ostatnio nie potrafił odmówić narkotykom i chociaż pragnął z tym skończyć to z dnia na dzień było gorzej.
- Nie było żadnego! Jesteś pierwszym beznadziejnym przypadkiem, którego spotkałem! – razem z tymi słowami, blondyn rzucił się w stronę gołego nastolatka i przytulił go mocno. Mimo zapachu jaki nadal miał na skórze, zaczął go całować z pasją. – Nie odejdziesz… - wysyczał przez zęby i zacisnął dłoń desperacko na szyi rudzielca. – Nie pozwolę… Dam ci wszystko i nie dam odejść… Nie chce żebyś umarł i pozostał anonimy w chwili śmierci!
Al patrzył prosto w jego oczy. Myślał, że to z nim samym jest coś nie tak, że to on powinien się leczyć. Czuł jak powoli zaczyna brakować mu tchu, głód stawał sie coraz większy. Ciągle był rozgrzany, ale nie chciał kochać się z blondynem.
- Jesteś szalony - powiedział cicho Alan.
- Możliwe… To twoja wina – odparł Adam, przyciągając chłopaka do siebie, mimo iż ten go odpychał dłońmi. Był jednak był silniejszy. – Dam ci narkotyki. Alkohol i co tylko zechcesz. Będziesz chodził na imprezy a ja będę cię na nich szukał. Zaakceptuje wszystko w tobie…
Tej nocy skończyło się na pocałunku. Potem Adam zrobił rudzielcowi zastrzyk, podał skręta i butelkę wódki. Zastanawiał się ile to młodziutkie serce wytrzyma. Postanowił zakupić dużo tabletek wspomagających prace tej małej pompki i dawać je chłopcu gdy będzie czysty przez jakąś godzinę lub dwie.
Czuwał nad nim do rana, gdy w nocy wierzgał się i prosił o działkę, dawał mu ją. Obiecał…
***
- Zjedz coś. Potem umyjesz się i mogę gdzieś cię zabrać. Co chcesz zobaczyć? – opieka niczym nad małym dzieckiem. Spełnianie zachcianek, aby nie płakało i było uśmiechnięte.
- Musze iść na zajęcia... Bo mi nie zaliczą roku, pieprzeni belfrowie - warknął Alen zachrypniętym głosem.
Jego oczy były przekrwione i lekko rozbiegane. Ciągle czuł działanie środków odurzających. Miał wrażenie, że nic nie przełknie. Usiadł na łóżku i przetarł twarz rękę, próbując się rozbudzić.
- Jeśli pójdziesz do szkoły w takim stanie, tym bardziej cię wyrzucą. Masz we krwi stanowczo za dużo alkoholu i narkotyków – wytłumaczył mu Adam, jednak podał szlafrok i pomógł założyć go na ramiona. – Wpierw weź prysznic…
Normalnie wspólna kąpiel pobudziłaby blondyna, jednak teraz czuł się jak niańka niepełnosprawnego dzieciaka. Musiał uważać, żeby nie zranić Alen’a, podtrzymywać go gdy upadał na kolana, tulić kiedy znowu miał drgawki.
- Dam ci teraz pewien proszek… To narkotyk, działa bardzo powoli, wchłania się długo. To pomoże ci wysiedzieć na zajęciach bez wymiotów i drżenia rąk – jasnowłosy podstawił nastolatkowi szklankę oraz pastylkę na dłoni. – Połknij.
- Mówiłem ci, mam indywidualne lekcje - rudzielec wziął ją od niego i mimo wszystko połknął, mając nadzieję, że w jakiś sposób mu to pomoże.
Po kąpieli Alen leżał przez chwilę na łóżku. Mówił sobie, że musi wstać, jednak jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa.
- Następnym razem, jak będę prosił w nocy o więcej... Nie dawaj mi - powiedział cicho i spojrzał na swoją pokłutą rękę.
- Rzucasz się wtedy! – zaprotestował blondyn. – Zrobisz sobie krzywdę jeśli nie dostaniesz!
- Wiąż mnie… - powiedział Alen bez najmniejszego entuzjazmu czy emocji. – Spodoba ci się… – dodał po chwili z przekąsem. Tak jak się spodziewał, blondyn pocałował go za to mocno i zaczął ręką ruszać między jego udami aż nie doszedł.
***
Adam czekał na nastolatka w samochodzie. Parking na którym obiecali się spotkać, gdy chłopak skończy zajęcia przylegał do małej kawiarni połączonej z restauracją.
Rudzielec dostał nawet komórkę od swojego nowego, natarczywego opiekuna jakim był jasnowłosy diler. Gdy zaczął się spóźniać godzinę, Adam wykręcił numer i czekał aż nastolatek odbierze.
Zastał głucha ciszę, co mogło być niepokojącym sygnałem.
Tym razem, jak to powiedział Alan kilka godzin wcześniej, musiał wyjątkowo iść do nauczyciela do domu, a nie on do niego. Blondyn w pierwszej chwili pomyślał, że może chłopaczek wstydzi się miejsca gdzie mieszka, lecz nagłe przedłużenie zajęć bardzo mu się nie spodobało.
Na szczęście Adam miał nadal karteczkę z zapisanym adresem nauczyciela. Alen sporządził tą notatkę, gdy dowiedział się, że zajęcia będą u belfra w mieszkaniu.
- Kurwa… - Przeklął młody mężczyzna wyjeżdżając z parkingu i kierując się na pobliskie osiedle.
Mieszkania były tu ładne, nawet drogie. Adam znał ponad połowę mieszkańców, z imprez rzecz jasna, byli jego klientami. Łatwo dostał się na teren zamknięty i odszukał odpowiednie lokum. Przystanął jednak przy drzwiach i nasłuchiwał… Szczelne, nie przedostawał się przez nie żaden dźwięk. To jeszcze bardziej zdenerwowało blondyna.
Nacisnął klamkę. Było otwarte! Czyżby nauczyciel tak ucieszył się na widok podopiecznego, że zapomniał o tak ważnej rzeczy jak zamknięcie drzwi?
Widok był co najmniej dziwny, gdy sędziwy juz mężczyzna siedział w fotelu ze spuszczonymi spodniami, a miedzy jego nogami znajdowała sie ruda głowa nagiego i skrępowanego chłopaka, który niemal sie wił pod wpływem wibratora umieszczonego w nim. Alen znów był pod wpływem narkotyków, którymi zapewne nafaszerował go jego profesor.
Ochotę aby wibrującą zabawkę wepchnąć głębiej, sprawić ból i dąć nauczkę było trudno powstrzymać. Adam naprawdę nienawidził teraz ich obu, wyjął komórkę i zrobił zdjęcie nauczycielowi, gdy ten przyciskał głowę nastolatka do krocza i wytryskiwał nasienie w jego usta.
- Ciekawe co mówi dyrekcja w takich sytuacjach? – siwiejący jegomość zdrętwiał, jego męskość opadał jak pęknięta opona, zaś rudowłosy chłopiec wypluwał spermę z ust. Adam podszedł do niego i spoliczkował go. Czerwony ślad silnych palców został na jasnej cerze.
- Zachowujesz się jak śmieć, idź umyć twarz i ubierz się. Koniec lekcji – Alan był posłuszny o dziwo. Gdy powolnym krokiem zataczał się w stronę łazienki, wibrator upadł na ziemię.
Adam bez najmniejszego obrzydzenia podniósł go, odwrócił się do nauczyciela i pokazał mu co zazwyczaj nosi ze sobą. Lśniąca lufa sprawiła, że belfer otworzył usta. Blondyn wsunął ją między proste żeby. Poczym rozpoczął zemstę.
Mokry od nasienia nastolatka wibrator wszedł calutki w płaczącego starucha. Facet krzyczał i błagał o litość, słysząc klikniecie ze strony broni, jego prośby wzmogły się jeszcze bardziej.
Alen wyszedł z łazienki lekko kulejąc. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na całą tą scenkę, po czym stracił przytomność, jego ciało nie zniosło więcej i w końcu zaprotestowało.
- Trzymaj się z daleka od niego! – warknął diler zabierając pistolet z ust starucha, który popuścił, gdy zagrożenie minęło. Adam miał jedynie nadzieję, że ludzie na osiedlu uznają nastolatka za całkowicie pijanego…
Zrobił zdjęcie, jednak nie miał zamiaru go nigdzie pokazywać.
- Powinienem był tobie wsadzić tego plastikowego… - Zaczął, jednak nie skończył wiedząc, że i tak nikt go nie słucha – Kocham… - wyszeptał śmiało wiedząc, że obiekt uczuć nawet gdyby coś usłyszał, to zapomni szybko.
Zabrał go do samochodu i ułożył na tylnim siedzeniu. Alan był całkowicie pozbawiony świadomości, prawdopodobnie nawet nie wiedział, co sie z nim dzieje, ani co takiego robił.
A teraz konkurs!
Zadanie: Narysuj swoją ulubioną postać z opowiadania zamieszczonego na YI. Adresy do prac, linki itp wysyłamy na adres e-mail podany poniżej (mogą to być skany obrazka, fotografie pracy itp jakość przesyłanego pliku się nie liczy). Na co będziemy patrzeć: na oryginalne pomysły rzecz jasna, ciekawe odwzorowanie postaci. Pracę proszę podpisywać imieniem i nazwiskiem postaci oraz z jakiego opowiadania jest.
Nagroda do negocjacji :3
Prace wysyłamy na: inutka.inu@gmail.com

Zagubiona owieczka cz. VI
Druga, trochę starsza para kochanków delektowała się wzajemną obecnością. Angelus siedział między nogami Ericka i pozwalał, aby ciemnowłosy prowadził jego dłoń, która trzymała ołówek.
-To jest „A” – powiedział na głos białowłosy. – Od tej litery zaczyna się moje imię, prawda? A twoje od tej! – wskazał paluchem duże i krzywo nakreślone „E”.
- Dokładnie - ciemnowłosy anioł oparł swoją brodę na ramieniu ukochanego, uśmiechając sie delikatnie
Cieszył się z tej bliskości, lecz wiedział, ze dla Angelusa są to jedynie niewinne zabawy, które nic nie znaczą.
Mężczyzna pogładził delikatnie palcem literki i uśmiechnął się. Narysował rządek kolejnych i spojrzał na nie marszcząc nos.
-Te są najładniejsze, są takie jak na chusteczce od Aquy. – Białowłosy uśmiechnął się triumfalnie i odwrócił do zielonookiego. – Już wiem, co one oznaczają. To para zakochanych ludzi, te literki w serduszku to ich imiona. To ja i ty, bo ty mnie kochasz, prawda?
Skrzydlaty aż zaniemówił, to na pewno był jakiś przełom w pracy nad rozszarpanym mózgiem Angelusa. Powoli poznawał on uczucia, umiał już nawet odróżniać osoby, zaś jego nastroje ustabilizowały się.
-On… Czy on wróci do mnie? – Spytał An i mocno zacisnął palce na dłoni ciemnowłosego. – On nie wróci, ale czy mogę myśleć, że jednak wróci?
- Sam odpowiesz sobie na to pytanie, kochany - szepnął cicho Erick i musnął ostrożnie skroń białowłosego nie chcąc go straszyć, po czym oparł dłonie za sobą i odchylił się delikatnie, aby nie dotykać już swoim torsem pleców niebieskookiego.
-Wróci… Ale potrzebuje czasu… - wyszeptał błękitnooki mężczyzna, po czym położył się na poduszkach i zasnął z uśmiechem na twarzy.
Erick był jednego pewien, wybił z głowy ukochanego słowa Sashy, zapalił lampkę nadziei w sercu Angelusa.
Czuwał nad śpiącym aż do rana, kiedy to jak zawsze musiał opuścić komnaty lewego skrzydła pałacowego. Pod wejściem jak zawsze powitał go Aqua. Ofiarował tobołek z jedzeniem i dał klucz do pokoju w wieży pałacowej.
-Sasha na pewno już się zmienił, musicie stanąć naprzeciw sobie. – szarooki zacisnął palce na szacie skrzydlatego i spojrzał stanowczo w jego zielone tęczówki.
- Nie jestem do końca pewien jak by się to skończyło. Jest jeszcze za wcześnie na to, Sasha ciągle może nagle skumulować całą swoją złość i obrócić ją przeciwko jednej osobie, ale cieszę się, że wam się chociaż układa - na ustach byłego mistrza egzorcystów zagościł lekko kpiący uśmiech. - Do zobaczenia wieczorem - powiedział i wyminął byłego skrzydlatego, w myślach jednak zastanawiając się jak przebiegnie jego rozmowa z młodym władcą piekieł.
Aqua jednak nie dawał tak szybko za wygraną. Pobiegł do sypialni i zaczął budzić ukochanego pocałunkami. Nachalnymi i w różne dziwne miejsca. Najpierw musnął usta, potem klatkę piersiową, po czym włożył głowę pod kołdrę i zajął się przyrodzeniem chłopaka.
-Wstawaj! – krzyknął spod pierzyny i znowu zaczął językiem wodzić po erekcji Sashy.
- A... Aqua! - półdemon zareagował gwałtownie, kopiąc ciemnowłosego przez przypadek i kuląc nogi -Przepraszam! - usiadł szybko i zarumienił się ze wstydu. -Co ty robisz? Nie mogłeś na spokojnie mnie obudzić?
-Tak jest zabawniej – zaśmiał się niebieskowlosy i usiadł na skraju posłania. – Chce porozmawiać. Bardzo poważnie. Chodzi o nas i twojego ojca. – Szarooki odrzucił włosy na plecy i przybrał pozę stanowczego anioła, którym był kiedyś. – Nie chce żeby twój ojciec mieszkał tak blisko nas, on wariuje widząc nas obu. Jemu potrzebna jest w końcu specjalistyczna opieka i miłość ukochanego. Nasza ingerencja jest zbędna.
- Nie jest zbędna! On mnie potrzebuje! Właśnie... Nie pozwalałeś mi do niego chodzić a teraz każesz się go pozbyć! Nie zrobię tego! - w oczach Sashy zabłyszczały wręcz ogniki furii, które przez ostatnie kilka dni się nie pojawiały. - Ma moją miłość, nie potrzebuje nikogo więcej a już na pewno nie tego - fiołkowooki splunął - głupiego egzorcysty!
-Myślisz tylko o sobie Sasha. On potrzebuje Ericka i doskonale o tym wiesz. Nie cofnę swojego stanowiska, bo troszczę się o Angelusa, jest teraz też moją rodziną i mam prawo mieć cokolwiek do powiedzenia. – dawny skrzydlaty prychnął, po czym wstał z posłania i poszedł po ubranie dla kochanka. – Nie możesz wiecznie trzymać się rączki tatusia, tym bardziej, że on może całkowicie zwariować jeśli dalej będzie więziony w jednym, małym pokoiku. Trzymasz go jak zwierzątko.
- Wcale nie! Ty nic nie rozumiesz! - młody władca wstał gwałtownie z posłania, okrywając się leżącą obok szarfą w pasie, po czym zdenerwowany poszedł do łazienki, gdzie po chwili było słychać trzask pękającego szkła.
Mimo iż fiołkowoki nie potrafił zapanować nad złością wyładował ją na przedmiocie, nie na ukochanym.
-Powiedziałem, co myślałem! Ty masz do tego prawo, ja jako wolna osoba też chce je mieć! Daj Angelusowi choć odrobinę wolności, inaczej stanie się coś naprawdę złego! – Szarooki spiął włosy w koka i nałożył ciemno niebieską, gładką szatę do ziemi. – Umyj się i zabierzmy go, chociaż na spacer, nawet psy się czasami zabiera na krótką przechadzkę! – Gdy młody władca jeszcze się kąpał, Aqua wysłał liścik do Ericka kazał mu ukryć się w ogrodzie na którymś z drzew. Wyraźnie zaznaczył, że nie będzie więcej pomagał, jeśli skrzydlaty nie spróbuje spotkać się z Sashą i porozmawiać.
Władca piekieł w końcu wyszedł z łaźni i był o wiele spokojniejszy. Miał na sobie bordowa szatę, a jedną z dłoni miał zabandażowaną, po bliższym spotkaniu z szkłem. Opuścił głowę, bojąc się spojrzeć w oczy kochanka.
- Przepraszam - szepnął cicho.
-Nie musisz mnie przepraszać. Pamiętaj tylko, że troszczę się o niego i jako osoba niegdyś postronna widzę co się dzieje. – Aqua musnął lekko opatrzoną dłoń. – Jest już zdrowa. – Uśmiechnął się do nastolatka i przytulił mocno do siebie. – On potrzebuje go Sasha, mówię to szczerze i po wielu już przemyśleniach. Ten człowiek obudził w nim uczucia, nawet to do ciebie, kiedy jeszcze byłeś płodem we wnętrzu swej matki. Musisz go szanować choćby za to. Daj szansę Erickowi pomóż ojcu być szczęśliwym i zdrowym.
- Nie potrafię... Ja nie wiem, nienawidzę go, chociaż wiem jak wiele znaczy dla mojego taty. To jest silniejsze niż ja i nie chce sie na to zgodzić, chociaż coś mi mówi, ze tak byłoby lepiej... - odpowiedział szczerze fiołkowooki, po raz pierwszy opisując to, co sie w nim dzieje i co czuje do Ericka.
-Wiem. Zazdrość to trudne uczucie, zaś troska nieraz potrafi iść z nią w parze, ale masz mnie i nie musisz się martwić, że jeśli oddasz ojca Erickowi, to zostaniesz sam. Jestem tu. – Aqua ujął podbródek chłopaka, po czym pocałował go czule. – I zawsze tu będę. Już nigdy nie pozwolę, aby gniew zalał twe piękne serce i oddalił Cię ode mnie. Jesteś mój, zapamiętaj to sobie.
- On i tak z nim nie będzie - burknął półdemon odwracając się plecami do ukochanego i krzyżując ręce na piersi - On jest aniołem, nie wypuszczą go z nieba wiec kłopot rozwiązany, mój tata zostaje tutaj - Sasha był niezwykle uparty.
-A gdyby Erick zrobił to co ja? Czy nie byłby to czyn godny szczerze zakochanego człowieka? – Szarooki opuścił ramiona wzdłuż ciała i westchnął. – On go kocha i to bardzo mocno. Ich miłość wiele przeszła. To najpiękniejsza para jaką widziały moje oczy, czemu nie dać im być razem? – Aqua widział jak noga Sashy rytmicznie się porusza, co oznaczało irytacje. Zakończył temat zakochanych i ucałował szyję władcy. – Mieliśmy iść na spacer, więc chodźmy zanim noc nas zastanie.
- Dopiero jest ranek... Ale masz rację, chcę się w końcu zobaczyć z tatą -nastolatek się uśmiechnął i okręcił wokół własnej osi niczym radosne dziecko, po czym uchwycił dłoń anioła i uśmiechnął się.
Nastroje Sashy potrafiły doprowadzić do obłędu doradców lordów, lecz Aqua coraz lepiej znosił humorki swego kochanka, który bardzo starał się hamować swój temperament w obecność ukochanego.
Razem tworzyli cudowną parę, która śmiało mogła konkurować z potęgą uczucia, jakie istniało między Angelusem i Erickiem.
*
Jak się okazało, białowłosy niesamowicie ucieszył się na wieść o opuszczeniu komnaty, lecz ciągle unikał kontaktu wzrokowego z synem i wręcz chował się za skrzydlatym uznając go za świetną osłonę przed groźnym nastolatkiem.
Mimo dziwnego zachowania i lęku jaki budziła w nim postać pierworodnego, Angelus wyglądał na dosyć zdrowego. Gdy usiadł na ławce, która stała pod nowo odrodzonym drzewem wiśni, nie budził żadnych zastrzeżeń i przypominał Angelusa z czasów gdy uczył się w szkole egzorcystów.
Różowe płatki tańczyły nad jego głową, zaś on sam starał się je łapać w locie.
-Mówiłem, że to mu dobrze zrobi. No i dobrze, że udało się odratować ogród. Jest piękny, ładniejszy nawet od ogrodów w niebie. – Aqua rozmarzył się i rozejrzał wokoło. Wiśnia także i dla niego była bardzo ważna. To właśnie przy takim drzewie spotkał pierwszy raz Sashę. – Budzi wspomnienia…
- Może masz racje... - odparł cicho fiołkowooki patrząc na wirujące w powietrzu płatki a jego mina posmutniała - On sie mnie boi, prawda? - zapytał cicho, w końcu dostrzegając prawdę. - Widzi we mnie demona, który zamordował jego miłość i zniszczył życie...
- Możesz to jeszcze zmienić - Erick pewnym krokiem podszedł bliżej i zatrzymał się, spoglądając na ukochanego z czułością, po czym znów spojrzał na władcę piekła, który ze złości zacisnął dłoń.
- Odejdź stąd - syknął - Obiecałem ze cię zabiję jeżeli pojawisz sie w moim królestwie jeszcze raz! - wykrzyknął znów kierowany agresją, która nagle sie pojawiła.
-Sasha… błagam uspokój się, Angelus na ciebie patrzy. Jeśli teraz wybuchniesz gniewem on nigdy nie ujrzy w tobie swojego syna. Zawsze będziesz dla niego diabłem. – Szrooki objął ramionami postać ukochanego i pogłaskał jego policzek. – Spokojnie… to tylko rozmowa. Traktuj go jak posłańca z nieba, zabicie go zapoczątkuje wojnę z niebem. Wszystkie nasze plany… wszystko zniszczysz, jeśli go zaatakujesz.
- Gówno mnie niebo obchodzi! Go ma tu nie być! - Sasha przestał nad sobą panować, postać Ericka budziła w nim prawdziwego demona, który był bezlitosny.
- Nie mam zamiaru z tobą walczyć.... Jeżeli chcesz mnie zabić, zrób to po raz drugi, ale wiedz, że nigdy nie będę żałował tego, że pokochałem twojego ojca i zawsze będę o niego walczył, nie ważne jak bardzo starałbyś się nas rozdzielić - powiedział egzorcysta.
Angelus wystraszony zachowaniem Sashy skulił się na ławce i zaczął szlochać, pojękiwać i piszczeć niczym zwierze, które ranione jest ostrymi przedmiotami z wielu stron.
Aqua nie wiedział, czy ma go zabrać stąd czy może ta scena cokolwiek da. Prawdopodobieństwo, że walka tych dwóch zwróci mu zmysły i pamięć była maleńka, ale zawsze była.
-Zobacz, co robisz. Sasha uspokój się, Angelus czuje się gorzej… - Dawny skrzydlaty został odtrącony zimną dłonią kochanka, która stanowczo nakazywała mu odejść.
Szarooki niechętnie odszedł krok w tył i patrzył przerażony na to co się dzieje.
Były mistrz szkoły egzorcystów stał dumnie wyprostowany i nie bał się chłopaka, najwidoczniej czekał na jego ruch. Sasha nie wytrzymał tego stoickiego spokoju i zaatakował, rzucając się do szyi ciemnowłosego z zamiarem rozszarpania tętnicy.
Erick osłonił się skrzydłem, które pokrywała niewidzialna tarcza. Bariera, którą tworzą egzorcyści gdy walczą. Nerres wprawdzie stał się aniołem, lecz nie zatracił wspomnień z poprzedniego życia. Pamiętał jak walczą egzorcyści i umiał to wykorzystać przeciwko swoim wrogom. Własnie, dlatego niebo uznało jego pamięć za tak ceną, zapominając, że w większości, myśli Ericka krążą nie wokoło fechtunku, lecz białowłosego mężczyzny, który pokazał mu, czym jest miłość i rozkosz.
Sasha ponownie rzucił się na skrzydlatego posłańca, tym razem nie zadziałała na niego sztuczka z tarczą. Skumulował siłę w dłoni i uderzył w anioła. Erick odskoczył, ale fala drasnęła go w bok i rozcięła szatę oraz trochę skóry.
-Sasha! – Aqua miał nadzieję, że ukochany uspokoi się słysząc jego głos, ale do nastolatka nic nie docierało. – Sasha! Przestań!
- Znów zmiotę z powierzchni ziemi twój wstrętny uśmiech wraz z całą głową! - syknął fiołkowooki i zaczął mamrotać coś pod nosem.
Udało mu się pochwycić mężczyznę, którego zaczął dusić, nie panując zupełnie nad własna siłą.
-Sasha! – Rozpaczliwy, pełen bólu głos wydarł się z gardła Angelusa. Białowłosy klęczał na ziemi i dygotał na całym ciele. – Zostaw go… nie niszcz mojego życia, nie zabieraj mi go… Oddaj mi Ericka! – Mężczyzna wykrzyczał swój rozkaz i zaczął biec w ich stronę. Odepchnął syna, który zszokowany reakcją ojca, po prostu stał i patrzył w zapłakane oblicze rodziciela. Angelus uwiesił się szyi ukochanego i zaczął płakać w jego szatę. Skomlał niczym zraniony pies i kulił się od strachu, ale siła i odwaga iskrzyła w jego oczach, które z miłością spoglądały na ciemnowłosego anioła.
Dłonie zielonookiego objęły go delikatnie.
- Juz dobrze - szepnął swoim zachrypniętym głosem mężczyzna a jego serce niemal tańczyło z radości.
Sasha spojrzał na swoje dłonie, po czym odwrócił się i uciekł w głąb ogrodu, nie wiedząc co znowu się z nim stało.
Dawny skrzydlaty pognał za ukochanym zostawiając zakochanych samym sobie.
-Sasha! Sasha! – Aqua skręcił w boczną ścieżkę na której wyczuł malejącą aurę wściekłości. Gdy ujrzał jej koniec, jego oczom ukazała się skulona postać chłopaka o ciemnych włosach, które w niektórych miejscach przeplatały białe pasemka. – Sasha… kochany mój… - Aqua rzucił się w stronę nastolatka i pochwycił go w ramiona. – Już dobrze, wszystko będzie dobrze mój malutki.
- Nie będzie dobrze! Jestem demonem! Nie panuję nad sobą! Mogłem go zabić, osoba którą kocham boi się mnie, a w twoich oczach gości strach.... jestem potworem - fiołkowooki wtulił się w Aque i zaczął płakać.
-Niczego się nie boję. Już dawno przestałem się ciebie lękać. Nieważne jak wściekły byś był, zawsze wolisz skrzywdzić siebie zamiast mnie. To wiele dla mnie znaczy. – Szarooki okrył kochanka płaszczem i usiadł z nim na ziemi. Mocno tulił go do swojego torsu i kołysał jego ciałem uspokajająco. – Angelus właśnie dzisiaj pokonał strach, który zamknął w sobie razem ze wspomnieniami. Dajmy mu dwa lub trzy dni, zobaczysz wszystko będzie dobrze. On Ciebie kocha. Ja ciebie kocham. Nie jesteś sam Sasha.
- Nie chcę aby odszedł... Ale widzę jak tutaj się męczy. Niech sam zadecyduję - powiedział w końcu młody władca piekieł i otarł oczy, które zaczęły go piec - Dawno tak nie płakałem... Widzisz co ze mną robisz? Ukazuję za często swoje emocje...
-Wyglądasz wtedy pięknie – Szarooki uśmiechnął się do ukochanego i otarł jego łzy, zaś zaczerwienione powieki obsypał pocałunkami. – Kocham Cię mój słodki demonie, z ludzkim i pięknie bijącym sercem. Jesteś moim życiem. – Aqua spojrzał z miłością na nastolatka, po czym zaczął go całować bez opamiętanie.
Sasha zaczął odwzajemniać pieszczotę, ciesząc się, że ma przy sobie tak wspaniałą istotę
- Też Cię kocham... Najbardziej na świecie - powiedział pewnym głosem, rumieniąc sie przy tym delikatnie.
-Dopiero dzisiaj te słowa są szczere. – odparł dawny skrzydlaty i przytulił mocno chłopca. – Chcę Ci coś pokazać… - Aqua puścił Sashę i wstał z ziemi. Rozpiął szatę i zrzucił ją z ramion, zawieszając jedynie na biodrach. Gdy się odwrócił Sasha ujrzał gładkie i białe plecy. Po kikutach nie było nawet śladu. – A teraz najlepsze… - Z ramion, gdzie niegdyś były ropiejące rany wystrzeliła para białych skrzydeł. Ich blask oślepił na chwilę Sashe, dopiero po chwili mógł spojrzeć na nie i dotknąć niepewnie jedno z piór. – Uriel kiedyś stracił skrzydło, nie mógł tego przeboleć, gdy przebaczył wrogowi, który mu je odrąbał i ujrzał skruchę swego oprawcy, skrzydło odrosło. Lucyfer bardzo żałował, że w walce o dominacje zranił dawnego przyjaciela. Gdy zrozumiał swój błąd, rana Ariela wyleczyła się a skrzydło powróciło. – Aqua spojrzał czule na ukochanego i wyciągnął do niego dłoń - Teraz to samo spotkało mnie i Ciebie. Wybaczyłem tobie, ty pojąłeś swe błędy i zmieniłeś się.
- Czyli przeze mnie tyle cierpiałeś... Wybacz mi moja głupotę - fiołkowooki mocno się przytulił - Tyle czasu zajęło mi pojęcie tego, że naprawdę Cie kocham... Cudownie mi z tym uczuciem.
-Jesteś kochany i kochasz, teraz już to potrafisz – odparł Aqua i objął ich swoimi odrodzonymi skrzydłami.