yaoi-imagination blog

Twój nowy blog

Mimo braku stałego łącza w akademiku współautorka (Inu) owego bloga postanowiła dodać notkę!

Na początku dziękuję bardzo Anett :3 Tak, znowu ty droga czytelniczko. Dawno nie widziałam tak… Nie umiem nawet określić słowami twoją pasję i ekscytację opowiadaniem.

Siedleckie akademiki górą! Mam własną łazienkę!

 

Selfish Love Vol 2

 

Adam był wściekły. Wszyscy w jego
pracy to dostrzegali. Dla wytłumaczenia, do obowiązków jasnowłosego należało
rozprowadzanie dragów po największych imprezach.

Był przystojny, schludnie ubrany i
dobrze się wysławiał. Kochali go, sądząc, że jego towar nie zniszczy im zdrowia
i będą tacy jak on. Każdy wiedział, że Adam też ćpa, jednak nie wiedzieli, że
jego proszki i zastrzyki, to tysiąc razy lepszy towar, mniej szkodliwy, czysty
i sterylny.

- Gdzie on kurwa jest! – mruknął
pod nosem strasząc przy tym małolatę, która próbowała zrobić mu dobrze. –
Spierdalaj dziwko! – krzyknął, zaś kilku gości zachichotało sądząc, że
nastolatka musiała trochę nadgryźć jego dumę. Adam obserwował wejście na salę
ze swojego miejsca, srebrna walizeczka leżała obok niego na stoliku przykrytym
aksamitem. Punkt charakterystyczny dla najlepszych dilerów.

Jednak nie tylko on wzbudzał
zainteresowanie. Gdzieś w drugim końcu sali urządzano konkurs kto najszybciej
wypije duszkiem trunek, który się zamówi. Blondwłosy nie mógł uwierzyć, gdy
dostrzegł rudą czuprynę wśród uczestników.

Alen jak zawsze kusił nie tylko
swoim zachowaniem ale i wyglądem. Oprócz ciasnych, skórzanych biodrówek miał na
ramieniu jedynie fioletową apaszkę. Jego błękitne oczy jak zawsze pozostawały
przymglone od narkotyków.

Potwierdzała się teoria blondyna.
Impreza nie istniała bez dilera i ponętnego ćpuna. Najlepszym i najbardziej
pożądanym gościem był Adam, jednak tylko ze względu na przysmaki, które
przynosił. Alen był gwiazdą każdego przyjęcia, za to jak wyglądał, zachowywał
się i pił. Blondyn nie zdziwiłby się, gdyby okazało się, że pierwsze
zaproszenie idzie właśnie do nastolatka.

- Alen! – kjrzyknął, jednak rudy
go nie słyszał, bądź nie chciał tego robić. Niechętnie zapakował walizkę i
zaczął z nią iść w stronę naprutego chłopaka.

Nastolatek właśnie zaczynał się
całować z rosłym brunetem, który mógł go spokojnie objąć jedną ręką,
prawdopodobnie był to zwycięzca konkursu picia, bo wczesniej krzyczano coś o
namiętnej nagrodzie w wykonaniu najgorętszego uczestnika zabawy.

- Masz to i spierdalaj od niego! –
Adam rzucił pokaźną paczkę heroiny na stół, zwycięzca spojrzał wpierw na
narkotyk, potem na nastolatka. Sięgnął po jedno i drugie, gdy odchodził poczuł
między pośladkami coś dużego, zimnego i na pewno nie było to przyjemne.

- Ciekawe czy da się w kilku cię
bzykać jeśli rozsadzę ci dupsko kulką. Puszczaj smarkacza i spierdalaj z
towarem – Adam liczył na słowa podziękowania. Wizja rudzielca rzucającego się w
jego ramiona z płaczem, błagającego aby go wziął.

- Kurwa, ty to zawsze zabawę
psujesz – rzucił ostro Alen, który o dziwo był całkiem trzeźwo myślący.

Spojrzał nienawistnym spojrzeniem
na blondyna i przeszedł przez tłum, który zrobił mu miejsce. Al aby odreagować
zaczął tańczyć. Kropelki potu pojawiły się na jego szyi. Ku zdziwieniu Adama tańczył
z jakąś dziewczyną, którą śmiało dotykał i nawet w tańcu całował.

Aby nie być dłużnym, jasnowłosy
zostawił towar u pomocnika i złapał pierwszą lepsza partnerkę.

Flirt był niezwykle odważny. Pomyśleć
przez trzy noce pieprzył chłopca aby potem wrócić do długonogiej panienki z
tlenionymi włosami. Dziewczyna pojękiwała czując dłoń mężczyzny na swojej
piersi. Adam polizał ją po szyi patrząc jednak prosto w oczy rudzielca, jakby
mówił mu „ty też tak lubisz”.

Blondyn wyglądał na zadowolonego,
jednak o wiele więcej przyjemności czerpałby gdyby nastolatkę zamienić mu na
ślicznego bożka tańca narkotykowego obłędu.

Chyba najbardziej denerwowało go
to, że rudzielec w ogóle sie nie interesował tym, co robi. Doprowadzało to wręcz
zielonookiego do szewskiej pasji. Odepchnął zdziwioną dziewczynę, która wyzwała
go od „dupków”, po czym poszła znaleźć sobie innego partnera na
wieczór. Przez tą krótka chwilę Al znikł z oczu dilera, lecz jego partnerka pozostała
na parkiecie.

- Kurwa – syknął blondyn, poczym zaczął
się miotać po parkiecie i bocznych salach. Rzecz jasna: po impulsywnym
nastolatku nie było nawet śladu. Zapadł się po ziemię wraz ze swoim ponętnym
tańcem. Nie wypadało krzyczeć i wypytywać się o kogoś takiego, prawdopodobnie
Adam i tak nie uzyskałby odpowiedzi od nikogo, ponad połowa gości była, lekko
mówiąc, pijana.

Dopiero dzikie wrzaski i jęki
podobne do okrzyków małego plutonu armii zainteresowały dilera. Zajrzał do
ogródka i ujrzał krótką ścieżkę, prowadząca do mniejszego domku, w którym paliły
się światła, zaś okna zasłonięte były grubymi kotarami.

Okrzyki rozkoszy dochodziły
właśnie z tego miejsca.

Bez chwili wahania, Adam udał się
w owe odosobnione miejsce, był bardziej niż pewien, że ujrzy tam rudzielca.

I ujrzał, ale gdy to zobaczył niemal
się przeraził. Takiej orgii dawno już nie urządzano w ich mieście. Ciała niemal
leżały na sobie, ocierały o siebie. Dziewczyny jęczały i zadawalały
tymczasowych partnerów, a Ci wchodzili w każdego kogo popadło, pragnąc coraz
więcej. Pot, alkohol. Zapachy ciał i tego, co kłębiło sie wokoło.

Rudzielec właśnie zaczynał sie
ocierać o jakiegoś starszego już mężczyznę, zaś drugi dobierał się do jego
tyłów. Na twarzy chłopaka malowała sie dziwna rozkosz, nie bał się tego, wręcz
prowokował.

- Alen… – wyszeptał jasnowłosy, który nie umiał opanować
drżenia dolnej wargi. Jakaś rozpacz ale i wściekłość zakradła się do serca
młodego dilera. Wcześniej chciał wyzbyć się tych uczuć, teraz rudowłosy
nastolatek budził je na nowo. Czemu?!

Rozpaczliwy krzyk w głowie obudził Adama. Skopał około
czterdziestoletniego mężczyznę i odepchnął młodzika, który już wsadzał paluchy
w odbyt Alen’a.

Nagi i podniecony chłopiec został siłą wyprowadzony. Krzyczał
i wyrywał się. Oskarżenia o gwałt nikt nie słyszał, bądź nie reagował. W stroju
pierwszych ludzi na ziemi, został zawieziony do mieszkania blondyna, gdzie
brutalnie wepchnięto go pod prysznic.

- Z myj z siebie zapach tego starucha! Śmierdzisz! – wrzasnął
Adam ledwo powstrzymując się aby nie uderzyć rudowłosego chłopca.

- Kurwa mać! Odpierdol się w końcu ode mnie! – Alen nie
panował nad języki.

Był na niego wściekły. Adam ciągle wtrącał się w jego sprawy
i nie pozwalał mu praktycznie na nic. Na złość mu wyszedł spod prysznica i
podszedł do niego, stanął na palcach, po czym wbił się niemal w jego usta
własnymi. Jego dłoń szybko zacisnęła się na kroczu zielonookiego.

- Mówisz odejdź ustami, ciałem weź mnie. Co to za gra? – tym
razem ponętny kusiciel został odtrącony. Chęć na uprawianie seksu z tym
dzieciakiem minęła Adamowi kiedy zobaczył jak straszna jest prawda. Alen robił
to z każdym. – Nie wiem czy powinienem rzygać na twój widok czy płakać! Jesteś
żałosny w tym co robisz, a jednak… – Dolna warga zadrżała młodemu mężczyźnie.
Słowa, które chciał wypowiedzieć już dawno porzucił. – Jeśli nie umiem uspokoić
cię siłą, zrobię to inaczej!

Blondyn rzucił mu do stup paczkę skrętów.

- Napal się ich, potem cię zerżnę i idź spać! Niech tyle ci
dzisiaj wystarczy! – prawie płakał, nie wiedział czemu, ale chciał uwolnić
emocje kłębiące się za maską zimnego drania, który sprzedaje narkotyki.

- Rozkazujesz mi jakbym był twoim niewolnikiem. Ilu juz ich miałeś?
Ilu dało się nabrać na „dam ci, a ty daj mi siebie”? I co z tego, ze
jestem żałosny? Kazałem ci za mną latać i pilnować mnie bardziej niż moja
matka? Prosiłem o to!? – niebieskooki kopnął paczkę, chociaż korciło go aby
zapalić, ostatnio nie potrafił odmówić narkotykom i chociaż pragnął z tym skończyć
to z dnia na dzień było gorzej.

- Nie było żadnego! Jesteś pierwszym beznadziejnym przypadkiem,
którego spotkałem! – razem z tymi słowami, blondyn rzucił się w stronę gołego
nastolatka i przytulił go mocno. Mimo zapachu jaki nadal miał na skórze, zaczął
go całować z pasją. – Nie odejdziesz… – wysyczał przez zęby i zacisnął dłoń
desperacko na szyi rudzielca. – Nie pozwolę… Dam ci wszystko i nie dam odejść…
Nie chce żebyś umarł i pozostał anonimy w chwili śmierci!

Al patrzył prosto w jego oczy. Myślał, że to z nim samym
jest coś nie tak, że to on powinien się leczyć. Czuł jak powoli zaczyna brakować
mu tchu, głód stawał sie coraz większy. Ciągle był rozgrzany, ale nie chciał kochać
się z blondynem.

- Jesteś szalony – powiedział cicho Alan.

- Możliwe… To twoja wina – odparł Adam, przyciągając
chłopaka do siebie, mimo iż ten go odpychał dłońmi. Był jednak był silniejszy.
– Dam ci narkotyki. Alkohol i co tylko zechcesz. Będziesz chodził na imprezy a
ja będę cię na nich szukał. Zaakceptuje wszystko w tobie…

Tej nocy skończyło się na pocałunku. Potem Adam zrobił
rudzielcowi zastrzyk, podał skręta i butelkę wódki. Zastanawiał się ile to
młodziutkie serce wytrzyma. Postanowił zakupić dużo tabletek wspomagających
prace tej małej pompki i dawać je chłopcu gdy będzie czysty przez jakąś godzinę
lub dwie.

Czuwał nad nim do rana, gdy w nocy wierzgał się i prosił o
działkę, dawał mu ją. Obiecał…

***

- Zjedz coś. Potem umyjesz się i mogę gdzieś cię zabrać. Co
chcesz zobaczyć? – opieka niczym nad małym dzieckiem. Spełnianie zachcianek,
aby nie płakało i było uśmiechnięte.

- Musze iść na zajęcia… Bo mi nie zaliczą roku, pieprzeni
belfrowie – warknął Alen zachrypniętym głosem.

Jego oczy były przekrwione i lekko rozbiegane. Ciągle czuł
działanie środków odurzających. Miał wrażenie, że nic nie przełknie. Usiadł na
łóżku i przetarł twarz rękę, próbując się rozbudzić.

- Jeśli pójdziesz do szkoły w takim stanie, tym bardziej cię
wyrzucą. Masz we krwi stanowczo za dużo alkoholu i narkotyków – wytłumaczył mu
Adam, jednak podał szlafrok i pomógł założyć go na ramiona. – Wpierw weź
prysznic…

Normalnie wspólna kąpiel pobudziłaby blondyna, jednak teraz
czuł się jak niańka niepełnosprawnego dzieciaka. Musiał uważać, żeby nie zranić
Alen’a, podtrzymywać go gdy upadał na kolana, tulić kiedy znowu miał drgawki.

- Dam ci teraz pewien proszek… To narkotyk, działa bardzo
powoli, wchłania się długo. To pomoże ci wysiedzieć na zajęciach bez wymiotów i
drżenia rąk – jasnowłosy podstawił nastolatkowi szklankę oraz pastylkę na dłoni.
– Połknij.

- Mówiłem ci, mam indywidualne lekcje – rudzielec wziął ją
od niego i mimo wszystko połknął, mając nadzieję, że w jakiś sposób mu to pomoże.

Po kąpieli Alen leżał przez chwilę na łóżku. Mówił sobie, że
musi wstać, jednak jego ciało odmawiało mu posłuszeństwa.

- Następnym razem, jak będę prosił w nocy o więcej… Nie
dawaj mi – powiedział cicho i spojrzał na swoją pokłutą rękę.

- Rzucasz się wtedy! – zaprotestował blondyn. – Zrobisz
sobie krzywdę jeśli nie dostaniesz!

- Wiąż mnie… – powiedział Alen bez najmniejszego entuzjazmu
czy emocji. – Spodoba ci się… – dodał po chwili z przekąsem. Tak jak się
spodziewał, blondyn pocałował go za to mocno i zaczął ręką ruszać między jego
udami aż nie doszedł.

***

Adam czekał na nastolatka w samochodzie. Parking na którym
obiecali się spotkać, gdy chłopak skończy zajęcia przylegał do małej kawiarni
połączonej z restauracją.

Rudzielec dostał nawet komórkę od swojego nowego, natarczywego
opiekuna jakim był jasnowłosy diler. Gdy zaczął się spóźniać godzinę, Adam
wykręcił numer i czekał aż nastolatek odbierze.

Zastał głucha ciszę, co mogło być niepokojącym sygnałem.

Tym razem, jak to powiedział Alan kilka godzin wcześniej, musiał
wyjątkowo iść do nauczyciela do domu, a nie on do niego. Blondyn w pierwszej
chwili pomyślał, że może chłopaczek wstydzi się miejsca gdzie mieszka, lecz
nagłe przedłużenie zajęć bardzo mu się nie spodobało.

Na szczęście Adam miał nadal karteczkę z zapisanym adresem
nauczyciela. Alen sporządził tą notatkę, gdy dowiedział się, że zajęcia będą u
belfra w mieszkaniu.

- Kurwa… – Przeklął młody mężczyzna wyjeżdżając z parkingu i
kierując się na pobliskie osiedle.

Mieszkania były tu ładne, nawet drogie. Adam znał ponad połowę
mieszkańców, z imprez rzecz jasna, byli jego klientami. Łatwo dostał się na
teren zamknięty i odszukał odpowiednie lokum. Przystanął jednak przy drzwiach i
nasłuchiwał… Szczelne, nie przedostawał się przez nie żaden dźwięk. To jeszcze
bardziej zdenerwowało blondyna.

Nacisnął klamkę. Było otwarte! Czyżby nauczyciel tak
ucieszył się na widok podopiecznego, że zapomniał o tak ważnej rzeczy jak
zamknięcie drzwi?

Widok był co najmniej dziwny, gdy sędziwy juz mężczyzna
siedział w fotelu ze spuszczonymi spodniami, a miedzy jego nogami znajdowała
sie ruda głowa nagiego i skrępowanego chłopaka, który niemal sie wił pod
wpływem wibratora umieszczonego w nim. Alen znów był pod wpływem narkotyków,
którymi zapewne nafaszerował go jego profesor.

Ochotę aby wibrującą zabawkę wepchnąć głębiej, sprawić ból i
dąć nauczkę było trudno powstrzymać. Adam naprawdę nienawidził teraz ich obu,
wyjął komórkę i zrobił zdjęcie nauczycielowi, gdy ten przyciskał głowę
nastolatka do krocza i wytryskiwał nasienie w jego usta.

- Ciekawe co mówi dyrekcja w takich sytuacjach? – siwiejący jegomość
zdrętwiał, jego męskość opadał jak pęknięta opona, zaś rudowłosy chłopiec
wypluwał spermę z ust. Adam podszedł do niego i spoliczkował go. Czerwony ślad
silnych palców został na jasnej cerze.

- Zachowujesz się jak śmieć, idź umyć twarz i ubierz się.
Koniec lekcji – Alan był posłuszny o dziwo. Gdy powolnym krokiem zataczał się w
stronę łazienki, wibrator upadł na ziemię.

Adam bez najmniejszego obrzydzenia podniósł go, odwrócił się
do nauczyciela i pokazał mu co zazwyczaj nosi ze sobą. Lśniąca lufa sprawiła,
że belfer otworzył usta. Blondyn wsunął ją między proste żeby. Poczym rozpoczął
zemstę.

Mokry od nasienia nastolatka wibrator wszedł calutki w
płaczącego starucha. Facet krzyczał i błagał o litość, słysząc klikniecie ze
strony broni, jego prośby wzmogły się jeszcze bardziej.

Alen wyszedł z łazienki lekko kulejąc. Nieprzytomnym
wzrokiem spojrzał na całą tą scenkę, po czym stracił przytomność, jego ciało
nie zniosło więcej i w końcu zaprotestowało.

- Trzymaj się z daleka od niego! – warknął diler zabierając
pistolet z ust starucha, który popuścił, gdy zagrożenie minęło. Adam miał
jedynie nadzieję, że ludzie na osiedlu uznają nastolatka za całkowicie
pijanego…

Zrobił zdjęcie, jednak nie miał zamiaru go nigdzie
pokazywać.

- Powinienem był tobie wsadzić tego plastikowego… – Zaczął,
jednak nie skończył wiedząc, że i tak nikt go nie słucha – Kocham… – wyszeptał śmiało
wiedząc, że obiekt uczuć nawet gdyby coś usłyszał, to zapomni szybko.

Zabrał go do samochodu i ułożył na tylnim siedzeniu. Alan był
całkowicie pozbawiony świadomości, prawdopodobnie nawet nie wiedział, co sie z
nim dzieje, ani co takiego robił.

 

A teraz konkurs!

Zadanie: Narysuj swoją ulubioną postać z opowiadania zamieszczonego na YI. Adresy do prac, linki itp wysyłamy na adres e-mail podany poniżej (mogą to być skany obrazka, fotografie pracy itp jakość przesyłanego pliku się nie liczy). Na co będziemy patrzeć: na oryginalne pomysły rzecz jasna, ciekawe odwzorowanie postaci. Pracę proszę podpisywać imieniem i nazwiskiem postaci oraz z jakiego opowiadania jest.

Nagroda do negocjacji :3

Prace wysyłamy na: inutka.inu@gmail.com

 

… Witam znowu ^^
Autorki owego bloga naszła chęć aby dodac notkę. Nazbierałysmy trochę prac i znowu możemy je publikować aby nacieszyć wasze oczęta. Dzisiejsza częśc opowiadania jest dedykowana Sodomowi i Anett :3 (za miłe komentarze, dedykacja, tak to działa kochani :P).

Selfish Love Vol 1

Dym z papierosów utworzył gęstą mgłę wokoło ludzi wijących się w narkotykowym tańcu. Gibkie, ciągle młode i mało zniszczone ciała aż prosiły, aby sprzedać im coś na poprawienie humoru. Nowy, bialutki i pachnący proszek wabił koneserów jak i nowicjuszy.
Blondyn z papierosem między palcami uśmiechał się do nich iście anielsko, jednak jego zielone, diaboliczne oczy spoczywały na chłopaku, który już dawno odleciał.
Pił całą noc, ćpał co kilka minut jednak nadal zachowywał jakieś resztki świadomości. Niezwykły okaz dla każdego dilera.
Można to porównać do konesera, który ujrzy to czego szukał wiele lat. Adam, mimo swojego biblijnego imienia, do świętych nie należał. Nawet nie chciał. Kochał mocne papierosy i silne narkotyki. Nie wiedział nawet, że tej nocy odnajdzie swoją największą, upajającą do granic wytrzymałości, miłość.
- Alen, stały bywalec wszystkich imprez. Najpopularniejszy na tej sali. – Doradca oraz chłopiec na posyłki Adama od pewnego czasu obserwował swojego szefa i zdążył dopytać się znajomych, kim jest owy młodzik. Wiedział, że zostanie pochwalony za spostrzegawczość. Dostał w nagrodę kilka słabych pastylek i pognał za ślicznymi i cycatymi małolatami.
Alen nadal tańczył, zaś ciepłe krople rozgrzanego potu spływały wzorami po jego płaskim brzuchu aż za krawędź obcisłych spodni, których sprzączka od paska wesoło podrygiwała wraz z właścicielem.
W końcu ktoś do niego podszedł. Chłopak, który był niezwykle młody, od razu uwiesił sie wyższego partnera i zaczął z nim ostro flirtować. Chyba jednak nie był do końca świadomy, co się dookoła niego dzieje. Każdy jego ruch mimowolnie był przepełniony erotyzmem, kusił, niczym wąż w raju.
Adamowi nie podobało się, że jego zwierzyna łowna tak jawnie zaleca się do obcego, nic nie wartego dzieciaka. Wyszedł na parkiet z zamiarem odbicia tego, co mu należne.
Jednak sprawa nie była taka łatwa. Pomachał heroiną przed zamglonymi oczami Alen’a, jednak ten widział tylko kuszącego partnera. Dopiero, gdy poczuł obcą dłoń na swoim pośladku, odwrócił się do blondyna.
- Ej, kochasiu, nie tak szybko… Wszystko ma swoją cenę – mruknął rudowłosy, tykając pewnego siebie dilera w tors.
Mówił, a raczej bełkotał niemal. Wszystko miało iść po myśli zielonookiego, a sprawy coraz bardziej się komplikowały. Ten nafaszerowany nastolatek jeszcze mu się stawiał!
- Ile działek chcesz za swój tyłek? Dwie? – Kpiący uśmiech pasował do anielskiej buźki Adama. Trochę podobał się naćpanemu chłopakowi, ale coś jednak irytowało go w tej cholernej pewności siebie. Nie lubił tego. Odrzucił go, pokazał swoją zawziętość.
Nie spodziewał się jednak, że blondas odepchnie konkurenta i wręcz wgryzie się w usta Alen’a, zaś językiem poda mu tabletkę ekstazy.
Proszek zaczął się roztapiać na ich złączonych językach. Wpierw był gorzki, potem słodki aż zniknął smak i zostało tylko błogie otępienie. Działał szybko, nawet za bardzo. Coś nowego, Adam nawet się wystraszył, rzadko używał prochów dla klientów.
Młodszemu z nich urwał się film. Złapał się partnera, aby nie upaść. Zupełnie nic już do niego nie docierało. Bez najmniejszego problemu zielonooki mógł go wyprowadzić, chociaż i mu nieźle szumiało w głowie od silnego specyfiku.
Doszli jedynie do ławki w parku, na którą sie osunął rudowłosy. Narkotyk pobudził jego organy, stróżka śliny spływała po jego brodzie, ciało było rozgrzane, a mięśnie rozluźnione.
Było trochę zimno, wiał lekki wietrzyk. Adamowi nawet podobała się ta sceneria, stare drzewa drapieżnie schylały się ku podnieconemu Alenowi.
Wpierw rozpiął mu pasek, wodził wargami po młodzieńczym prąciu rozkoszując się jego smakiem. Ocenił swoją zwierzynę na jakieś piętnaście bądź szesnaście lat. Różnica wieku była niewielka między nimi.
Wsunął ostrożnie palec w ciasne wejście, przez co mięśnie odbytu momentalnie zacisnęły się w skurczu zaskoczenia. Adam manewrował w spodniach nastolatka, całując jego szyję oraz ramiona. Przeniósł pocałunki na usta, zlizując stróżkę śliny. Chłopak bardzo mu smakował.
Płomiennowłosy był cały jego. Nie miał jak protestować, nawet nie wiedział, co się z nim dzieje. Słodkie otępienie miało swoje żniwa. Al oddał się bez walki, której i tak nie mógł się podjąć. Wydawał z siebie tylko jęki. Wzrok miał nieobecny, mięśnie wiotkie. Narkotyki zrobiły swoje, znów sprawiając, ze nastolatek ponownie upadł na samo dno ludzkiej egzystencji.
Szybko poruszające się, bolesne „coś” sprawiało nie tylko cierpienie, ale i odmienny rodzaj przyjemności. Chłopakowi było zimno, czuł wiejący wiatr, jednak w środku płonął żar, sprawiając, że trawiła go coraz większa gorączka. Czując rozlewające się ciepło między pośladkami, uśmiechnął się błogo. Adam myślał, że zwariuje. Chciał więcej i jeszcze. Jednak pogoda i miejsce nie sprzyjały miłosnym igraszkom. Bez chwili zastanowienia, zaczął ciągnąć naćpanego małolata do swojego samochodu.
Obraz nadal rozmywał się blondynowi, odetchnął kilka razy poczym złapał pewnie kierownicę i rwącymi ruchami poruszył maszynę. Gdyby nie fakt, że większość policjantów spała bądź była pijana, Adam dawno straciłby prawko i zgnił w pudle.
W swoim mieszkaniu zrobił to raz, potem drugi i trzeci. Nie wierzył, że jest zdolny dojść trzy razy. Jednak tak właśnie działały na niego narkotyki i ciało Alen’a.
Opadając z sił, przytulił odruchowo spoconego, ociekającego nasieniem i śliną chłopaka.
Ta scena miała w sobie coś pięknego, ale i groteskowowego.
*
- O kurwa… Ale mi łeb napierdala – jęknął koło wieczora Alen, budząc się z narkotycznego amoku.
Nie był grzecznym chłopcem, o czym świadczyło jego zachowanie, lekceważący stosunek do własnego zdrowia, czy chociażby słowa, których używał.
Złapał się za głowę i przetarł twarz. Skrzywił się z obrzydzenia, gdy zauważył, ze jest nagi i znajduje sie na nim zaschnięte nasienie.
- Łazienka jest na końcu korytarza! – Usłyszał donośny, czysty głos. Ciekawość dała górę nad nastolatkiem, który mimo bólu pleców i dolnych partii ciała, wygramolił się z pościeli i owinięty prześcieradłem pomaszerował w kierunku nieznajomego mu głosu.
Tym razem przygarnął go blondyn, dosyć przystojny, dobrze ubrany i na pewno bogaty. Jego mieszkanie było ogromne.
Duże, zielone oczy spoglądały zaciekawione na nastolatka, który nie wyglądał na przerażonego. Adam nawet przez chwilę zastanowił się ile to już razy ten mały narkoman był już w takiej sytuacji. Jednak nie wiedział czemu, było mu szkoda chłopca.
- Zostań tu jakiś czas, odpocznij. To moje przeprosiny za to, że poniosło mnie wczoraj i wykorzystałem, że byłeś nieprzytomny – był szczery, czasami dobroduszny i bardzo naiwny.
- Dzięki, nie trzeba… Tylko sie umyje i już mnie nie ma – odpowiedział mu zachrypniętym głosem od dymu papierosowego, który pewnie podrażnił jego młode gardło.
Szurając nogami powędrował do łazienki.
- Nie forsuj ciała – Adam zaszedł go od tyłu i objął delikatnie. – Umyję cię, dam coś ciepłego do ubrania. Odpocznij… – całował jasną szyję delikatnie, zsuwając prześcieradło z wąskich ramion. W ciągu dnia był naprawdę czuł, to noc i alkohol brały nad nim górę i zamieniały w demona.
- Em… – Al nie wydawał się w ogóle skrępowany.
Szumiało mu w uszach, czuł, ze będzie wymiotował, całe ciało go bolało, a w głowie kręciło mu się jak nigdy. Wywinął się ostrożnie i mimo tego, ze był nagi, odgarnął jedynie włosy, które opadły mu na twarz.
- Sorki, ale ja nie potrzebuję czegoś takiego. Ty nie znasz mnie, ja ciebie i jest dobrze – powiedział i nagle pobiegł do łazienki.
Klęczał przy ubikacji, zwracając wszystko, co mógł. Jego ciałem targnęły dreszcze.
Delikatne dłonie gładziły gołe ciało nastolatka, podtrzymując także jego płomienne pasma. Torsje były bardzo silne i trwały dłuższa chwilę.
Chłopak w końcu przestał, oddał z siebie wszystko i opadł bezsilny na podłogę. Adam wytarł jego twarz z wymiocin i zaniósł z powrotem do łóżka.
- Dopóki nie dasz rady stanąć na nogi, zostaniesz tu – blondyn wyjął papierośnice, jak się okazało była zapełniona skrętami pierwszej jakości. Podał jednego Alenowi i przypalił. – To ci pomoże, organizm potrzebuje narkotyku od rana. Nakarm go.
- Nie pale po śnie – odpowiedział błękitnooki, chociaż środek uzależniający kusił go jak zawsze.
Wystarczyło, ze wyciągnie rękę, a będzie mógł znów odpłynąć z tego świata na pewien czas. Uniósł rękę, lecz szybko ją cofnął. Miał swoje zasady i widać było, że mimo wszystko się ich trzyma.
- Nie chcę, nie teraz… – zwinął się, ciągle go mdliło i miał odruchy wymiotne, chociaż nic w sobie już nie posiadał.
Blondyn zaciągnął się i dmuchnął w twarz nastolatka. Zapach narkotyku trochę ogłupił zmysły. Torsje były odrobinę lżejsze.
Mimo, że Alen tego nie chciał, to Adam i tak gładził jego plecy i kark, siedział przy nim i okrywał ciągle lekką kołdrą. Pod wieczór rudzielec nawet coś zjadł, jednak niewiele i tylko w postaci płynnej.
Zgodził się zostać na kolejną noc, o dziwo. Jednak zażądał oddzielnego posłania co lekko poirytowało blondyna. Liczył na powtórkę z nocy poprzedniej.
- Czemu zacząłeś brać? – spytał bezpośrednio Adam stając za nastolatkiem, którego oczy tępo wlepiały się w ciemny ekran plazmowego telewizora.
- Bo ja wiem, chyba ciekawość i nuda – odpowiedział mu Al po chwili a jego wzrok szybko utkwiony został w papierośnicy ze skrętami, których odmówił kilka godzin wcześniej. – Mogę? – przełknął nerwowo ślinę. – Dobry sprzęt, ale widziałem lepsze – szybko zmieniał tematy.
-Częstuj się – odparł Adam, z uśmiechem obserwował jak ten mały pozer sięga łapczywie po towar najlepszy w mieście i z wyrazem błogiego stanu duszy i ciała zaciąga się ziołem. Mała roślinka w sypialni była prywatną fabryczką dla osobistych potrzeb blondyna.
- Używamy swoich imion, tak jest lepiej, bez nazwisk. – Alen spojrzał lekko zamglonym i pytającym wzrokiem na mężczyznę. – Nieważne, pal a ja przyniosę coś do picia.
Wódka i piwo nie były bliskie z colą, no chyba że w drinku. Właśnie te pierwsze Adam uznawał za „picie”.
Nie miał zamiaru spać sam w nocy, podobało mu się, że jego łóżku w końcu zajmowały dwie osoby i jest w pełni eksploatowane.
Płomiennowłosy leżał sobie na szezlongu i delektował sie ciszą i urokami wizji, które napłynęły do jego umysłu. Czuł sie błogo i za nic nie zamieniłby tego stanu.
- Co tak długo? – zapytał blondyna, gdy ten wszedł do pokoju.
Adam ledwo utrzymywał poważną minę opiekuna. Nie było go kilka sekund, bo tyle dzieliło go od zamrażalnika, w którym trzymał trunek.
Nalał sobie i nastolatkowi, który próbował złapać coś co tylko on sam widział. Był dziwnie uroczy i piękny w tym upojeniu, zaś blondyn zapragnął aby był taki zawsze. Ten narkotyczny stan dodawał uroku Alenowi. Stawał się wtedy istotą idealną, bez ograniczeń, wstydu, leku i uprzedzeń. Był po prostu piękny jak bóg.
- Jeśli tu zostaniesz będziesz miał to codziennie, ile tylko zechcesz – jasnowłosy kusił go, usiadł obok i kołysał torebeczką białego proszku przed rozchylonymi wargami. – Wystarczy, że zostaniesz i będziesz taki jak teraz – pocałował go mocno w usta, czując jak śliski i szybki języczek nastolatka z chęcią łączy się z jego własnym.
Niebieskooki przy tym zaczął sie o niego ocierać, kusił każdym ruchem, sam zaczynał sie przy tym podniecać. Odsunął go na chwilę od siebie, aby znów zapalić, po czym odrzucił skręta i przymglonymi oczami spojrzał na twarz jasnowłosego.
- Ile będę chciał…? – zapytał jakby lekko nieobecny, oblizał wargi i wstał. Wypił duszkiem zawartość szklanki i usiadł z powrotem na ozdobnym meblu. – Czuje sie jak w raju.. – zaczął mamrotać.
- Ja też, jestem twoim Adamem, stworzymy nową biblie i nowy raj, zobacz zaraz dostaniesz owoc zakazany – jasnowłosy sięgnął po kolejnego skręta i odpalił go, podał do ust swojej Ewie wsuwając dłoń między miękkie uda chłopaka. Nocne igraszki rozpoczęły się, wylądowali znowu w łóżku, Adam zrobił zastrzyk kochankowi i wrócił do zabaw jego ciałem. Tym razem był delikatny, nie chciał nadwerężyć zdrowia swojego słodkiego bożka. Kochali się pół nocy, ćpali do rana i dopiero wieczorem ocknęli z narkotykowego snu.
Blondyn powitał Alen’a dawką pieszczot poniżej pasa, poruszał głowa leniwie i spokojnie, kosztując każdą kropelkę nasienia.
- Który dzisiaj…? – zapytał niemal nieprzytomnie Alen, gdy pieszczoty sie zakończyły. – Znowu żygać będę, to twoja wina – powiedział bezpośrednio, czując jak wszystko pracuje w jego brzuchu. – Pomyślmy… Był piątek, kiedyś tam sobota chyba to dziś niedziela wieczór? – mimo stanu otępienia chłopak w miarę szybko analizował.
- Zgadza się, niedziela – blondyn podniósł się nagi z posłania i sięgnął po szlafrok – chcesz się wykąpać? – Alen spojrzał na niego z gniewem, więc Adam dał mu spokój. Zastanawiał się kiedy nastolatek w końcu odejdzie, o ile to zrobi. Głód i chęć narkotyków sprawiła, że rudzielec nie umiał funkcjonować bez dilera. Jasnowłosy niezmiernie się z tego cieszył.
Czysty i zadbany wrócił do sypialni gdzie leżał ciągle zalany chłopak.
- Żyjesz? – odburknął mu. – Jutro idę do pracy, masz szkołę czy studia? Nie wiem ile masz lat ale oceniam na jakieś piętnaście. Może warto abyś tam się pojawił.
- Szesnaście – odpowiedział mu rudzielec, bawiąc się własnymi włosami. – Do szkoły nie chodzę, mam prywatnych nauczycieli – powiedział niezadowolony i zamknął oczy, które miał strasznie przekrwione. – Głupie ścierwo… – warknął nagle, nie wiadomo było o co mu chodzi.
- Mógłbyś mówić do mniej milej – zaśmiał się Adam, poczym musnął łopatkę chłopaka. – Wstań, umyj się i zjedz coś. A wcześniej zwymiotuj. Potem dam ci kolejnego skręta, chcesz?
Wiedział co usłyszy i zobaczy. Błaganie i proszące oczy. Ktoś tak bardzo uzależniony nigdy nie odmówi, zawsze będzie chciał więcej i więcej, tylko po to aby przyśpieszyć dzień śmierci.
Perspektywa utraty ślicznego Alen’a była niezbyt miła dla blondyna, lecz uznał że trzeźwego go nie chce, woli aby umarł od narkotyków, jednak w jego ramionach.
Szaleńcza myśl o której jeszcze dokładnie nie analizował.
- Sam sobie pal, uzależnieńcu – powiedział nastolatek i wstał. Przytrzymując sie ściany poszedł do łazienki, wcześniej biorąc swoje rzeczy, aby w nie się ubrać.
Klął pod nosem na Adama najgorszymi wiązankami jakie tylko słyszał świat, na szczęście blondyn ich nie słyszał i czekał na swoją ofiarę w sypialni, będąc przekonanym, że ten wróci.
Zdziwił się, gdy długo chłopak nie przychodził a w domu panowała cisza. Gdy poszedł zobaczyć do łazienki, na lustrze ujrzał napis pianką do golenia „GOŃ SIĘ”. Alen odszedł.

Zagubiona owieczka cz. VI 



Druga, trochę starsza para kochanków delektowała się wzajemną obecnością. Angelus siedział między nogami Ericka i pozwalał, aby ciemnowłosy prowadził jego dłoń, która trzymała ołówek.


-To jest „A” – powiedział na głos białowłosy. – Od tej litery zaczyna się moje imię, prawda? A twoje od tej! – wskazał paluchem duże i krzywo nakreślone „E”.


- Dokładnie – ciemnowłosy anioł oparł swoją brodę na ramieniu ukochanego, uśmiechając sie delikatnie


Cieszył się z tej bliskości, lecz wiedział, ze dla Angelusa są to jedynie niewinne zabawy, które nic nie znaczą.


Mężczyzna pogładził delikatnie palcem literki i uśmiechnął się. Narysował rządek kolejnych i spojrzał na nie marszcząc nos.


-Te są najładniejsze, są takie jak na chusteczce od Aquy. – Białowłosy uśmiechnął się triumfalnie i odwrócił do zielonookiego. – Już wiem, co one oznaczają. To para zakochanych ludzi, te literki w serduszku to ich imiona. To ja i ty, bo ty mnie kochasz, prawda?


Skrzydlaty aż zaniemówił, to na pewno był jakiś przełom w pracy nad rozszarpanym mózgiem Angelusa. Powoli poznawał on uczucia, umiał już nawet odróżniać osoby, zaś jego nastroje ustabilizowały się.


-On… Czy on wróci do mnie? – Spytał An i mocno zacisnął palce na dłoni ciemnowłosego. – On nie wróci, ale czy mogę myśleć, że jednak wróci?


 
- Sam odpowiesz sobie na to pytanie, kochany – szepnął cicho Erick i musnął ostrożnie skroń białowłosego nie chcąc go straszyć, po czym oparł dłonie za sobą i odchylił się delikatnie, aby nie dotykać już swoim torsem pleców niebieskookiego.


 
-Wróci… Ale potrzebuje czasu… – wyszeptał błękitnooki mężczyzna, po czym położył się na poduszkach i zasnął z uśmiechem na twarzy.


Erick był jednego pewien, wybił z głowy ukochanego słowa Sashy, zapalił lampkę nadziei w sercu Angelusa.


Czuwał nad śpiącym aż do rana, kiedy to jak zawsze musiał opuścić komnaty lewego skrzydła pałacowego. Pod wejściem jak zawsze powitał go Aqua. Ofiarował tobołek z jedzeniem i dał klucz do pokoju w wieży pałacowej.


-Sasha na pewno już się zmienił, musicie stanąć naprzeciw sobie. – szarooki zacisnął palce na szacie skrzydlatego i spojrzał stanowczo w jego zielone tęczówki.


- Nie jestem do końca pewien jak by się to skończyło. Jest jeszcze za wcześnie na to, Sasha ciągle może nagle skumulować całą swoją złość i obrócić ją przeciwko jednej osobie, ale cieszę się, że wam się chociaż układa – na ustach byłego mistrza egzorcystów zagościł lekko kpiący uśmiech. – Do zobaczenia wieczorem – powiedział i wyminął byłego skrzydlatego, w myślach jednak zastanawiając się jak przebiegnie jego rozmowa z młodym władcą piekieł.


Aqua jednak nie dawał tak szybko za wygraną. Pobiegł do sypialni i zaczął budzić ukochanego pocałunkami. Nachalnymi i w różne dziwne miejsca. Najpierw musnął usta, potem klatkę piersiową, po czym włożył głowę pod kołdrę i zajął się przyrodzeniem chłopaka.


-Wstawaj! – krzyknął spod pierzyny i znowu zaczął językiem wodzić po erekcji Sashy.


- A… Aqua! – półdemon zareagował gwałtownie, kopiąc ciemnowłosego przez przypadek i kuląc nogi -Przepraszam! – usiadł szybko i zarumienił się ze wstydu. -Co ty robisz? Nie mogłeś na spokojnie mnie obudzić?


-Tak jest zabawniej – zaśmiał się niebieskowlosy i usiadł na skraju posłania. – Chce porozmawiać. Bardzo poważnie. Chodzi o nas i twojego ojca. – Szarooki odrzucił włosy na plecy i przybrał pozę stanowczego anioła, którym był kiedyś. – Nie chce żeby twój ojciec mieszkał tak blisko nas, on wariuje widząc nas obu. Jemu potrzebna jest w końcu specjalistyczna opieka i miłość ukochanego. Nasza ingerencja jest zbędna.


- Nie jest zbędna! On mnie potrzebuje! Właśnie… Nie pozwalałeś mi do niego chodzić a teraz każesz się go pozbyć! Nie zrobię tego! – w oczach Sashy zabłyszczały wręcz ogniki furii, które przez ostatnie kilka dni się nie pojawiały. – Ma moją miłość, nie potrzebuje nikogo więcej a już na pewno nie tego – fiołkowooki splunął – głupiego egzorcysty!


-Myślisz tylko o sobie Sasha. On potrzebuje Ericka i doskonale o tym wiesz. Nie cofnę swojego stanowiska, bo troszczę się o Angelusa, jest teraz też moją rodziną i mam prawo mieć cokolwiek do powiedzenia. – dawny skrzydlaty prychnął, po czym wstał z posłania i poszedł po ubranie dla kochanka. – Nie możesz wiecznie trzymać się rączki tatusia, tym bardziej, że on może całkowicie zwariować jeśli dalej będzie więziony w jednym, małym pokoiku. Trzymasz go jak zwierzątko.


- Wcale nie! Ty nic nie rozumiesz! – młody władca wstał gwałtownie z posłania, okrywając się leżącą obok szarfą w pasie, po czym zdenerwowany poszedł do łazienki, gdzie po chwili było słychać trzask pękającego szkła.


Mimo iż fiołkowoki nie potrafił zapanować nad złością wyładował ją na przedmiocie, nie na ukochanym.


-Powiedziałem, co myślałem! Ty masz do tego prawo, ja jako wolna osoba też chce je mieć! Daj Angelusowi choć odrobinę wolności, inaczej stanie się coś naprawdę złego! – Szarooki spiął włosy w koka i nałożył ciemno niebieską, gładką szatę do ziemi. – Umyj się i zabierzmy go, chociaż na spacer, nawet psy się czasami zabiera na krótką przechadzkę! – Gdy młody władca jeszcze się kąpał, Aqua wysłał liścik do Ericka kazał mu ukryć się w ogrodzie na którymś z drzew. Wyraźnie zaznaczył, że nie będzie więcej pomagał, jeśli skrzydlaty nie spróbuje spotkać się z Sashą i porozmawiać.


Władca piekieł w końcu wyszedł z łaźni i był o wiele spokojniejszy. Miał na sobie bordowa szatę, a jedną z dłoni miał zabandażowaną, po bliższym spotkaniu z szkłem. Opuścił głowę, bojąc się spojrzeć w oczy kochanka.


- Przepraszam – szepnął cicho.


-Nie musisz mnie przepraszać. Pamiętaj tylko, że troszczę się o niego i jako osoba niegdyś postronna widzę co się dzieje. – Aqua musnął lekko opatrzoną dłoń. – Jest już zdrowa. – Uśmiechnął się do nastolatka i przytulił mocno do siebie. – On potrzebuje go Sasha, mówię to szczerze i po wielu już przemyśleniach. Ten człowiek obudził w nim uczucia, nawet to do ciebie, kiedy jeszcze byłeś płodem we wnętrzu swej matki. Musisz go szanować choćby za to. Daj szansę Erickowi pomóż ojcu być szczęśliwym i zdrowym.


- Nie potrafię… Ja nie wiem, nienawidzę go, chociaż wiem jak wiele znaczy dla mojego taty. To jest silniejsze niż ja i nie chce sie na to zgodzić, chociaż coś mi mówi, ze tak byłoby lepiej… – odpowiedział szczerze fiołkowooki, po raz pierwszy opisując to, co sie w nim dzieje i co czuje do Ericka.


-Wiem. Zazdrość to trudne uczucie, zaś troska nieraz potrafi iść z nią w parze, ale masz mnie i nie musisz się martwić, że jeśli oddasz ojca Erickowi, to zostaniesz sam. Jestem tu. – Aqua ujął podbródek chłopaka, po czym pocałował go czule. – I zawsze tu będę. Już nigdy nie pozwolę, aby gniew zalał twe piękne serce i oddalił Cię ode mnie. Jesteś mój, zapamiętaj to sobie.


- On i tak z nim nie będzie – burknął półdemon odwracając się plecami do ukochanego i krzyżując ręce na piersi – On jest aniołem, nie wypuszczą go z nieba wiec kłopot rozwiązany, mój tata zostaje tutaj – Sasha był niezwykle uparty.


-A gdyby Erick zrobił to co ja? Czy nie byłby to czyn godny szczerze zakochanego człowieka? – Szarooki opuścił ramiona wzdłuż ciała i westchnął. – On go kocha i to bardzo mocno. Ich miłość wiele przeszła. To najpiękniejsza para jaką widziały moje oczy, czemu nie dać im być razem? – Aqua widział jak noga Sashy rytmicznie się porusza, co oznaczało irytacje. Zakończył temat zakochanych i ucałował szyję władcy. – Mieliśmy iść na spacer, więc chodźmy zanim noc nas zastanie.


- Dopiero jest ranek… Ale masz rację, chcę się w końcu zobaczyć z tatą -nastolatek się uśmiechnął i okręcił wokół własnej osi niczym radosne dziecko, po czym uchwycił dłoń anioła i uśmiechnął się.


Nastroje Sashy potrafiły doprowadzić do obłędu doradców lordów, lecz Aqua coraz lepiej znosił humorki swego kochanka, który bardzo starał się hamować swój temperament w obecność ukochanego.


Razem tworzyli cudowną parę, która śmiało mogła konkurować z potęgą uczucia, jakie istniało między Angelusem i Erickiem.


*


Jak się okazało, białowłosy niesamowicie ucieszył się na wieść o opuszczeniu komnaty, lecz ciągle unikał kontaktu wzrokowego z synem i wręcz chował się za skrzydlatym uznając go za świetną osłonę przed groźnym nastolatkiem.


Mimo dziwnego zachowania i lęku jaki budziła w nim postać pierworodnego, Angelus wyglądał na dosyć zdrowego. Gdy usiadł na ławce, która stała pod nowo odrodzonym drzewem wiśni, nie budził żadnych zastrzeżeń i przypominał Angelusa z czasów gdy uczył się w szkole egzorcystów.


Różowe płatki tańczyły nad jego głową, zaś on sam starał się je łapać w locie.


-Mówiłem, że to mu dobrze zrobi. No i dobrze, że udało się odratować ogród. Jest piękny, ładniejszy nawet od ogrodów w niebie. – Aqua rozmarzył się i rozejrzał wokoło. Wiśnia także i dla niego była bardzo ważna. To właśnie przy takim drzewie spotkał pierwszy raz Sashę. – Budzi wspomnienia…


- Może masz racje… – odparł cicho fiołkowooki patrząc na wirujące w powietrzu płatki a jego mina posmutniała – On sie mnie boi, prawda? – zapytał cicho, w końcu dostrzegając prawdę. – Widzi we mnie demona, który zamordował jego miłość i zniszczył życie…


- Możesz to jeszcze zmienić – Erick pewnym krokiem podszedł bliżej i zatrzymał się, spoglądając na ukochanego z czułością, po czym znów spojrzał na władcę piekła, który ze złości zacisnął dłoń.


- Odejdź stąd – syknął – Obiecałem ze cię zabiję jeżeli pojawisz sie w moim królestwie jeszcze raz! – wykrzyknął znów kierowany agresją, która nagle sie pojawiła.


-Sasha… błagam uspokój się, Angelus na ciebie patrzy. Jeśli teraz wybuchniesz gniewem on nigdy nie ujrzy w tobie swojego syna. Zawsze będziesz dla niego diabłem. – Szrooki objął ramionami postać ukochanego i pogłaskał jego policzek. – Spokojnie… to tylko rozmowa. Traktuj go jak posłańca z nieba, zabicie go zapoczątkuje wojnę z niebem. Wszystkie nasze plany… wszystko zniszczysz, jeśli go zaatakujesz.


- Gówno mnie niebo obchodzi! Go ma tu nie być! – Sasha przestał nad sobą panować, postać Ericka budziła w nim prawdziwego demona, który był bezlitosny.


- Nie mam zamiaru z tobą walczyć…. Jeżeli chcesz mnie zabić, zrób to po raz drugi, ale wiedz, że nigdy nie będę żałował tego, że pokochałem twojego ojca i zawsze będę o niego walczył, nie ważne jak bardzo starałbyś się nas rozdzielić – powiedział egzorcysta.


Angelus wystraszony zachowaniem Sashy skulił się na ławce i zaczął szlochać, pojękiwać i piszczeć niczym zwierze, które ranione jest ostrymi przedmiotami z wielu stron.


Aqua nie wiedział, czy ma go zabrać stąd czy może ta scena cokolwiek da. Prawdopodobieństwo, że walka tych dwóch zwróci mu zmysły i pamięć była maleńka, ale zawsze była.


-Zobacz, co robisz. Sasha uspokój się, Angelus czuje się gorzej… – Dawny skrzydlaty został odtrącony zimną dłonią kochanka, która stanowczo nakazywała mu odejść.


Szarooki niechętnie odszedł krok w tył i patrzył przerażony na to co się dzieje.


Były mistrz szkoły egzorcystów stał dumnie wyprostowany i nie bał się chłopaka, najwidoczniej czekał na jego ruch. Sasha nie wytrzymał tego stoickiego spokoju i zaatakował, rzucając się do szyi ciemnowłosego z zamiarem rozszarpania tętnicy.


Erick osłonił się skrzydłem, które pokrywała niewidzialna tarcza. Bariera, którą tworzą egzorcyści gdy walczą. Nerres wprawdzie stał się aniołem, lecz nie zatracił wspomnień z poprzedniego życia. Pamiętał jak walczą egzorcyści i umiał to wykorzystać przeciwko swoim wrogom. Własnie, dlatego niebo uznało jego pamięć za tak ceną, zapominając, że w większości, myśli Ericka krążą nie wokoło fechtunku, lecz białowłosego mężczyzny, który pokazał mu, czym jest miłość i rozkosz.


Sasha ponownie rzucił się na skrzydlatego posłańca, tym razem nie zadziałała na niego sztuczka z tarczą. Skumulował siłę w dłoni i uderzył w anioła. Erick odskoczył, ale fala drasnęła go w bok i rozcięła szatę oraz trochę skóry.


-Sasha! – Aqua miał nadzieję, że ukochany uspokoi się słysząc jego głos, ale do nastolatka nic nie docierało. – Sasha! Przestań!


- Znów zmiotę z powierzchni ziemi twój wstrętny uśmiech wraz z całą głową! – syknął fiołkowooki i zaczął mamrotać coś pod nosem.


Udało mu się pochwycić mężczyznę, którego zaczął dusić, nie panując zupełnie nad własna siłą.


-Sasha! – Rozpaczliwy, pełen bólu głos wydarł się z gardła Angelusa. Białowłosy klęczał na ziemi i dygotał na całym ciele. – Zostaw go… nie niszcz mojego życia, nie zabieraj mi go… Oddaj mi Ericka! – Mężczyzna wykrzyczał swój rozkaz i zaczął biec w ich stronę. Odepchnął syna, który zszokowany reakcją ojca, po prostu stał i patrzył w zapłakane oblicze rodziciela. Angelus uwiesił się szyi ukochanego i zaczął płakać w jego szatę. Skomlał niczym zraniony pies i kulił się od strachu, ale siła i odwaga iskrzyła w jego oczach, które z miłością spoglądały na ciemnowłosego anioła.


Dłonie zielonookiego objęły go delikatnie.


- Juz dobrze – szepnął swoim zachrypniętym głosem mężczyzna a jego serce niemal tańczyło z radości.


Sasha spojrzał na swoje dłonie, po czym odwrócił się i uciekł w głąb ogrodu, nie wiedząc co znowu się z nim stało.


Dawny skrzydlaty pognał za ukochanym zostawiając zakochanych samym sobie.


-Sasha! Sasha! – Aqua skręcił w boczną ścieżkę na której wyczuł malejącą aurę wściekłości. Gdy ujrzał jej koniec, jego oczom ukazała się skulona postać chłopaka o ciemnych włosach, które w niektórych miejscach przeplatały białe pasemka. – Sasha… kochany mój… – Aqua rzucił się w stronę nastolatka i pochwycił go w ramiona. – Już dobrze, wszystko będzie dobrze mój malutki.


- Nie będzie dobrze! Jestem demonem! Nie panuję nad sobą! Mogłem go zabić, osoba którą kocham boi się mnie, a w twoich oczach gości strach…. jestem potworem – fiołkowooki wtulił się w Aque i zaczął płakać.


-Niczego się nie boję. Już dawno przestałem się ciebie lękać. Nieważne jak wściekły byś był, zawsze wolisz skrzywdzić siebie zamiast mnie. To wiele dla mnie znaczy. – Szarooki okrył kochanka płaszczem i usiadł z nim na ziemi. Mocno tulił go do swojego torsu i kołysał jego ciałem uspokajająco. – Angelus właśnie dzisiaj pokonał strach, który zamknął w sobie razem ze wspomnieniami. Dajmy mu dwa lub trzy dni, zobaczysz wszystko będzie dobrze. On Ciebie kocha. Ja ciebie kocham. Nie jesteś sam Sasha.


- Nie chcę aby odszedł… Ale widzę jak tutaj się męczy. Niech sam zadecyduję – powiedział w końcu młody władca piekieł i otarł oczy, które zaczęły go piec – Dawno tak nie płakałem… Widzisz co ze mną robisz? Ukazuję za często swoje emocje…


-Wyglądasz wtedy pięknie – Szarooki uśmiechnął się do ukochanego i otarł jego łzy, zaś zaczerwienione powieki obsypał pocałunkami. – Kocham Cię mój słodki demonie, z ludzkim i pięknie bijącym sercem. Jesteś moim życiem. – Aqua spojrzał z miłością na nastolatka, po czym zaczął go całować bez opamiętanie.


Sasha zaczął odwzajemniać pieszczotę, ciesząc się, że ma przy sobie tak wspaniałą istotę


- Też Cię kocham… Najbardziej na świecie – powiedział pewnym głosem, rumieniąc sie przy tym delikatnie.


-Dopiero dzisiaj te słowa są szczere. – odparł dawny skrzydlaty i przytulił mocno chłopca. – Chcę Ci coś pokazać… – Aqua puścił Sashę i wstał z ziemi. Rozpiął szatę i zrzucił ją z ramion, zawieszając jedynie na biodrach. Gdy się odwrócił Sasha ujrzał gładkie i białe plecy. Po kikutach nie było nawet śladu. – A teraz najlepsze… – Z ramion, gdzie niegdyś były ropiejące rany wystrzeliła para białych skrzydeł. Ich blask oślepił na chwilę Sashe, dopiero po chwili mógł spojrzeć na nie i dotknąć niepewnie jedno z piór. – Uriel kiedyś stracił skrzydło, nie mógł tego przeboleć, gdy przebaczył wrogowi, który mu je odrąbał i ujrzał skruchę swego oprawcy, skrzydło odrosło. Lucyfer bardzo żałował, że w walce o dominacje zranił dawnego przyjaciela. Gdy zrozumiał swój błąd, rana Ariela wyleczyła się a skrzydło powróciło. – Aqua spojrzał czule na ukochanego i wyciągnął do niego dłoń – Teraz to samo spotkało mnie i Ciebie. Wybaczyłem tobie, ty pojąłeś swe błędy i zmieniłeś się.


- Czyli przeze mnie tyle cierpiałeś… Wybacz mi moja głupotę – fiołkowooki mocno się przytulił – Tyle czasu zajęło mi pojęcie tego, że naprawdę Cie kocham… Cudownie mi z tym uczuciem.


-Jesteś kochany i kochasz, teraz już to potrafisz – odparł Aqua i objął ich swoimi odrodzonymi skrzydłami.

Tak, Nowy Rok 2010 został przywitany dość hucznie. Inu dobrze się bawiła ze znajomymi w stolicy województwa Wielkopolskiego, zaś ja kameralnie niedaleko swojej miejscowości. Obie żyjemy i mamy się dobrze.
Wraz z rozpoczętym nowym okresem zmienił się (tak, znowu) szablon bloga. Inu zgłosiła nas do konkursu na bloga roku 2009 i mimo iż byłam temu przeciwna, to mam nadzieję, że pomożecie jakoś w głosowaniu mówiąc o tym znajomym, którzy moze jeszcze nas nie czytali (chociaż pewnie to głównie dziewczyny, ale co tam).
A teraz czas na kolejną część opowiadania.

Zagubiona owieczka cz. VI

Aqua odeskortował ukochanego rano do gabinetu, zaś sam poszedł z kilkoma żołnierzami i koszami pełnymi jedzenia na główny plac. Rozdawali jedzenie, które mieszkańcy piekła wręcz wyrywali im z rąk i uciekali, aby nikt im go nie odebrał. Bochenki chleba znikały tak szybko, że straż nie nadążała z przynoszeniem koszy.
Wtedy Aqua siadał na stole, z którego zabrano puste pojemniki i worki i opowiadał jakieś historie dzieciom. Co najdziwniejsze dorośli także wsłuchiwali się jak zaczarowani. Cały lud był spokojny, gdy z ust upadłego anioła wypływały słowa.
*
- Podobno anioł uspokoił dzisiaj twych poddanych panie, bajkami o wilku i jagnięciu, psie i kocie oraz górze i człowiekowi, który chciał ją zdobyć – starzec zabrał podpisane koperty i podał kolejne, nowiutkie i pachnące. – Poddani waszej wysokości mówią, że anioł przyszedł Cię nawrócić.
- On nie jest już aniołem, jest jednym z nas – odpowiedział znudzony fiołkowooki, po czym się przeciągnął.
- Wiem, ale nadal ma wygląd i ogładę jednego z nich mój Panie. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają – starzec uśmiechnął się tajemniczo i przywiązał karteczkę do nóżki małego latającego demona, podobnego do kruka, ale z czerwonymi piórami na głowie oraz ogonie. – Ciągle potrafi tłumić gniew w istotach, które pochłonęła ciemność. To dar, który mają nie wszystkie anioły. Tak przynajmniej słyszałem.
Gdy doradca wyszedł na chwilę, Sasha zapatrzył się w okno, gdzie lud ciągle stał na placu i wpatrywał się w postać młodzieńca w płaszczu, na który spływały długie granatowe pasma. Dzieci w starych łachmanach tańczyły przed Aquą i śpiewały mu piosenki o sąsiadce, która ugotowała kota. Dorosłe demony śmiały się i klaskały tworząc podkład muzyczny dla maluchów, zaś jakaś młoda demonica podała kubek z wodą aniołowi.
Sasha inaczej pamiętał ten lud i szczerze podobała mu się ta zmiana. Kobiety i mężczyźni ściskali dłonie, dzieci tańczyły i śmiały się, młode panny i ich kawalerowi całowali się przy fontannie, w której nie płynęła woda od dnia, kiedy wojsko po raz pierwszy wyszło na ulice z rozkazu Sashy.
- Zrób sobie dziś wolne, sam się zajmę wszystkim do końca – powiedział półdemon z delikatnym uśmiechem do swojego doradcy, który szczerze sie zdziwił i nie pytał o nic, tylko wyszedł.
Fiołkowooki otworzył okno i podparł brodę na dłoni, ciągle wpatrując się w postać Aquy. Przyłapał sie na tym, ze mógłby to robić nawet cała wieczność. Gdy szarooki odwzajemnił spojrzenie, Sasha speszył się i odszedł od okna. Ciągle mógł dostrzec szczyptę magii i niezwykłości w mężczyźnie, jego ciemna strona szeptała nieprzyjemne podejrzenia, lecz druga część młodego władcy stawała się z każdym dniem silniejsza i odrzucała mroczne szepty.
Delikatne pukanie odwróciło uwagę monarchy od okna i kochanka. Usiadł za biurkiem i czekał na wejście lorda, którego kazał przywołać wcześniej.
-Sprawdziłem, tak jak kazałeś Panie. Ludzie są łagodniejsi, zaś tu są dokumenty świadczące o banicji gościa waszej wysokości – mroczna cześć Sashy zamilkła. Podejrzenia zostały całkowicie wymazane.
- Dziękuję, możesz odejść – odparł Sasha, ciągle uśmiechając się do trzymanych papierów. – Kocham Cie… – szepnął, patrząc czule na imię anioła, które znalazło sie w rejestrze upadłych istot.
Na początku Sasha traktował przysięgi ukochanego bardzo lekko, ale teraz miał potwierdzenie prawdomówności skrzydlatego, więc i on mógł zając się bardziej poważnie ich znajomością. Gdy ponownie wyjrzał za okno, aby sprawdzić jak miewa się granatowowłosy, jego już tam nie było, ale z fontanny leciała woda.
- Podoba się? Zawsze umiałem trochę czarować z wodą. Dlatego nazwali mnie Aqua – szarooki usadowił się w fotelu, który zawsze zajmują ważni goście i spojrzał rozbawionym wzorkiem na kochanka. – No co się tak patrzysz?
- Na pewnego demona, który o dziwo wpadł mi w oko – odpowiedział dwuznacznie młodzieniec i oparł się o parapet, krzyżując ręce na piersi. – A coś taki ciekawy?
- Robie tu za twoją niańkę i negocjatora z poddanymi. Mam prawo wiedzieć czy pracujesz ciężko – szarooki uśmiechnął się dumnie. – A nikt poza mną Ci się nigdy nie spodoba. Jestem tego pewien. Szalejesz za moją skromną i niesłychanie cudowną osobą – skrzydlaty wstał i odwiesił płaszcz na haczyk, po czym bez zażenowania zdjął szatę z ramion. – Ktoś chyba ładnie mnie leczy, rany przestały ropieć. Przygotuj się na nocne igraszki.
- Jeszcze nie, musze coś odebrać i wtedy będę gotowy – powiedział tajemniczo Sasha i pogładził tors kochanka, zbliżając sie do niego.
- Te twoje tajemnice są podniecające, ale też trochę mnie denerwują – mruknął były anioł obejmując kochanka. – To jeśli skończyłeś prace, przejdziemy się na spacer, albo pójdziemy do sypialni odrobinkę się zająć sobą… – Szarooki polizał nadgarstek chłopaka poczym ucałował dłoń. – Cały dzień nie mogłem nawet przytulić się do ciebie, czułem się taki niedopieszczony… – Nim Sasha zdążył się odciąć, Aqua zamknął mu usta pocałunkiem.
Chlopak zamruczał z zadowolenia i pozwolił ich językom spotkać sie z sobą. Brakowało im obu chwili pieszczot, mimo iż Aqua groził, że nie będzie sie z nim bawił.
- Wrócę do wieczora. Musze odwiedzić ziemię – mruknął, całując jeszcze mostek szarookiego.
- Słucham? Po co chcesz schodzić na ziemię, tam nie ma nic ciekawego – burknął anioł i odrzucił włosy do tyłu. – Pójdę z tobą, jako strażnik rzecz jasna – tym razem Sasha był szybszy od mężczyzny i nim ten zdążył coś jeszcze powiedzieć, zniknął w obłoczku ciemnego dymu. – Sasha! Jak możesz mi to robić!? Zachowujesz się jak taki wredny mąż!
Obrażony szarooki postanowił odwiedzić szybko Angelusa, dać mu jego posiłek i omówić jak zawsze wszystkie sprawy z Erickiem. Jak się okazało, posłaniec był już dawno w komnacie białowłosego. Rozmawiał z nim i słuchał przemyśleń, jakie snuł w swej zwariowanej głowie An.
- Witaj, Aqua – przywitał go zielonooki z lekkim uśmiechem na twarzy. – Jak na razie wszystko toczy się zbyt gładko… Chociaż jego stan za bardzo sie nie zmienia – dodał ciszej, lecz nie tracił nadziei.
Angelus nie reagował na obecność nowego gościa. Siedział i gładził ciemne skrzydła, co go niesamowicie wciągnęło.
- Widzę. Miej nadzieję. Ja zmieniam Sashe, idzie mi dobrze, Angelus przy nim to pestka. Ale nie po to przychodzę – szarooki usiadł na krześle przy toaletce odgarnął włosy na ramię. – Co się dzieje w niebie? Dalej chcą nas złapać? No i co mówi ten sukinsyn Samuel?
- Ciągle chcą was pochwycić. Samuel jest wściekły niczym szerszeń, podejść do niego to samobójstwo. Jednak i tam atmosfera opadła i robi sie spokojniej – odparł Eric i mimowolnie zamruczał, gdy Angelus pogładził jakiś wrażliwy punkt na skrzydle.
- Kotek! – zaśmiał się białowłosy mężczyzna i przytulił do piór. – Milutkie… – An niczym dziecko przytulił się do nóg Nerresa i przysnął wsłuchując w rozmowę „dorosłych”.
- Boje się, że nadejdzie wojna, wtedy ciemna strona Sashy znowu może zacząć dominować. Chce tego uniknąć. Zbyt dużo serca włożyłem w jego nawracanie, wojna obudzi w nim demona na nowo i wszystko przepadnie – szarooki spojrzał smutno na Angelusa. Wprawdzie Sasha udowadniał mu, że go kocha, lecz granatowowłosy ciągle był zazdrosny o ojca chłopaka. – Chce też, żeby Sasha odseparował się od niego. Nie podoba mi się tak silna miłość do rodzica.
- Prawda, to dziwne i nie powinno tak być. Najlepiej by było jakby An wrócił na ziemię, ale to nie jest możliwe… – ciemnowłosy westchnął cicho. – Właściwie gdzie teraz jest Saha, bo nie czuje jego energii
- Nie uwierzysz – warknął Aqua budząc białowłosego.
- Brzydki piesek – mruknął An i przytulił się do brzucha Ericka, aby zagłuszyć gadanie byłego anioła.
- Poszedł sobie na ziemię. Sam. Zostawił mnie samego. Wredny gówniarz – szarooki zacisnął dłonie w pięści i popatrzył na rozbawionego Ericka. – Tak wygląda zazdrość o ukochanego, prawda? Nerres jak ktoś tak zimny jak ja stał się kimś takim?
- Tak to zazdrość. Najwidoczniej w końcu przejrzałeś na oczy i pozwoliłeś dojść do głosu swoim emocjom – zaśmiał sie zielonooki. – Pokazujes,z że posiadasz coś tutaj – przyłożył rękę do swojej piersi, w miejscu gdzie znajduje sie serce.
- Niebo dało mi inne nauki. Mówili, że taka miłość jest zbędna, liczy się tylko miłość do bliźnich – Aqua spojrzał na swoje dłonie i zacisnął je mocno. – Ale czuje jak rośnie we mnie siła kiedy musze walczyć o Sashę. To niesamowite uczucie… Wiem, że robie coś słusznego – młodzieniec uśmiechnął się do skrzydlatego i odgarnął włosy za ucho. – Dopiero teraz rozumiem skąd czerpiesz siłę, aby zmieniać jego – wskazał ruchem głowy białowłosego, który bawił się paskiem Ericka. – Podziwiam to poświęcenie. Czemu akurat on? Było ich wiele w tej szkole, czemu ty i on zakochaliście się w sobie?
- Bo jego czarne włosy wyglądały pięknie na tle śniegu – odezwał się bezwiednie Angelus i dalej siłował z klejnocikiem przy pasku.
Zielonooki uśmiechnął się mimowolnie, a w myślach pojawiła mu sie scena, gdy po raz pierwszy miał okazję porozmawiać z byłym egzorcystą.
- Trudno jest wyjaśnić powód, dlaczego serce zaczyna bić szybciej dla drugiej osoby…. Ja chciałem go zmienić, chciałem sie dla niego poświecić i nadal to robie.
- Zaczekaj sekundę… – Aqua spojrzał badawczo na białowłosego. – Zauważyłeś. Powiedział coś z przeszłości. Angelusie, czemu się zakochałeś.
- Bo miał ciepłe ciało i czułem zapach jego skóry. Tak jak teraz – An powąchał nadgarstek zielonookiego i go polizał. – Jego skóra smakowała zawsze tak słodko.
- Czemu akurat to Ci się tak podobało? – dalej dopytywał się szarooki nachylając coraz bardziej.
- Bo ja zawsze byłem blady i nie miałem zapachu. Demonom to się podobało, ale mi nie. Erick pachniał zieloną herbatą i kwiatami.
Erick i Aqua spojrzeli na uśmiechniętego mężczyznę, który przeciągał się na kolanach jednego z nich.
- Zadawaj mu pytania. Najwyraźniej tylko tak do czegoś dojdziemy – szarooki pogłaskał włosy swego rywala i spojrzał na niego z miłością. – Cóż, może to i jego zasługa, że Sasha w ogóle mnie kocha. Musze wracać, mój mały władca niedługo wraca. Uważaj, aby Cię nie wykrył – szarooki opuścił sypialnię Angelusa i poszedł do komnat władcy piekła.
Sasha jeszcze nie wrócił, więc były anioł postanowić wziąć kąpiel do czasu jego powrotu.
Po chwili mógł usłyszeć szelest szaty swojego kochanka, który szybko krzątał się po pomieszczeniu i jakby coś przygotowywał.
Sasha był niezwykle dumny z siebie, oraz paczki, która stała na stoliku. Śmiał się co chwile pod nosem i nie mógł się doczekać ich wspólnej nocy.
Granatowowłosy zarzucił jedynie ręcznik na biodra i wychylił głowę z wykafelkowanego pomieszczenia.
-Wróciłeś w końcu. Martwiłem się – dawny skrzydlaty wyszedł śmiało i odrzucił zbędny materiał z dolnych partii swego ciała. – Co to za paczka?
Szarooki usiadł na łóżku i okrył się odrobinę kołdrą. Dziwił go nagły entuzjazm Sashy. Chłopak uśmiechał się do siebie, krzątał po pokoju ustawiając świece i poprawiając kwiaty w wazonach.
- Kochanie, wszystko w porządku? – spytał anioł i podszedł do nastolatka.
- Oczywiście – odpowiedział fiołkowooki chichocząc cicho. – Wróć i usiądź na łóżku… Albo nie! Połóż sie na nim – powiedział znów z tym tajemniczym błyskiem w oku, po czym zaczął rozpakowywać paczkę, stojąc tyłem do anioła.
- Dobra – Aqua wzruszył ramionami i położył się jak zawsze na brzuchu, aby nie ranić ramion, choć musiał przyznać, że były już naprawdę świetnie wyleczone. Spojrzał na ciemnowłosego, który ciągle zasłaniał swoją zdobycz. – Pomóc Ci? – Sasha nic nie odpowiedział, więc Aqua jedynie grzecznie czekał bawiąc się piórkiem z poduszki.
Poczuł jak półdemon siada na jego pośladkach a swoimi delikatnymi dłońmi szybkim ruchem zakuł jego dłonie w kajdanki, poczym przeskoczył nad szarookim i doczepił specjalnym zapięciem do ramy od łóżka, uśmiechając się dumnie.
- Teraz jesteś mym więźniem – mruknął rozkosznie, powstrzymując sie od śmiechu, gdyż anioł niezwykle go bawił.
-Czy ciebie coś opętało?! To uwłacza pozycji partnera dominującego w związku! – anioł pociągnął mocniej, ale metalowe ogniwa nawet nie drgnęły. – To po takie rzeczy schodzisz na ziemię?! Do jasnej cholery czuje się… jak ofiara. – mruknął i spojrzał na chłopca mocno się rumieniąc. – Jesteś… okropny – bąknął czując jak jego ciało reaguje powoli na tą zabawę coraz to bardziej entuzjastycznie.
Sasha znów się zaśmiał, po czym odgarnął swoje biało-czarne włosy na plecy i powolnymi ruchami zaczął ściągać z siebie szatę, dręcząc ukochanego.
- Mówiłem ci, że będziesz musiał walczyć tym razem o dominację, lecz mnie zlekceważyłeś – powiedział tonem, jakby faktycznie miał zamiar rozdziewiczyć tył anioła.
- Kochany mój… Bardzo podoba mi się twoje zaangażowanie w nasze sprawy łóżkowe, lecz nie będę ukrywać, że te kajdanki są trochę straszne – szarooki znowu chciał się poderwać, ale na nic były jego starania. Spojrzał z lekkim przerażeniem na kochanka, ale gdy dostrzegł, że ten się uśmiecha, rozluźnił się odrobinę i uspokoił. – Skąd to masz wariacie?
- Z Internetu – odpowiedział dumnie fiołkowooki i znów przeskoczył nad upadłym aniołem, szperając w kartoniku i wyciągając z niego mały pejczyk – O! A to gratis dali – zaśmiał się i zaczął wyciągać inne zabawki – Od czego by tu zacząć…
Aqua aż otworzył usta. Nawet nie chciał pytać, po jakich stronach chodził jego kochanek. Poruszył się niepewnie i zacisnął mocniej pośladki.
- Może zamienimy się miejscami? Ja ubiorę się w jakieś skóry i wezmę te zabawki, a ty położysz się tutaj i będziesz bać się zamiast mnie?
- Nie, nie… Patrzenie na ciebie jest strasznie podniecające – fiołkowoki usiadł znów na mężczyźnie i przejechał palcem po jego kręgosłupie – No już, rozluźnij się – demon nie mógł powstrzymać śmiechu i rozbawienia.
- Słuchaj, mnie to nie bawi i weź ten palec z mojego pośladka. Ja preferuje być tam gdzie teraz jesteś ty! – Aqua znowu poruszył się nerwowo. – Sasha… ja naprawdę nie chce żebyś… No wiesz, o co mi chodzi. Ja nie lubię żeby mi to robić – młodzieniec zaskomlał i odwrócił trochę głowę w stronę ukochanego. – Nie zrobisz nic swojemu kochanemu misiaczkowi?
- Hmm, no dobra – fiołkowooki z żalem odpiął kajdanki z nadgarstków i znów sie zaśmiał. – Ale miałeś minę! Ty naprawdę myślałeś ze ja Ci cos zrobię – chłopak zaczął się turlać po łóżku, ciągle chichocząc.
Jak na razie to on miał przewagę nad ukochanym.
- Jesteś okropny wiesz.. – Aqua zarumienił się i pocałował w policzek ukochanego. – Ale dziękuję, że pomyślałeś o czymś takim. Wprawdzie nie lubię tego typu zabaw, ale to poniekąd urocze – były skrzydlaty objął nastolatka i zaczął czule muskać jego szyję ustami. Dłońmi zjechał na uda i powoli je masował palcami.
- Mam jeszcze inne zabawi, kiedyś je wykorzystam – zaśmiał sie cicho młody władca, po czym zamruczał rozkosznie, odchylając głowę do tyłu, robiąc tym samym większy dostęp do swojej białej szyi.
-Kocham Cię Sasha – wyszeptał zmysłowo młodzieniec ujął delikatnie dłonią męskość kochanka. – Dzisiaj już chyba nadszedł ten dzień. Plecy już mnie nie bolą. Za kilka miesięcy nawet się na nich położę. Musze Ci za to podziękować. Wyleczyłeś je.
Były skrzydlaty złapał podbródek ukochanego i zaczął go namiętnie całować, podczas gdy nadgarstkiem poruszał w górę i dół masując sterczącą erekcje. Sasha mimowolnie położył się na pościeli i zamruczał. Nie potrafił nie okazywać zadowolenia, gdyż przyjemność ogarnęła całe jego ciało.
Aqua czerpał równie dużo satysfakcji z ich bliskości. Każdy mięsień w ciele nastolatka poruszał się delikatnie pod jasną skórą i drażnił czułe dłonie młodzieńca. Dawny skrzydlaty polizał tors partnera i zakreślił dwa kółeczka wokoło sutków. Jęki, westchnienia i skurcze mięśni były cudowną nagrodą.
- Ale jeżeli myślisz sobie, że tym sposobem mnie zniewoliłeś, to się mylisz – jęknął półdemon i zamknął swoje fiołkowe oczy, poddając sie całkowicie, co wywołało cichy śmiech u upadłego anioła.
Nastolatek wił się i błagał cichutko o więcej, chcąc zatrzymać czas w tej przyjemnej chwili.
-Uwielbiam Cię, to ty mnie zniewoliłeś – wyszeptał szarooki i przysunął prącie do wejścia ukochanego. – Sasha… Znasz już to uczucie, więc się przygotuj kochany mój…
Anioł poruszył się delikatnie i wszedł powoli w kochanka. Poruszał się miarowo i spokojnie, aby przyzwyczaić chłopaka do długo nieodczuwanej przyjemności. Za każdym razem wchodził głębiej aż w końcu końcówką erekcji zaczął drażnić czuły punkt partnera.
Młody władca podziemi zaczął drapać plecy ukochanego, pozostawiając na nich czerwone smugi, pamiętał jednak o ciągle gojących sie ranach i omijał je. Saha doszedł niezwykle szybko a jego oddech ogrzewał spocona szyję anioła, z której zlizywał słone kropelki potu.
-Byłeś mi wierny. Czuje to – Aqua pocałował wargi swego najdroższego skarbu i wyszedł z niego jak tylko poczuł, że jego erekcja opada. Położył się u boku chłopaka i przytulił go do siebie, całując cały czas jego usta bądź policzki. – Sasha możesz śmiało się chwalić, że opętałeś anioła – zaśmiał się mężczyzna, po czym złożył głowę tuż obok Sashy przymknął oczy. – Rozkochałeś w sobie skrzydlatego…
- … a on mnie na nowo zmienił – dodał pan otchłani, patrząc w szare tęczówki. – Teraz może być już tylko lepiej, pozostawię za sobą tamten okres i będę patrzył w przyszłość. Postaram sie być godnym władcą – szepnął cicho Sasha, jakby nie był do końca pewien swoich słów.
- Tak będzie, mój najcudowniejszy kwiecie piekła – Aqua uśmiechnął się i pogłaskał policzek chłopaka. – Jesteśmy razem, nawet niebo i Samuel nie dadzą nam rady. Odbudujemy państwo i sprawimy, że pałac będzie symbolem dobrobytu w piekle. Jestem tego pewien.
Dawny skrzydlaty okrył ich obu kołdrą i wyłączył światło. Szeptał wyznania miłości i wierności, aż jego słodki monarcha zasnął otulony nim, pierzyną oraz słowami nasyconymi uczuciami.

Prawodpodobnie to jedyna okazja, gdy będę mogła złożyć Wam, drodzy czytelnicy, życzenia.
Tak więc w swoim i Inu imieniu pragnę… No chciałabym, aby spełnioło się chociaż jedno Wasze skryte marzenie, aby zdrowie sprzyjało i miało się siły do dążenia do upragnionego celu.

Wesołych Świąt!

Sasi & Inu

***

A to mały prezent na święta.

Święta oczami…

Wiedziałem, że zbliżają się święta. Zastanawiacie się skąd? Nie trudno było zauważyć radość na twarzach dzieciaków, które ciągały rodziców za rękawy. A poza tym padał śnieg! Tak, to było coś cudownego. Siedziałem jak zawsze i obserwowałem ludzi, którzy spieszyli się do pracy, domu, na zakupy, przemierzali szare ulice. Aż w końcu coś się zaczęło dziać. Powolutku, leniwie, na ziemie zaczęły opadać białe płatki i świat nagle był radośniejszy.  Na głowach przechodniów pojawiły się kolorowe czapki, maluchy biegały z sankami, na lampach zawisły  girlandy, kolorowe światełka. Wystawy sklepowe przyozdobiły mikołaje, w radiu puszczano inną niż zawszę muzykę, wszędzie dzwoniły dzwoneczki, brzuchaci mężczyźni przebrani za Świętego krzyczeli swoje zwyczajowe ‘ho ho ho’. Na twarzach ludzi bez przyczyny pojawiał się uśmiech, a im bliżej było świat, tym częściej słyszano życzenia i jakieś serdeczne słowa.
Jednak dla mnie miał to być kolejny stracony rok. Nienawidziłem tego okresu.  A właśnie dlatego, że wszyscy byli tak bardzo zadowoleni, jednak na mnie nikt nie zwracał uwagi. Smutek gościł w moich czarnych oczach. Może to odstraszało innych?
Starszy mężczyzna gasił już światła w sklepie. Spojrzał na mnie niczym ojciec na syna.
- Przykro mi Dusty, tym razem też się nie udało. Wesołych świąt – powiedział zachrypniętym głosem, zawiązał szalik na szyi i wyszedł, zamykając drzwi, w których ostatni raz tego dnia odezwał się mały dzwoneczek. Patrzyłem jeszcze długo za nim, tak bardzo chciałem, aby mnie zabrał ze sobą. Na marne.
Znowu cisza. Zamknąłem oczy i poszedłem spać, mając nadzieję, że gdy się obudzę miną już te koszmarne dni.
Coś przerwało moją świąteczną drzemkę, lecz nie byłem w stanie zobaczyć, co takiego, gdyż znalazłem się w jakimś ciemnym pomieszczeniu. Usłyszałem szelest pieniędzy, a później znowu mogłem spokojnie oddać się w objęcia Morfeusza.
*
Ciepłe, smukłe dłonie chwyciły mnie pod pachy i wyciągnęły z pudełka, które było owinięte ozdobnym papierem w gwiazdy betlejemskie. Ujrzałem parę błękitnych oczu oraz serdeczny uśmiech na twarzy młodego chłopaka.
- A więc masz na imię Dusty i jesteś pluszowym misiem. Jesteś taki mięciutki – powiedział radośnie i mocno mnie przytulił. Poczułem się cudownie. Usłyszałem miłe słowo skierowane tylko do mnie. On nie patrzył na moje zakurzone futerko, brak oka i w połowie urwaną łapkę, chciał mnie przytulić! Gdybym potrafił, zatańczyłbym z radości, krzyknął najgłośniej jakbym mógł, a jednak pozostawałem tylko zabawką. Czy tak wyglądały święta?
Dostałem miejsce na kanapie obok wielkiej poduchy. Miałem widok na ślicznie przyozdobioną choinkę, pod którą stały inne prezenty, w kominku trzaskał wesoło w rytm kolęd ogień, a potrawy aż parowały na odświętnie udekorowanym stole. Zaciekawił mnie jednak sam chłopak, który różnił się od innych ludzi. Przecież przechodnie, których widziałem, nie mieli skrzydeł. Doprawdy dziwny był to wieczór. Do pokoju weszło jeszcze kilku innych aniołów, każdy miał dla siebie mały podarek. Zjedli posiłek, śpiewali świąteczne piosenki, pili czekoladę przed kominkiem, a ja ciągle siedziałem na kolanach tego chłopaka, który wyjął mnie z pudełka.
A może to był tylko sen? Niemożliwe, gdyż wraz z otworzeniem oczu za szybą sklepową ujrzałem uśmiech Narel’a – anioła zimy, u którego spędziłem tegoroczne święta. Pomachał mi na dowidzenia i znikł wraz z mocniejszym podmuchem wiatru, a z nieba znów zaczął padać biały śnieżek.
Dzwoneczek w sklepie oznajmił, że przyszli klienci. Mała dziewczynka podbiegła do mnie i chwyciła za zdrową łapkę. Miała tak samo piękne oczy, co skrzydlata postać.
- Mamo, weźmy go! – krzyknęła do kobiety stojącej przy ladzie, a ta o dziwo się zgodziła. – Przyszyjemy mu oczko i naprawimy łapkę… To najszczęśliwszy miś, jakiego kiedykolwiek widziałam! – drobna istotka mocno mnie objęła, a ja podziękowałem w myślach swojemu aniołowi zimy, który pokazał mi jak może wyglądać prawdziwe ciepło płynące od drugiej osoby.

***

I kolejna część.

Zagubiona owieczka cz. V

Aqua sprawdził dokładnie godzinę. Sasha powoli kończył pracę z dokumentami, która teraz zajmowała o wiele więcej czasu. Małymi krokami obaj naprawiali piekło po kilku latach tyranii ciemnej strony młodzieńca.
-Na dzisiaj koniec, jutro zrobimy resztę. – szarooki schował zegarek do kieszeni i postawił księgę rachunkową na regale. – Zrobiliśmy dzisiaj dużo rzeczy, teraz powinien być spokój przez najbliższy miesiąc.
- Wiesz, ze wyszedłem raz z pałacu…. Dowiedziałem się, co inni o mnie myśleli, to chyba był dla mnie najbardziej szokujący moment, bo od ojca zawsze słyszałem jak doby jestem – powiedział półdemon cichutkim głosem.
-Rodzic zawsze wspiera swe dziecko, aby było silne, gdy zetknie się z prawdą. Jesteś dobry, ale i zły, to zasada równowagi. Nie możesz pozwolić aby któraś z twoich części zwyciężyła. Musi być równowaga. Ani zły ani dobry. – Granatowowłosy wyciągnął dłoń do ukochanego i uśmiechnął się. – A teraz odpocznij, abyś jutro miał siłę by przygotować kolejny miesiąc spokoju i godnego życia, dla swych poddanych.
- Jeszcze nie chce iść… Muszę odwiedzić ojca, przez całą pracę nie byłem u niego, ale on i tak tylko czasami mnie poznaje… – Sasha wstał i uchwycił dłoń anioła – Masz rację jestem zmęczony, ale dzięki tobie zaczynam sie wysypiać…
- Byłem wcześniej u Angelusa. Ostatnio ciągle śpi. Teraz też. Kiedy ktoś wchodzi do komnaty zaczyna się chować, najwyraźniej potrzebuje teraz samotności i spokoju. – Dawny skrzydlaty objął swego ukochanego i pocałował. – Teraz my musimy nadrobić stracony czas, zaś on musi pobyć troszkę sam, może jakoś to go odmieni.
- Mam nadzieję. Smutno mi, gdy mnie nie poznaje, ale miał racje nazywając mnie raz diabłem… A ja… Ja wtedy byłem gotów go zabić za tą zniewagę. Gdybym to zrobił nie wiem czy teraz rozmawiałbym z tobą – Sasha wtulił się w anioła, zamykając oczy.
- Wszystko się zmieni, do tego potrzeba czasu i spokoju dla nas wszystkich. – Aqua pogłaskał włosy ukochanego i pocałował go delikatnie – My też musimy trochę popracować nad naszym związkiem, czyż nie? – były skrzydlaty oplótł kochanka w pasie i nakierował na biurko. Sasha musiał na nim usiąść, aby mężczyzna nie zgniótł go. – Wyglądasz bardzo pociągająco z tej perspektywy. Tak niewinnie jak kiedyś, aż mam ochotę na coś.
Półdemon zaśmiał się słodko, po czym objął ukochanego za szyję a jego usta zaczęły muskać skroń, policzek a następnie szyję szarookiego.
- Jeszcze nie przyszła przesyłka… Poczekaj kilka dni – szepnął czule.
- Jaka przesyłka? – Aqua aż się odsunął od kochanka i spojrzał na niego badawczo. – O czym mówisz mój mały królewiczu? Czyżbyś coś szykował na wieczór?
Granatowowłosemu aż twarz się śmiałą, gdy widział zaangażowanie chłopaka w ich znajomość. Pocałował namiętnie kruche wargi i wziął czarnowłosego w ramiona.
Sasha odwzajemnił pieszczotę, a jego fioletowe oczka aż sie śmiały z radości. Zmiana, jaka zachodziła w nastolatku była niesamowita, jakby jego poprzednie zachowanie było jedynie strasznym koszmarem, który wraz z nim musiała przejść większość społeczeństwa w piekle.
- Może pójdziemy już do sypialni. Możemy się sobą zająć chyba bez tej przesyłki, prawda mój malutki i słodki władco? – Aqua zaśmiał się i kopnął drzwi nogą. Sasha był troszkę ciężki, ale i tak łatwo się go nosiło na rękach. Szarooki zaczął całować kochanka, gdy przechodzili obok sypialni Angelusa, zaś jego kroki nabrały prędkości. – Wiesz, zjedzmy troszkę słodkości w łóżku, zaraz nam coś przyniosę. – Aqua wręcz wepchnął ukochanego do sypialni, zaś sam wrócił pod pokój ojca Sashy. – Skrzydlaty, gdzie jesteś? – spytał szeptem i zaczął się rozglądać.
- Tutaj – Erick wyszedł z cienia lekko niepewnym krokiem.
Nie czuł sie za dobrze w piekle, lecz dla Angelusa był gotów przetrzymać cała aurę, która okalała to miejsce.
- Przypominam, że musisz ukrywać swoją obecność. Jeśli Sasha się o tym dowie, to oderwie ci drugi raz głowę i obok postawi moją. Szarooki rozejrzał się znowu, jakby czuł czyjeś oczy na sobie nie licząc zielonych tęczówek Ericka – To miejsce przyprawia mnie dreszcze, gdy próbuje coś przed nim ukryć. Powodzenia z Angelusem i bądźcie cicho, nie chce żeby Sasha wpadł w złość.
- Także tego nie chce i nie dopuszczę do tego. Jeszcze raz dziękuję – były egzorcysta skłonił się lekko i po cichu wszedł do komnaty, gdzie miał swoje miejsce białowłosy.
Angelus jeszcze spał. Jego usta były rozchylone jakby coś szeptał, czyjeś imię. Gdy ciemnowłosy podszedł usłyszał jak mężczyzna szepcze cicho, ale z miłością w głosie: „Erick”. Przytulił się mocniej do poduszki i uśmiechnął, jakby myślał, że tuli w ramionach swego ukochanego, którego stracił.
Zielonooki usiadł na brzegu jego posłania i odgarnął jasne kosmyki z czoła mężczyzny, uśmiechając się przy tym lekko. Tak bardzo sie cieszył, ze znów mógł być przy osobie, którą kochał. Nie mógł się powstrzymać, wiec jego usta delikatnie musnęły skroń ukochanego, zaś w oczach pojawiły sie łzy, świadczące o łagodności, jaka pozostała w byłym mistrzu.
An uśmiechnął się szeroko i wtulił twarz raz jeszcze w miękką poszewkę wypchaną pierzem.
- Erick… – znowu wyszeptał jasnowłosy, po czym otworzył oczy. Wzorkiem odnalazł przybysza i przez chwilę przypatrywał mu się ze strachem. – Jesteś ten, co ostatnio był. Aqua był zły a Sasha mówił o duchach. Czemu odwiedzasz Angelusa?
- Bo cię kocham – szepnął cicho ciemnowłosy i odsunął się, aby Angelus miał więcej swobody i znów nie zaczął sie bezsensu rzucać i krzyczeć – Przyszedłem z tobą porozmawiać…
- Sasha i anioł bez skrzydeł mówią z Angelusem. To wystarczy – białowłosy przetarł oczy rękoma, poczym odgarnął włosy do tyłu. – Sasha krzyczy jak ktoś mnie widzi… Teraz też nakrzyczy na Angelusa… – błękitnooki zaczął się wiercić i oglądając pokój. Kiedy ze swojej pozycji niczego nie ujrzał, wyszedł z łóżka i chodził po całej komnacie dotykając ścian, kotar i obrazów. W końcu zerwał krzyż, który wisiał nad oknem. Kawałek drewna zaczął się wić i rozkładać jakieś skrzydełka. An cisnął nim o podłogę i przydeptał gołą stopą. Śmierdząca lepka maź wybuchła i rozlała się po dywanie. – Pluskwa – uśmiechnął się dumny i wytarł stopę w drogocenny gobelin.
- Sasha się nie dowie, że ze mną rozmawiałeś, jeżeli sam mu tego nie powiesz… – Erick zachowywał swój spokój, starając się wyciszyć myśli. Dobrze wiedział, że potrzeba czasu, a on był gotowy go poświecić ukochanemu. – Angelus, jest coś, co chciałbyś porobić?
Białowłosy spojrzał pytająco na mężczyznę, poczym na swoje ręce.
- Jak ja wyglądam? Jakie mam oczy, włosy, usta, skórę, zęby, policzki, uszy, nos, brwi, rzęsy – mężczyzna dotykał swojej twarzy jak w amoku i wymawiał części swego oblicza aż zabrakło mu tchu i zakaszlał. – Jak wygląda Angelus?
- Ma najpiękniejsze oczy, jakie kiedykolwiek widziałem. Błękitne niczym dwa jeziorka w górskich dolinach, nieskalane niczym, tak naturalne i tajemnicze… Włosy, białe jak śnieg, który dopiero, co opadł na ziemie i okrył cały świat. A usta… Tak cudownie miękkie i słodkie zarazem… – powiedział cicho Erick, patrząc z miłością na białowłosego.
-Jestem ładny? Podobam ci się? – An niczym ciekawskie dziecko wskoczył na łóżku i położył się na brzuchu. Nogami machał z niezwykłą radością, która na pewno wyrastała z konwersacji, jaka toczyła się między nim a Erickiem. – Czemu nie ma tu luster? A może kłamiesz i jestem brzydki… No i dlatego nie ma luster! O! – Białowłosy zaczął ciągnąc się za włosy aż w końcu je zobaczył – Są białe… Jak mogę sprawdzić oczy?
- Nie wiem, ale mogę ci obiecać ze jutro przyniosę lusterko… – odparł zielonooki i delikatnie się uśmiechnął. – Ale możesz mi wierzyć, że wyglądasz tak, jak cię opisałem… A bynajmniej ja cię takim postrzegam…
- Coś jeszcze – szepnął jasnowłosy i podszedł do Ericka. Dotknął jego policzków lekko je nacisnął. Zaśmiał się i zrobił to jeszcze raz, po czym oplótł szyję ciemnowłosego rękoma i podszedł jeszcze bliżej. Serce Angelusa biło spokojnie, co anioł mógł doskonale wyczuć przez cieniutki materiał szaty, jaką nosił An. Nagle mała pompka przyśpieszyła i wtedy Angelus zaczął całować skrzydlatego tak namiętnie, jak kilka lat temu w szkole egzorcystów.
Erick nie potrafił powstrzymać jęku, lecz musiał przerwać tą zabawę, odsuwając mężczyznę na długość ramion, po czym spojrzał w jego błękitne tęczówki.
- Angelus, dopóki ja nie będę Erickiem, którego pamiętasz, nie chcę abyś mnie całował – szepnął cicho.
- Sprawdzałem usta. Nie całowałem ciebie. Głuptas! – An wskoczył na łóżko i zaczął się po nim tarzać. – Nigdy nie pocałuje nikogo. Angelus całuje tylko Ericka, ale… – białowłosy znowu znieruchomiał. Nerres już teraz wiedział, co zaraz się stanie. Białowłosy znowu wypowie te słowa, które wbił mu do głowy syn, zaś wtedy zaczną się na nowo krzyki i płacz. – Erick nie wróci… – były egzorcysta miał chyba jeden z lepszych dni, ponieważ zwinął się jedynie w kłębek i zaczął cichutko szlochać.
- Angelus, on wrócił, ale musisz tylko szerzej otworzyć oczy i wyrzucić myśl o jego śmierci, która była strasznym snem, koszmarem, który ciągle cię prześladuje – szeptał zielonooki z niezwykła troską.
- Ja… Ja nie pamiętam… Nie pamiętam wszystkiego. – wybełkotał cicho jasnowłosy i złapał ze strachu dłoń Ericka, bojąc się, że ten odejdzie jak każdy, kogo zna. – Pamiętam… był i potem brakowało mu głowy – Angelus aż przytulił się do ręki zielonookiego i wydał jakiś skowyt z siebie. – Nic potem nie wiem, wszystko jest puste. Sasha przyszedł, był zły. Wyglądał jak diabeł.
- To twój syn, powinieneś go kochać mimo błędów, które popełnił. Erick na pewno mu wybaczył… Tak, zrobił to – ciemnowłosemu ciężko było mówić o sobie w trzeciej osobie, lecz wiedział, że to konieczne.
- Chce starego Sashe… – powiedział Angelus ocierając łzy z policzków rękawem jednej z droższych szat, które zakupił mu syn. – Sasha wygląda na takiego łagodnego, gdy jest z aniołem bez skrzydeł… Pokaże Ci! – jasnowłosy podbiegł do komody i zaczął z niej wyrzucać ubrania, bieliznę i jakieś suche kwiaty, które zapewne mężczyzna tam pochował, jako swoje skarby. – Zobacz! – wepchnął zielonookiemu w ręce jakąś serwetkę lub chusteczkę. Ktoś wyhaftował na niej serduszko a w środku literki „A” oraz „E” zaś nad tym wszystkim wznosił się anioł. – Aqua mi dał. Ja daje tobie. Aqua mówił, że dzielimy się i wtedy inni są uśmiechnięci.
- Zachowaj ją… A wiesz, co znaczą te inicjały? – zapytał niepewnie zielonooki, uśmiechając sie delikatnie pod nosem.
Zrobiło mu sie o wiele cieplej na sercu, gdy zobaczył dzieło wyszyte anielskimi dłońmi.
- Aqua powiedział, że sam musze to rozwiązać. Nie chciał powiedzieć, wredny prawda? – białowłosy usiadł przy Ericku i zaczął patrzeć na serduszko z literkami. Jego oczy stały się dziwnie puste, zaś palce odruchowo powędrowały w stronę dużej litery „E”. Gdy zamrugał wrócił do siebie i potrząsnął głową. – Odleciałem? Tak czasami się robi, tak jest jak rusza się głowa w środku, o tu – białowłosy przyłożył palec do czoła zielonookiego i nacisnął – Rusza się w środku.
- Znaczy się, że twój mózg pracował. Dopóki nie rozwiążesz zagadki, zostanie ta chusta u ciebie, zgoda? – były egzorcysta poruszył sie niepewnie.
- Dobrze… – Angelus zarumienił się i spojrzał niepewnie na mężczyznę o oczach, jakich jeszcze nigdy nie widział. Świeże jak trawa, soczyste, pełne jak owoce w piekle, które są tak drogie, że nawet na dworze jest ich mało. – Odwiedzisz jeszcze Angelusa?
- Przyjdę jutro… – szepnął Erik i wstał.- Śpij dobrze i myśl nad zagadką – powiedział na pożegnanie, po czym opuścił komnatę.
*
Aqua wychodził z siebie, aby czymś zając ukochanego, który najwyraźniej jakoś instynktownie czuł, że coś jest nie tak. Słodkości, które wykradł dawny skrzydlaty nie poprawiły humoru Sashy, leżały obok i tylko co jakiś czas szarooki sięgał po rodzynkę bądź czekoladkę.
- Usiądź. Czemu tak krążysz jak sęp nad padliną? – mruknął niezadowolony Aqua i położył się na łóżku, aby nadać swojemu ciało bardziej apetycznego wyglądu rozpiął kila guzików i odsłonił tors. – Sasha czy ty mnie słuchasz?
- Co? A tak, tak… Zaraz pójdę się umyć, masz racje – powiedział nastolatek a swoje kroki skierował w kierunku drzwi od komnaty. – Zaraz wrócę – rzucił szybko, po czym wyszedł na korytarz i zaczął iść do ojca, z którym nie widział  się cały dzień.
 -Sasha! Ja mówiłem o łóżku! Sasha! Kurwa… – przeklął ciszej i pognał za kochankiem. – Czemu tam idziesz, on śpi. Mówiłem ci, że musi odpoczywać, aby wrócić do normalności! Sasha! – Aqua złapał rękaw chłopaka i odwrócił go do siebie. – Proszę cię, zainteresuj się w końcu mną. Dusze się tu, a ty ledwo mnie dostrzegasz…
- Gdy tylko wyzdrowiejesz, obiecuję… I dlaczego nie pozwalasz mi nawet do niego zajrzeć? Czuję spisek – warknął, lecz natychmiast się uspokoił i odetchnął. – Przepraszam, ja naprawdę chcę tylko go zobaczyć, to mój ojciec…
- Ale on ciągle widzi w tobie diabła – Aqua z trudem powiedział to, co kierowało nim aby zawiązać układ z Erickiem, chciał aby Angelus stał się normalny i nie bał się już syna. – Kiedy gładzi twoją głowę, jego ręce drżą, kiedy go obejmujesz, na jego twarzy rysuje się strach. On zwariuje jeszcze bardziej, jeśli będzie musiał to znosić.
- Wcale nie! On mnie kocha! – Sasha miał całkowicie spaczone poczucie miłości, co za każdym razem wychodziło na jaw. – Tylko go zobaczę…
- Sasha! – Szarooki rzucił się na nastolatka i mocno go objął. – Nie… zapomnij o miłości do niego, przestań go tak kochać… Nie można w tym wieku nadal tulić się do mamusi czy tatusia, to… To może doprowadzić do czegoś okropnego. Przestań tak mocno kochać ojca, przelej te uczucia na mnie i do jasnej cholery zostaw Angelusa w spokoju! To ojciec na litość boską, nie kochaj go w taki sposób jak drugiego mężczyznę.
- Kocham go jak ojca! Nie wiesz, co ja czuje! Ciągle mnie nie rozumiesz! – Sasha wyrwał się i ze złością spojrzał na anioła.
- Ja porzuciłem niebo, teraz twoja kolej na poświęcenie! Kiedy dwie osoby z kompletnie innych światów chcą być razem, wyrzekają się licznych wygód, nieraz szczęścia, ale w zamian otrzymują miłość, o którą tak walczą! Czemu tylko ja walczę?! Czemu… Dlaczego nie czuje, że ty mnie kochasz? – Szare oczy wypełniły się łzami bezradności. Aqua faktycznie potrzebował, aby jego ukochany także przeciwstawił się swej ciemnej stronie i całą uwagę skupił na jednej miłości, do anioła, który odszedł ze swego pięknego królestwa i przebaczył pozbawienie go skrzydeł. – To nie ty jesteś przeznaczony do kochania swego ojca, tą osobą jest Erick… Kiedyś nie rozumiałem twej zazdrości, ale teraz już wiem, co ona znaczy, bo wypełnia mnie całego. Zazdroszczę Angelusowi, że na nim skupia się każda twa myśl. Kochasz go najmocniej na świecie, ja jestem tylko dodatkiem, abyś się nie nudził, kiedy on odpoczywa. Zazdroszczę mu jak nikomu… Bo zabiera mi moją miłość, czyli ciebie.
- To… To nie tak! – Sasha oburzył sie, ale i zakłopotał. – Ja chyba nie potrafię kochać. Otaczam sie osobami, które mi tą miłość dają, ale nie potrafię jej odwzajemniać… Tak, to chyba to, teraz juz widzę, jaki mam problem… – nastolatek uspokoił sie i z rezygnacja opuścił ręce wzdłuż własnego ciała. – Chciałbym powiedzieć, że cię kocham, ale nie wiem czy to będzie prawda… Wydaje mi sie, że kocham ojca, ale byłem gotów go zabić… Jestem złą istotą.
- Jesteś zagubiony, dlatego ja tu jestem. Słuchaj się mnie, a wszystko się zmieni. Zobaczysz, będzie dobrze. Ja sam nie wiedziałem, kogo kocham, ciebie a może Lu. Kiedy straciłem Lucyfera, pojąłem, że to Ciebie najbardziej cenie… Bo po jego śmierci złapałem się na jednej myśli… „Dobrze, że to on zginął, nie Sasha” – Aqua upadł na kolana i zaczął ocierać łzy z twarzy. – Byłem wtedy jeszcze aniołem, a cieszyłem się, że umarł ktoś inny. Cieszyłem się, że osoba grzeszna żyje. Potem modliłem się o twoje życie każdego dnia.
- Nie płacz już. Proszę cię abyś mi pomógł… I obiecuję się postarać, chociaż trochę – fiołkowooki uśmiechnął sie delikatnie, ale smutno. – Ja wiem, że robie źle, ale chęć czynienia tak jest silniejsza. Ale będę pamiętał, co dla mnie zrobiłeś, dlatego będę walczył… Walczył sam z sobą.
Aqua przytulił się do Sashy i dalej szlochał w jego ramionach. Potem, gdy byli w sypialni, widział jak ciemnowłosy walczy ze sobą, aby nie iść do ojca. Został w końcu i głaskał jego granatowe pasma, aż sam nie zasnął. Aqua miał wielką nadzieję, że Erickowi poszło równie dobrze jak jemu. Pozostawał problem ile to potrwa i kiedy ich spisek wyjdzie na jaw?
Dawny skrzydlaty oraz anioł o czarnych skrzydłach bali się dnia, kiedy Sasha dowie się o ich wspólnym spisku.
Demon spał wtulony w ukochanego anioła, niczym dziecko przy swej matce. Jego nosek marszczył się delikatnie, jakby coś nawet podczas snu go męczyło. Drobna ręka mocniej zacisnęła się w pięść i w tym tez momencie Sasha otworzył gwałtownie oczy, oddychając przez usta.
- Aqua… – szepnął cicho i spojrzał na twarz śpiącego anioła – Aqua… – powtórzył cichutko, a gdy nie uzyskał odpowiedzi wyszedł spod przykrycia i powolnymi ruchami zaczął ściągać z siebie nocną szatę.
Gdy był już nagi wrócił do kochanka i delikatnie, czule zarazem ucałował jego usta, ocierając sie tym samym swoim nagim torsem o ukochanego.
Porządny i głośny pomruk wydobył się z gardła mężczyzny, który po chwili dłonią zaczął gładzić ciało swego partnera.
- Ty też masz na coś ochotę? – szare oczy osłoniła kurtyna powiek i rzęs. Zamglone od snu spojrzały na chłopaka i obejrzały jego nagie ciałko. – Widzę, że tak diabełku – wyszczerzył się Aqua i zaczął całować namiętnie chłopaka, a dłoń położył na jego pośladku.
Fiołkowooki w ten sposób chciał udowodnić aniołowi, że ten się mylił, co do niego i że potrafi go kochać. W oczach półdemona zalśniły łzy. Łapczywie zaczął odwzajemniać pocałunek, przybliżając sie jeszcze bardziej do upadłego posłańca.
- Sasha… – wyszeptał jego imię zmysłowo i z niezwykłą miłością. Bez większych wyjaśnień i zbędnych konwersacji, wszedł cały pod kołdrę i zaczął całować najpierw tors, potem brzuch a na koniec łono ukochanego. Dłonią ujął niewinnie sterczące prącie, które zachęcało do pieszczot. Polizał czubek erekcji i prawie zwariował, gdy usłyszał jęk ciemnowłosego. Założył jego nogi na swoje ramiona i wygodnie usadowił między nimi.
- Nie… Nie o to mi chodziło – szepnął niepewnie demon i zamknął oczy, odchylając głowę do tyłu i wydając z siebie kolejny jęk.
Sasha reagował każdorazowo, co świadczyło, że i on dawno już nie oddawał się cielesnym igraszkom i ciągle należał do swojego anioła. Zacisnął dłonie na pościeli, starając się nie wydawać żadnych dźwięków.
- Twoje ciało mówi samo, jak bardzo tęskniło za tym – granatowowłosy przejechał językiem po całej długości prącia i ucałował czubek, po czym znowu objął go wargami i poruszał głową. Jedną z dłoni zaczął masować wejście nastolatka zaś drugą wjechał na brzuch chłopaka i przejechał po nim paznokciami.
Szarooki spojrzał spod rzęs na wijące się w ekstazie drobne ciałko, widok był najwspanialszy na świecie. Nawet tańczące anioły nie miały takiego uroku jak podniecona buźka młodego monarchy. Fiołkowooki niemal szalał. Był przekonany, że dojdzie w ustach ukochanego, lecz nie chciał mu dać tej satysfakcji. Mimo rozkoszy, którą właśnie było mu dane przeżywać, nie chciał pozwolić tym razem posiąść sie w całości. Jego serce biło jak oszalałe a bardziej drapieżne gesty podsycały jego pożądanie.
Walczyli o dominacje nawet w łóżku. Aqua chciał widzieć jak Sasha błaga o więcej, ale wiedział, że jego słodki władca równie mocno pragnie, aby to on błagał o udostępnienie mu głębszej rozkoszy.
Ugryzł udo ciemnowłosego szarpnął jego biodra do przodu, przez co erekcja nastolatka weszła głębiej w jego usta i uderzała w podniebienie samym czubkiem. Językiem drażnił trzon za każdym razem, gdy prącie wchodziło z powrotem do jego ust. Złapał dłońmi mocno pośladki Sashy znowu przejechał językiem po całej długości sterczącego penisa.
- Coś cichutki się zrobiłeś. Zawstydzony? – zażartował anioł powstrzymując się od śmiechu, po czym ugryzł biodro półdemona.
- Chciałbyś… – chłopak w końcu odtrącił anioła, ciężko dysząc, lecz mimo stanu, w jakim znajdowało się jego ciało, usiadł i odgarnął włosy z spoconego czoła, odrzucając je na plecy a dłonią w kokieteryjny sposób przejechał po swoim torsie. – Chciałem tylko sprawdzić, czy faktycznie nie możesz wytrzymać… – powiedział, wymyślając coś na swoja obronę.
- To, czemu wtedy zajęczałeś? – spytał się Aqua, który dyszał równie ciężko jak jego kochanek. – Wyglądałeś na bardzo zadowolonego podczas pracy moich ust i języka – w odpowiedzi anioł przejechał palcem po ustach i wystawił język, którym polizał środkowy palec.
- Żeby cię podniecić, proste – prychnął Sasha i położył się z powrotem na pościeli, jak gdyby przed chwila nic nie miało miejsca. – Dobranoc – powiedział spokojnie, lecz pod nosem ciągle sie uśmiechał.
- Ej! Stoi mi! Jak możesz, Sasha ty podły bydlaku! – szarooki kopnął ukochanego i poszedł do łazienki, z której potem jeszcze jakieś dziesięć minut wyklinał na oziębłość ukochanego, kiedy skończył pozbywać się kłopotliwej w tym przypadku erekcji. Wziął prysznic, dopiero skończywszy się myć wrócił do łóżka. – Nie licz, że w najbliższym czasie cokolwiek ci wsadzę albo poliże – syknął do kochanka i zakrył się kołdrą aż po uszy.
- Uważaj żebym ja ci nie wsadził czegoś… – powiedział fiołkowooki jakby od niechcenia, po czym przytulił się do pleców anioła. – Już niedługo – mruknął i czule ucałował jeden z kikutów, który doskonale sie goił.
- Zacznę nosić żelazne majtki – mruknął Aqua. – Zamówię u kowala, jak spyta po co, powiem, że bronie się przed gwałtem ze strony chłopca, który nie daje mi zaspokoić mojego ciała – szarooki ujął dłoń ukochanego i przytulił do swojej piersi.
Miewali dobre i złe chwile, ale coraz częściej czuli się dobrze razem. Wspólny cel, szczęście i miłość. To wszystko umacniało ich związek z każda chwilą.
- Chyba będziesz potrafił sie obronić przede mną? – Sasha zaczął wpływać na ambicje ukochanego, przylegając jeszcze bardziej i układając sie wygodniej, aby w końcu zasnąć na trochę dłużej.
- Mam jeszcze kilka sztuczek w rękawie. Straciłem skrzydła i boskość, ale magia, której się nauczyłem została. Więc uważaj – dawny posłaniec boży odwrócił się i mocno pocałował słodkie wargi kochanka, zaś jego samego przyciskając do poduszek. – Śpij, jutro spędzisz około 10 godzin za biurkiem pisząc ułaskawienia, podpisując przeprosiny i sprawdzając dokumenty. Miłego dnia kochanie – cmoknął go w zmarszczone czoło od złości i przytulił do siebie.
- Nie będę podpisywał żadnych przeprosin – warknął Sasha, pozwalając znów swojemu drugiemu „ja”, aby się uwolniło. – Zasłużyli sobie na to!
- Sasha – Anioł spojrzał na niego surowo, po czym pocałował. – Tworzymy razem świat, w którym będziemy razem. Ja jutro idę na plac rozdawać jedzenie z żołnierzami, a ty zajmiesz się dokumentami i napiszesz przeprosiny dla rodzin, których dzieci, mężów, ojców i matki skazałeś. Pamiętaj, na przeprosiny i przebaczenie zawsze jest czas. Zawsze – szare oczy spojrzały smutno na chłopca. Aqua sam nie wiedział, czemu, ale głos w głowie kazał mu to powiedzieć. – Jesteś taki podobny do matki…
- Nie wiem, nie znałem jej – półdemon odwrócił głowę w drugą stronę, naburmuszony. – Dobranoc – zaakcentował ostrzej, lecz nic juz nie powiedział na temat przepraszania tak, więc zapewne wykona to zadanie, chociaż stoczy wewnętrzną walkę.

Returned?

4 komentarzy

Już zbliżają się święta. Dzięki wielkiej pomocy jednej z czytelniczek blog znowu rusza. Wiec mówcie o tym wszem dokoła!

Zagubiona owieczka
cz. IV

W piekle panował taki chaos, ze nikt nawet nie zorientował się, ze uliczkami kroczy wysłannik boży. Z resztą, trudno go było rozpoznać, gdyż skrzydła potrafił ukryć przed niewygodnymi świadkami.

Dostał sie do zamku szybciej niż przypuszczał a dzięki swojej sile przekonywania wpuszczono go, bojąc sie znów narazić na gniew Sashy, którego wspomniał przybysz.

Erick zauważył, że lewe skrzydło pałacu jest odizolowane od reszty budynku. Prowadziła tam tylko jeden korytarz, wokoło którego były pieczęcie jeszcze z czasów Lu. Najdziwniejsza jednak była muzyka, która wydobywała się z mroczniejszej części twierdzy Sashy.

Ktoś grał na harfie a druga osoba śpiewała. Słowa były jakby znajome dla posłańca, zaś głos… przyciągał go z niezwykłą siłą.

Nawet nie zauważył kiedy jego chód zamienił się w bieg. Serce biło mu o wiele szybciej. Jeżeli Samuel myślał, ze Erick zapomniał o ukochanym to grubo się mylił. Egzorscyta zgodził sie być aniołem tylko dlatego, że to było pomostem aby odzyskać Angelusa, by móc sie z nim widywać.

-Anioły otulą nas skrzydłami i położą kres cierpieniu… – słodki i melodyjny głos rozchodził się niczym najdorodniejszy zapach. Działał na zmysły, drażnił je i pobudzał.

Erick biegł w stronę gdzie muzyka była coraz głośniejsza. Serce biło szybciej zaś w głowie mieszały się powitania jakimi obrzuci ukochanego. – Anioł i demon, naprawią ten świat… – kolejna linijka, która nęciła posłańca coraz głębiej w serce lewego skrzydła pałacowego. Większość pokoi była pusta, bądź wiało od nich jakąś okropną aurą, więc młody skrzydlaty nawet nie myślał aby odwiedzać te miejsca. Pędził głębiej w ciemniejsze korytarze. W końcu stanął naprzeciw drzwi zza których wyraźnie było słychać głos Angelusa i czyjąś grę na harfie. – Miłość rodzi się wszędzie, także i w nas!

-Bardzo ładnie – Aqua pochwalił białowłosego mężczyznę który bawił się włosami Sashy. Zapałał je w warkoczyki i wiązał na nich jakieś wstążeczki z cieniutkiego materiału o kolorze soczystej wiśni. – Chce Pan coś jeszcze zaśpiewać?

-Piosenkę dla anioła! – Krzyknął radośnie Angelus, poczym rozrzucił włosy syna na jego ramiona. – Pelerynka!

Ciemnowłosy wysłannik odetchnął, po czym otworzył gwałtownie drzwi. Widział jak trzy pary oczu spojrzały na niego, lecz jego główna uwagę o dziwo przykuła najdrobniejsza z postaci w komnacie. Sasha krzyknął z przerażenia, a jego fioletowe oczy zrobiły się niezwykle duże. Jego cera jeszcze bardziej pojaśniała. Nastolatek poderwał sie z miejsca i ukrył za ojcem.

Aqua niczym wierny pies stanął przed swym Panem i jego rodzicielem zakrywając obu własną piersią.

Dłonie mimowolnie zacisnęły się na szacie. Czuł aurę i to taką, której ostatnio unikał.

-Anioł… Wykupili Cię z czyśćca i odrodzili, jak mogłeś się na to zgodzić?! Odejdź stąd!

-Aqua krzyczy! – poskarżył się Sashy jasnowłosy mężczyzna i zaśmiał – Aqua krzyczy, Aqua się zdenerwował!

W zielonych oczach Ericka zagościł niesamowity smutek. Nie odezwał sie do granatowowłosego, lecz spojrzał na ukochanego, którego zmysły były pomieszane

- An… – szepnął cicho, swoim zachrypniętym głosem.

Sasha wyjrzał zza pleców ojca a na jego twarzy zaczął sie pojawiać grymas wściekłości.

- To to nie duch? – zapytał Aquy.

-Nie, coś gorszego. To anioł. – odparł chłodno szarooki odsłaniając Angelusa, aby dawny mistrz egzorcystów przekonała się na własne oczy, co stało się z jego ukochanym.

-To aniołek? Taki jak Aqua? – jasnowłosy zaczął się śmiać. – Duchy widze duchy! Duszki! Zjawy i duchy spod jednej poduchy! – Angelus w końcu popatrzył na ciemnowłosego i przekręcił głowę. – Dzień dobry, nikogo nie ma w domu.

- Angelus… – reakcja Ericka była niesamowita.

Po bladych policzkach tragicznie zmarłego mężczyzny spłynęły gorzkie łzy, zaś ręce w bezradnym geście opuścił wzdłuż ciała. Ciemnowłosemu nie zależało na tym, aby wydać Sashę czy byłego anioła w ręce serafinów czy cherubinów, lecz pragnął znów przytulić kochanka.

Błękitne oczy nabrały jakiejś dziwnej pustki. An spojrzał na swoje ręce i zaczął nimi wodzić jakby dotykał czyjejś twarzy.

-Erick już nie wróci… Erick już nie wróci… Była przede mną i nagle… BUM! – Krzyknął na całe gardło białowłosy rozrzucając ręce szeroko. – Wybuchła, cała jego głowa wybuchła. Cały byłem w krwi i jego skórze… – wargi mężczyzny zaczęły drżeć, zaś ręce jakby szukały ciała Ericka. – Zniknęła, wybuchła, umarł! – Nieludzki wrzask i furia zapanowały nad ciałem Angelus. Odepchnął Sashę i rzucał się po łóżku.

Aqua złapał ojca swego kochanka i przyłożył dłoń do jego oczu. Białowłosy zasnął i padł na poduszki.

- Odejdź stąd póki jeszcze żyjesz, bo za chwilę powtórzę swój wyczyn! – krzyknął Sasha, będąc gotowym skoczyć na ciemnowłosego i udusić go własnymi dłońmi.

-Sasha! – Aqua pierwszy raz od dawna podniósł surowo głos na ukochanego. – Nie wtrącaj się teraz. – Szarooki podszedł do nowego anioła i dotknął przestrzeni za jego ramieniem. – Czarne. Nie masz pełnej mocy aniołów. Jesteś wojownikiem, ale najwyraźniej doskonałym medium mimo śmierci z ręki demona. Przychodzisz tu, jako sługa Boży ale najwyraźniej nie chcesz wypełniać rozkazów rady, bynajmniej nie w całości. Mam racje?

- Zgadza się i znów jesteś nieomylny. Na ciebie wydano wyrok, chcą twojej głowy… Sasha ma zginać a Angelusa… – zielonooki znów spojrzał z miłością ale i smutkiem na białowłosego – Jego chcą objąć opieką, bądź wymazać pamięć…

-Znam tylko ich metody. Są nie do zniesienia dla osoby, która poznała namiętność, miłość i szczęście. Kochasz Angelusa, troszczysz się o Sashe, mimo iż to on Cię zabił. Masz za dobre serce, aby być aniołem. Ja byłem niegdyś idealnym aniołem. Pustym i łatwowiernym. – Aqua okrył kocem ciało Angelusa i pogłaskał jego głowę, odganiając koszmary i dając spokojny sen bez marzeń. – Nie odpowiem Ci co teraz robić, ja sam nie wiem co się ze mną stanie. Wiem tylko jedno, będę bronić to co kocham aż do śmierci. Stań na mojej drodze, to zginiesz.

- Nie chcę walki, Aqua… Sasha, jeżeli tobie cokolwiek zrobiłem to przepraszam. Wiem, że poczułeś sie przeze mnie odtrącony i zapewne bolało cię, gdy ja zajmowałem twoje miejsce przy boku ojca – Erick skłonił delikatnie głowę i było widać, ze nie mówi wyuczonej formułki, która postanowił zamydlić oczy nastolatka.

- Wyjdź stąd i nie wracaj – syknął ciągle zdenerwowany Sasha.

-On ma ciągle serce i rozum dziecka. Nadal czuje zazdrość, gdy widzi was razem chociażby w jednym pomieszczeniu. To dobry chłopiec, lecz wycierpiał wiele, oraz wiele cierpienia dał. Czas pokaże co nadjedzie dla nas wszystkich. – Szarooki odwrócił się do ukochanego i ujął jego twarz w obie dłonie, co momentalnie uspokoiło nastolatka. – Zostawmy ich samych, choć na chwile. Daj ojcu to za czym tak tęsknił, postaw się na jego miejscu. Czy nie tęskniłbyś, gdybym odszedł?

- Ma pięć minut a później zniknie z piekła albo ja sam urządzę sobie na niego polowanie – warknął fiołkowooki i pociągnął za sobą anioła, obrzucając jeszcze raz Ericka nienawistnym spojrzeniem.

Aqua wiedział jak wdzięczny mu jest ciemnowłosy, który wręcz rzucił się do ust śpiącego Angelusa. Miłość, która była między nimi nie zamarła nawet na chwilę. Nawet ciągle oszalały białowłosy obudził się czując bliskość ukochanego.

-Dzień dobry. Jestem w domu. – dłoń mężczyzny przejechała po nosie Ericka, potem po ustach i brodzie. Jakby sprawdzał czy na pewno głowa tam jest. – Nie zrobi bum? – spytał się z niewinnością dziecka.

- Nie zrobi… – odpowiedział mu cicho zielonooki, swoim typowym głosem, a następnie mocno sie wtulił w ukochanego mężczyznę – Tak bardzo tęskniłem za tobą… Angelus, błagam stań sie napowrót normalny…

-Co to znaczy? Jestem zły teraz? Nie gnieć mnie nooo – Jasnowłosy odepchnął mężczyznę i usiadł na materacu. – Powiedziałeś, że nie zrobi bum, to chyba ja mogę zrobić całusa. – zaśmiał się An i złapał twarz Ericka, poczym mocno go pocałował. – Faktycznie nie było bum! – Angelus znowu zaczął się śmiać i chichotać. – Jak masz na imię?

- An… To ja Erick…  – jęknął były egzorcysta i załamał się. – Co sie z tobą stało? – zapytał słabym głosem.

-Erick… był kiedyś Erick, ale on nie wróci… – jasnowłosy pogładził miejsce obok siebie jakby leżała u jego boku jakaś druga osoba. – Erick nie wróci bo umarł. Tęsknie za nim, bo Erick nie wróci. Lubił książki, był nieśmiały, krzyczał na mnie… Ale i tak Erick nie wróci. – Jasnowłosy objął mocno poduszkę i przytulił ją do piersi. Zamknął oczy a gdy je otworzył były pełne łez. – Mój Erick… mój najdroższy, delikatny, bezbronny… nie dasz rady być nim.

- Masz racje. Człowiek o tym imieniu już nie żyje… Ale to dla Ciebie jestem aniołem. Chce być przy tobie i kochać cię ciągle… Jestem z powrotem dla Ciebie… – ciemnoskrzydły anioł, opuścił głowę i wstał – Lepiej będzie jeżeli już pójde…

-Jeśli spotkasz Ericka, powiedz, że tęsknie i czekam. Będę czekać zawsze. Ciągle czekam, nawet wiedząc, że nie wróci. – Nerres nie wytrzymał i wybiegł z pokoju. Teraz już rozumiał co się działo tutaj. Angelus stracił rozum, Sashą zawładnęła ciemność, zaś jeden jedyny anioł starał się to naprawić sam. Czemu? Ponieważ to on był wszystkiemu winny. Erick wiedział, że Aque zżera od środka poczucie winny, dlatego odrzucił niebo. Pozostawało pytanie, co musi zrobić Erick, aby odzyskać Angelusa.

-Sasha się uspokoił i poszedł spotkać z doradcą. Chce zawrzeć umowę posłańcu Boga. – Aqua spojrzał swoimi stalowymi oczami w zieleń tęczówek Nerresa i wyciągnął dłoń. – Każdej nocy zajmę czymś Sashę, zaś ty będziesz odwiedzać Angelusa. Ani ja, ani jego syn nie potrafimy odwrócić tego, co się z nim stało. Tylko ty możesz to zrobić.

- Zgadzam się – ciemnowłosy uścisnął jego dłoń i uśmiechnął sie delikatnie – Wiem, że to ryzykowne bo Sasha dopełni swej obietnicy jeżeli mnie zastanie w piekle, ale mimo wszystko chcę spróbować… Dziękuję.

-To działa także na moje interesy. Chce w końcu spędzać czas z moim kochankiem, a nie zabawiać graniem na harfie jego ojca – Aqua także zawadiacko się uśmiechnął i mocniej uścisnął dłoń mężczyzny. – Doradzam, abyś w niebie przekazał, iż pracujesz zwiadowczo. Rafael i Uriel zapewne pojmą, że doszło między nami do rozmowy, są po naszej stronie. Uważaj na Samuela. Nienawidzi mnie całym swoim serce, jest to w stu procentach odwzajemnione uczucie. A teraz, ty do siebie ja do siebie. Żegnam i do rychłego spotkania.

Szarooki szybkim krokiem przemierzył korytarze aż dotarł do sypialni Sashy. Chłopak leżał i mruczał coś pod nosem. Jakby przekleństwa na Ericka. Aqua ułożył się na posłaniu i podparł na łokciach aby nie narazić ran na podrażnienie.

-Anioł odszedł mój Panie.

- I dobrze. Jak sie pojawi tu znowu to zabiję go własnoręcznie. Obiecuje to i nawet ty mnie nie powstrzymasz – zagroził, po czym spojrzał na ukochanego – Boli Cię jeszcze? – zapytał z niezwykła troska, która potrafiła sie pojawić nagle w jego głosie.

-Tak, ale odkąd jesteś bliżej mnie, każdego dnia jest lepiej. – Aqua przytulił się do młodzieńca i zaczął całować jego brzuch, zaś palcami wodził po udach. – Dawno nie byliśmy blisko. Pościłem nie tylko w jedzeniu, ale i w miłości.

- A wiec to przeze mnie nie jadłeś?! – półdemon otworzył aż usta ze zdumienia i pokręcił szybko główką, po czym jęknął cichutko i przymrużył oczy z zadowolenia – Jak już wyzdrowieje Ci to…  – nagle Sasha  wstał a w następnej chwili klęczał przed aniołem – Błagam Cię… Wiem, ze to niemożliwe, ale proszę wybacz mi to, co Ci zrobiłem…

-Sasha, co ty robisz? – Aqua aż się wzdrygnął, sytuacja była jakaś dziwna i nie pasująca do chłopaka – Ja… kochanie, źle mnie zrozumiałeś. Mój post to oczyszczenie… Sasha zacząłeś coś mówić… – szarooki uśmiechnął się zadziornie i ujął brodę kochanka – Jak wyzdrowieje to co? Znowu będziemy się kochać? – Aqua musnął ustami wargi nastolatka, poczym przejechał językiem po jego policzku.

- Hm, bo ja wiem – chłopak uśmiechnął sie tajemniczo – Wtedy się pobawimy – zaśmiał się szczerze, a tak dawno tego nie robił, że był przez pewną chwile pewien, iż zapomniał jak to się robi.

-One naprawdę mniej bolą – wyszeptał całując ukochanego w usta. Może to magia, albo łaska Boża, ale każdego dnia czuje jak ból maleje. Tęskniłem za twoim ciałem… – Aqua zsunął spodnie nastolatka na jego uda i zaczął całować łono Sashy. Czule składał każdy pocałunek czuł jak za każdym razem jego słodki król piekła drży. – Kocham Cię ciałem i duszą Sasha.

- Jeżeli mnie kochasz… – półdemon z trudem odepchnął anioła i zasłonił się narzutą – To poczekasz… – uśmiechnął sie w niewinny sposób, lecz w głowie juz zaczął planować szczegóły jednej z nocy, którą mieli wspólnie przeżyć.

-No wiesz co, po latach postu ty dajesz mi jego kolejne dni. – Aqua uśmiechnął się i zdjął z siebie szatę, zostając tylko w lekkich spodniach. – Zobacz i podziwiaj. – Szarooki odwrócił się i pokazał ukochanemu delikatnie zagojone rany. Wprawdzie w każdym momencie mogły na nowo się popsuć i zacząć ropieć, ale pierwszy raz była widoczna poprawa. – mówiłem, czary ukochany, czary.

Fiołkowooki, klęknął za ukochanym i delikatnie ucałował przerwę miedzy pozostałościami po skrzydłach, jakby pocałunkiem również chciał pomóc.

- Dlatego nie możesz się przemęczać… – mruknął cicho.

-Dobrze. Wiesz, że jak potem w końcu oddamy się sobie, to ja chyba zwariuje od przyjemności. Będzie tak cudownie, jak w raju. Zrobimy sobie nasz własny raj, tutaj i razem. – Aqua ucałował dłoń ukochanego i położył się przy nim na poduszkach. Całował jego skronie, bawił się włosami i pieścił usta. Czuł jak życie wraca do niego.

Chyba nawet gdybym na klęczkach szła, to mi nie wybaczycie ^^”

Niestety ostatnio YI stało, stało, stało… A bo to raz się jechało i tak dalej i tak dalej. Dużo siędziało ale napewno nie tutaj.

Podziękowania należą się jak zawsze Panterce, która niezaleźnie od długości naszych urlopów zawsze zostawi miły komentarz ^^ oraz mojej kochanej Temarice, która jeśli nie zacznie pisać komentarzy to oberwie =.=

 

Zagubiona owieczka cz. III

 

Sala w której obradowali archaniołowie była ogromna. Okrągły stół zajmował centralną część komnaty, zaś nad nim krążył model ziemi, na którym dokładnie zakreślało się morze, lądy a nawet wulkany i rzeki.
- Mamy już wojownika, który ich zabierze, pozostaje tylko sprawa co potem zrobimy z nimi. – Gabriel spojrzał na Samuela, który mimo iż nie był jednym z nich, ten jeden raz mógł zasiąść przy stole obrad. – Są tacy, którzy chcą ich skazania. Ja jestem za opieką nad egzorcystą i ponownymi narodzinami anioła.
- Bzdura! On nawet ponownie narodzony, nadal będzie wierny półdemonowi! – Samuel za wszelką cenę chciał głowy Aquy, zaprzysiągł sobie, że nie dopuści do powrotu skrzydlatego i jego ponownej kariery.
- To niezgodne… – słowa Ariela zostały przerwane przez jednego z urzędników, który wpadł jak wiatr do Sali.
- Imię anioła Aquy zalało się krwią! – młody skrzydlaty pokazał długa listę imion. Krwisty ślad na pergaminie, był niczym piętno Kaina. Spod czerwonego znamienia, ledwo prześwitywały litery, układające się w imię zdrajcy.
- Wyrzekł się nieba i pomazał własną krwią…-Uriel aż zemdlał, zaś Rafael zacisnął dłoń na mieczu. Ci dwaj wierzyli w powrót skrzydlatego chyba najbardziej.
- A więc mamy z głowy jeden punkt obrad – powiedział ledwo słyszalnym głosem Pan Objawień, wykreślając z listy społeczeństwa imię szarookiego anioła. – Wiec pozostaje egzorcysta… I obalenie Sashy, jego tyrania musi sie zakończyć
- Z tym będzie problem – Michał położył jakieś dokumenty oraz rozrysowane drzewo rodu Lucyfera. – Jest siostrzeńcem Lucyfera. W testamencie jest spadkobiercą. Dokumenty i więzy krwi są jego atutami na nas. Nie musze wam przypominać, że Lampka był silny, gdyby chciał, oparłby się sile chłopca. Najwyraźniej dał się dobrowolnie zabić.
- Zaraz! Czemu nagle przestajecie się interesować zdrajcą!? – Samael aż kipiał ze złości. – To on obudził bestię w nasieniu zła, należy mu się kara!
- Wyrzekł się ukochanego nieba, on sam mówi nam, że przyjmuje kare banicji. – Uriel dalej bronił przyjaciela, choć serce bolało go kiedy myślał, że cześć słów Samaela może być prawdą.
- Spytajmy nowego. Był obserwatorem zdarzeń i ich ofiarą. Niech on zdecyduje. Ci którzy są za moją propozycją ręka do góry – Rafael jak zawsze zasugerował dobre rozwiązanie, ku złości przeciwnika Aquy, większość uniosła dłonie ku górze.
- Wejdź! – krzyknął Gabriel, zaś wrota do Sali obrad uchyliły się ukazując sylwetkę ciemnowłosego anioła.
Były mistrz egzorcystów pokłonił się delikatnie, trzymając dłoń na rękojeści miecza.
- Moim zdaniem każdy ponosi winę za to, co się wydarzyło, nawet anioły – odpowiedział odważnie swoim zachrypniętym głosem.
- Czyli powinni być skazani, tak? – Samael znowu wyrwał się i zaczął namawiać wszystkich do ścięcia Aquy. – Widzicie, on też jest za tym.
- Siedź cicho Samaelu, daj mu mówić – Gabriel ruchem ręki zabronił skrzydlatemu się odzywać, zaś głos przekazał ciemnowłosemu. – Mów dalej, co nam proponujesz jako obserwator oraz osoba, która zna sprawę najlepiej.
- Proponuje dokładnie się dowiedzieć, co dzieje sie w piekle, jakie plany ma Sasha, co stało sie z Aquą i…. Jak czuje sie wieziony egzorcysta – Erick musiał powstrzymać drżenie głosu, gdy wspominał ukochanego o którym nie zapomniał i tęsknił za nim nawet w niebie.
- Zatem idź, masz nasze błogosławieństwo – wszyscy prócz Samaela wykonali gest krzyża za odchodzącym aniołem o ciemnych jak noc skrzydłach.
*
Sasha ciągle patrzył podejrzliwym wzrokiem na anioła. Jego aura niebiańskości zanikła całkowicie. Włosy trochę zmatowiały, skóra stała się mniej gładka, lecz oczy nadal były szare i lśniły jak metalowe blaszki.
Wyglądał jak naprawdę piękny młodzieniec, tylko paskudne kikuty wystające z ramion niszczyły nowy wygląd Aquy.
- Nie patrz tak na mnie. Miałeś pisać – były wysłannik nieba miał teraz prawo poruszać się po pałacu, ale tylko w obecności Sashy. Śledził młodego władcę niczym cień, nawet w godzinach pracy przesiadywał w jego gabinecie i sprowadzał dokumenty, bądź czytał książki o prawie piekła. – Wiesz, że łamiesz ponad 50 praw, które ustanowił Lu.
- I dobrze, szkoda, że jest ich aż tak mało – burknął niezadowolony Saha w momencie, gdy złamało mu się pióro – Podoba mi się zasada wyznawana przez władcę francuskiego w XVII wieku… Król stanowi prawo, ale sam jest ponad nim – zaśmiał się cicho.
- To złe prawo, lepsza jest ideologia oświecenia. Króle jest sługą państwa i działa na jego dobro – Aqua stał się dosyć śmiały i przestał bać się Sashy, choć czasami wiedział kiedy ma się zamknąć, aby nie rozjuszyć młodzieńca. Nieraz go krytykował, ale delikatnie. Zazwyczaj wplatał swoje zdanie w jakąś historyjkę, lub udawał, że wyczytał to z akt. – Taki władca musi być niesamowity. Chciałbym kiedyś takiego poznać. To na pewno osoba, którą bym podziwiał i szanował. – Tym razem stosował metodę zazdrości i lekkiego podpowiadania Sashy co go niby pociąga.
- Skoro byś ją podziwiał, to życzę udanego szukania – burknął niezadowolony Sasha, marszcząc z niezadowoleniem czoło, a jego usta mamrotały jakieś przekleństwa, kierując je zapewne pod adresem anioła.
W obecnosci Aquy chłopak o wiele lepiej panował nad swoimi wybuchami nagłej złości, czy bezcelowym uśmiercaniem niewinnych demonów, lecz ciągle był tyranem, przed którym każdy padał na kolana.
- Sasha ja tu mówię o tobie no! – jęknął szarooki i podszedł do biurka opierając się na nim łokciami i praktycznie na nim się kładąc. – Byłbyś cudownym monarchą. Władza ci pasuje i dodaje uroku, ale… Tyrania wszystko niszczy. Jeśli daje będziesz tak robił to zabraknie demonów do zabijania. Zabijesz wtedy mnie?
- Nie chcę już zabijać, ale… – nastolatek nerwowo zaczął skubać mankiet swojej szaty, jak gdyby tłumaczył się przed swoim zwierzchnikiem. – I tak nie będą sie mnie słuchać a ja muszę wiedzieć, że nikt mnie nie obali…
- To może stwórz im godne warunki do życia. W aktach wyczytałem, że tu panuje okropny głód a mieszkańcy piekła ciągle polują na siebie nawzajem… Sasha to jest okropne. Jako władca musisz coś z tym zrobić. – anioł podsunął nastolatkowi dokumenty potwierdzające jego słowa. – Oni dziczeją, jeśli dalej to tak pozostanie, na pałac rzucą się hordy dzikich i głodnych demonów. Demon, który dziczeje jeszcze bardziej charakteryzuje się tym, że nie panuje nad swoją przemianą w chwili strachu czy gniewu, traci postać człekokształtną i nabiera zwierzęcej.
- To znaczy, że robią się niebezpieczni… – mruknął chłopak i aż zadrżał. – Czyli mogłem zginać… – dodał cicho i westchnął, lecz zamiast przeczytać raport po prostu zrzucił go na ziemię. – A skoro jest im tak źle to niech idą na ziemię… Egzorcyści się pobawią bynajmniej.. – prychnął.
- Sasha! Jak możesz tak mówić! – Aqua aż się podniósł. – Wolisz narazić niewinnych ludzi? To twoje błędy! Musisz je naprawić! Pomogę ci przecież… – szarooki ujął dłoń półdemona i spojrzał na niego błagalnie.
- Przestań mnie zmieniać na siłę! Skąd możesz wiedzieć, czego ja chcę? A może o to mi właśnie chodzi, żeby zniszczyć wszystkie trzy światy?! – fiołkowooki wyszarpnął swoją dłoń i skrzyżował ręce na piersi, starając się uspokoić.
- Rób co chcesz, ale pamiętaj, że zniszczysz wtedy także świat w którym uwięziłeś ojca i mnie… A raczej w którym daliśmy się uwięzić, bo cię kochamy – anioł usiadł w koncie i spuścił wzrok na swoje stopy aby nie patrzeć na wściekłego chłopca. Znowu jego starania nic nie dały. Powoli się zastanawiał, czy zmiana Sashy jest możliwa.
- Gdyby on mnie kochał, to nie myślałby ciągle o NIM – warknął półdemon i aż się skrzywił na samą myśl o Ericku. – Nienawidzę go za to, że zabrał mi ojca, że zniszczył mi życie. To wszystko jego wina! Gdybym mógł zabiłbym go jeszcze z tysiąc razy rozkoszując sie jego męczarnią…
Aqua patrzył na Sasha znowu z przerażeniem. Zamilkł i bał się odezwać. Miał chociaż nadzieję, że chłopak żałuje morderstw na tych niewinnych ludziach i demonach, ale mylił się.
- Pan Erick uratował serce twojego taty i sprawił, że był gotów ciebie pokochać, powinieneś mu dziękować! – Aqua popłakał się jak małe dziecko i skulił w kącie. – Angelus był zimny i okropny! Wiem bo to ja nadzorowałem zawsze spis dusz w szkole egzorcystów! On był z nich wszystkich najgorszy i okrutny! To on go zmienił!
- Mój tata nigdy nie był zły! – to doprowadziło ciemnowłosego do prawdziwej furii, lecz zamiast wyładować się na aniele, wbił sobie pazury w przedramię, wyjąc ze wściekłości i bólu zarazem.- Ciągle tylko kłamiesz! Kłamiesz!
Aqua ze strachu zaczął się modlić i poruszać palcami, jakby odmawiał różaniec. Bał się nawet spojrzeć na młodzieńca, który mógłby go zabić w mgnieniu oka, tak jak innych mieszkańców piekła.
- Ja nie kłamie… Nie kłamie… – szeptał cicho i kiwał się aby uspokoić.
- Zgubiłem się… – powiedział nagle nastolatek, siadając z powrotem na krześle i patrząc jak krew wpływa po jego ręce, zaś w jego oczach pojawiły się łzy, a pazurem zaczął bawić się raną, po chwili zlizując posokę z swojego palca.
- Sasha? – anioł spojrzał niepewnie na chłopaka dalej szepcząc w myślach modlitwę do Pana. – Co powiedziałeś? – niepewnie, niczym dziecko, które chce spojrzeć pod łóżku kiedy słyszy chrobot spod niego, podszedł do półdemona i popatrzył na niego. Duże soczyste krople łez spływały po jasnych policzkach, zaś krew płynęła strumyczkiem na podłogę. Aqua wymówił zaklęcie leczące i zatamował krwotok, poczym przytulił się do ud nastolatka. – Sasha…
- Nie wiem, co się ze mną dzieje… Ale cos każe mi zabijać, nawet gdy tego nie chcę. Jakby coś jeszcze żyło we mnie a ja nie potrafiłbym z tym walczyć – wytłumaczył cichym głosem. – Faktycznie jestem ziarnem zagłady, zagubiona owcą, jak mnie kiedyś nazwałeś…
- Ale teraz jesteś moim ukochanym Sashą. Żadną owieczką, czy nasieniem zła. To wszystko brednie, które pchano mi do głowy, gdy byłem w niebie. Sasha kocham cię, wypędzę to coś, tą ciemną stronę. Wybacz, że ją obudziłem… – Aqua przytulił się mocniej obejmując chłopca ramionami w pasie. Kroplami łez nasączał piękną szatę młodego władcy.
- Zabij mnie, pójdę wszystkim na rękę. Niebo nie będzie musiało mnie ścigać, Ty byłbyś nareszcie całkowicie wolny a mój ojciec… On i tak pozostanie na zawsze juz taki – fiołkowoki wczesał palce w włosy anioła.
 - Żal za grzechy jest piękny, pamiętaj. Jeśli żałujemy czynów które popełniliśmy, nasze dusze ciągle mają szansę na odkupienie winy. Razem… Ty i ja odbudujemy piekło, stanie się piękne i dobre dla demonów – Aqua uśmiechnął się i scałował łzy z policzków chłopca. – Tęskniłem, Sasha… – anioł bez chwili namysłu zaczął całować ukochanego, obejmować i tulić w swych ramionach. – Tak bardzo tęskniłem za tobą.
- Ale przecież ja ciągle byłem. Dlaczego nie potrafiłeś mi tego szczerze powiedzieć wcześniej? – zapytał fiołkowooki, pozwalając sie po raz pierwszy obejmować.
- Kiedy patrzyłem na Ciebie, bałem się, że mnie zabijesz… Ledwo potrafiłem się odezwać, co tu już mówić o wyznaniu miłości – anioł złączył ich czoła i gładził jasne policzki nastolatka. – Byłeś taki zimny, okrutny i obojętny… Ciemność ogarnęła całe twoje ciało, ale teraz znowu jesteś sobą. Obiecuje, że będę teraz przy tobie, już zawsze – Aqua całował Sashę bez opamiętania, nie chciał go puszczać, pragnął mieć blisko i tylko dla siebie. Uwielbiał być zachłanny. Sasha znowu był jego i tylko jego. – Nigdy… Nigdy już Cię nie oddam nikomu, będę Cię bronił nawet za cenę mojej duszy i życia.
- Nie Aqua, ja juz zawsze taki pozostanę, będę miał takie napady i nie uda mi się ich powstrzymać, lecz gdy się to będzie działo błagam cię… Nie pozwól abym wyrządził innym krzywdę, juz lepiej abym ja cierpiał a nie ktoś inny – nastolatek zamknął oczy i odetchnął spokojniej, delektując się bliskością anioła.
- Dobrze. Mimo iż nie jestem już aniołem, sługą Pana i jego dzieckiem… To dla ciebie, będę stróżem, twym aniołem opiekunem – Aqua wziął spłakanego młodzieńca na ręce i wyszedł cicho z gabinetu. Zaniósł swego młodego władcę do jego komnaty i ułożył w pościeli, w której nie odpoczywali razem od czasów, gdy Lucyfer został zabity w tym łóżku.
Gdy Sasha spał, Aqua czuwał nad jego snem i odganiał koszmary zaklęciami. Czuł, że Bóg jednak go nie opuścił i dał nowe zadanie. Ciągle miał zaklęcia i swoją wiarę, dlatego mógł służyć dobrocią i radą swemu ukochanemu.
- Będę Cię bronił mój ukochany władco. Nie martw się, Bóg cię kocha i dał ci anioła.

Daleko…

10 komentarzy

Inu tęksnia… :(

Widzieliście jak potworki ślicznie wyglądają? Dziękuję za ich karmienie oraz proszę o opiekę nad nowymi ^^

Notka!

Tymczasem piekło wrzało mocniej niż zawsze. Angelus, zazwyczaj spokojny i raczej dziecinny, wymknął się strażnikom i uciekł ze swojej komnaty. Właśnie wtedy, gdy Sasha obradował z pozostawionymi przy życiu lordami.
Reakcja nastolatka była łatwa do przewidzenia. Wybuchł nagłą złością, przerzucając przez całą salę pojemnik z atramentem.
- Macie go znaleźć! – wrzasnął na kulących się strażników, którzy nisko się kłaniając szybko ciekli, zaś lordowie zachowywali milczenie, bojąc się, że cała furia skupi sie właśnie na nich.
- Pan Angelus wybiegł śpiewając o aniele w klatce… – doradca Sashy wyszeptał jedyną wiadomość, jaką uzyskał od strażników. – Postawię nowych strażników przy Waszej Wysokości sypialni i zamkniemy tamtejsze korytarze dla służby. Proszę wybaczyć za tą plotkę.
- Nienawidzę was – wykrzyknął półdemon i wstał od stołu, nerwowo przechadzając się wzdłuż niego. – Nienawidzę, nienawidzę… – mamrotał dalej, po czym wyszedł z komnaty i udał się do sali tronowej, mając nadzieję, że wpadnie prędzej na ojca, niż ktoś nieproszony.
To, co zobaczył wywołało na chwilę u niego uśmiech.
Jasnowłosy stał na palcach i zaglądał do wielkiej wazy. Wkładał tam ręce i ciągle próbował zobaczyć jej wnętrze.
- Sasha! – nagle krzyknął do ogromnego, glinianego naczynia – Jesteś tam? Sasha? Tu Tata! Wyjdź!
- Już wyszedłem, ale tego nie zauważyłeś – ciemnowłosy chłopak na chwilę zapomniał, że jest potężnym władcą.
Chciał podbiec do ojca i go przytulić jak niegdyś, lecz naraz sie opamiętał, a jego mina znów przybrała obojętny wyraz.
- Sasha! – mężczyzna podbiegł do nastolatka i zaczął się do niego przytulać. – Bawię się w chowanego z takimi dwoma panami, pobawisz się z nami? – blada twarz śmiała się tak nienaturalnie, szeroko i radośnie, że aż niedobrze się od tego robiła. Sasha mimo stanu, w jakim znajdował się Angelus, dalej go kochał. Kochał ojca i dbał o niego, lecz wiedział, że nigdy się do tego nie przyzna. – Schowam się za tą zasłoną! – krzyknął i poleciał za ciężką kotarę na ścianie.
- Panie! – lordowie wbiegli na salę tronową, co nie bardzo podobało się Sashy. – Słyszeliśmy jakieś krzyki, czy wszystko w porządku?
Doradca kiwnięciem głowy wskazał tron, władca musiał tam siedzieć przemawiając.
Ciemnowłosy niepewnie zasiadł na swoim miejscu, a jego wzrok, co chwile kierował sie w stronę zasłon, gdzie stał schowany mężczyzna.
- Nic sie nie stało – powiedział niemal z syknięciem w głosie, dając do zrozumienia, że chce pozostać sam i to jak najszybciej.
- Panowie lordowie pozwolą, ale nasz władca pragnie pozostać sam – grupka lordów popatrzyła na starca i uznała to za idealny moment, aby uciec sprzed straszliwego majestatu Sashy.
- Bóg kocha swe dzieci… – cichutki, słodki głos sparaliżował zebranych w Sali. Ich oczy niczym ciągnięte melodią spojrzały w stronę okna. Na parapecie, niczym wielki gołąb siedział Angelus, jego pieśń rozbrzmiewała dzięki akustyce i nabierała siły, gdy mężczyzna zaczynał śpiewać coraz głośniej. – Bóg jest naszym ojcem, przygarnia zbłąkane owieczki!
O ile to było możliwe Sasha zrobił sie jeszcze bledszy, a jego fiołkowe oczy przez chwile wglądały jakby sie zaszkliły, lecz po chwili zalśniła w nich złość, jakiej nikt jeszcze u nastolatka nie widział
- Wynoście się! – wrzasnął na oniemiałych lordów, którzy zapewne wykorzystają tą sytuację przeciwko niemu.
Gdy ostatni demon w popłochu opuścił salę, młody i wybuchowy władca powolnym krokiem zaczął podchodzić do ojca
- Jak mogłeś mi to zrobić? – zapytał drżącym głosem, zginając i prostując palce, aby się uspokoić i nie zrobić mu krzywdy.
- Bóg kocha dzieci, on wszystkie chce je mieć – śpiewał dalej Angelus, uśmiechając się jakby nie zauważył całego zamieszania, które powstało.
- Dlaczego mi to robisz!? – huknął nastolatek i złapał ojca mocno za koszulę, ściągając tym samym z parapetu. – Odpowiedz! – spojrzał w obłąkane oczy jasnowłosego.
Angelus chciał zaśpiewać kolejną zwrotką, ale zamilkł, zbladł, usta mu posiniały, a dłonie drżały jak w ataku epileptycznym.
- Diabeł! Zabierzcie go! Zabierzcie! Erick! Erick! – białowłosy rzucał się i odpychał syna drapiąc paznokciami jego twarz. Jego strach był trudny do opisania, trząsł się niczym poparzony, ale jego ciało wyglądało jak powoli obumierające. – Erick, proszę pomóż mi!
Krzyki, nawoływanie dawnego kochanka, którego Sasha zabił osobiście, jedynie bardziej go rozwścieczyły. Rzucił ojcem o okno i gdyby nie interwencja starego doradcy zabiłby i jego.
- Panie, to obłąkaniec, proszę o litość dla niego! – mężczyzna złapał uniesioną dłoń młodzieńca i zawisł na niej. Ku jego szczęściu Sasha uspokoił się i jedynie patrzył na nieprzytomnego Angelusa, który we śnie przypominał normalną osobę.
- Niech go ktoś zabierze do jego komnaty – szepnął fiołkowooki, poczym wyrwał swoją dłoń i odwrócił się. – Nie chcę dzisiaj nikogo widzieć, nikogo. Czy to zrozumiane? – nie czkając na odpowiedź udał się do swojej sypialni, w której nie był od poprzedniego wieczora.
*
Aqua jak zawsze siedział na łóżku i wpatrywał się w przestrzeń. Gdy do pokoju wszedł młody władca piekła, odwrócił się w stronę drzwi z obojętnym wyrazem twarzy. Czasami bał się okazywać jakiekolwiek emocje w stosunku do chłopaka, ponieważ ilekroć okazywał zainteresowanie bądź czułość, Sasha uciekał bądź karał go.
- Słyszałem krzyki. Ktoś śpiewał pod moim pokojem. To była ładna pieśń. – mówił drętwo i spokojnie. Wyjął kawałek ścierki spod poduszki i zaczął wyszywać. – Jak się czuje Angelus?
- Nie wypowiadaj imienia mojego ojca – syknął półdemon i usiadł koło łóżka, opierając jedynie o nie swoje plecy.
Wyglądał jakby nagle miał powiedzieć „mam tego wszystkiego dość”, rozpłakać się i obudzić z tego koszmaru.
- Co zrobił? To on śpiewał? Aqua dotknął ciemnych włosów chłopca i delikatnie je pogładził, niczym ojciec własne dziecko. Widział, że Sasha nie ucieka więc pozwolił sobie na kolejny krok. Zbliżył się i przytulił do szyi nastolatka. – Uspokój się i nie myśl o tym, jutro zawsze przynosi coś lepszego.
- Nie będzie lepiej, będzie tylko gorzej! – chłopak znów podniósł głos, jednak natychmiast sie uspokoił.
Anioł mógł wyczuć jak ciało chłopaka drży ze złości i rozpaczy zarazem, miał wrażenie, że ta niewinna istotka zaraz się rozpłacze w jego ramionach tak, jak zrobiłby to dawny Sasha, który nie mógł sobie z niczym poradzić.
- Jesteś silny i będziesz walczył, musisz walczyć mój mały – Aqua musnął ustami skroń chłopca i pogłaskał dłońmi jego ramiona, szyję a potem policzki. Pieścił delikatnie palcami kark, który był spięty jak u dorosłego człowieka, obciążonego tysiącami problemów. – Wierze w Ciebie.
- Gówno prawda! – Sasha zerwał sie nagle i nienawistnym wzrokiem zmierzył postać posłańca bożego. – Gdybyś mógł już dawno byś stąd uciekł a mnie wydał tym swoim psom z nieba! Jesteś tak samo obłudny jak inne osoby, które mnie otaczają! – ostre oskarżenia posypały się pod adresem Aquy
- Niby jak mam wrócić do nieba!? – Aqua powoli przestawał nad sobą panować. Zacisnął dłonie na szacie i spojrzał miną pełną nienawiści na chłopaka. – To ty oberwałeś mi skrzydła, ty zabiłeś Lucyfera! Wszystko, co tu się dzieje to twoja wina! Więc walcz żeby to naprawić, bo inni wokoło starają się odpokutować swoje winy!
- Milcz już, milcz! – Sasha ukląkł na ziemi i ukrył twarz w dłoniach.
Ten drobny chłopak w końcu nie wytrzymał. Był wściekły na anioła, że doprowadził go do takiego stanu. Jego ciało drżało od powstrzymywanego płaczu.
- Sasha… – skrzydlaty ukląkł przy nastolatku i ujął jego zapłakaną twarz. – Ja też jestem winny, ale staram się jak mogę, aby wszystko naprawić. Proszę, wróć do dawnego siebie. Zakończ tą dziwną grę w króla piekła i odejdźmy. To miejsce ciągle Cię zmienia… Twoja ludzka część zanika, ja to czuje.
- Ty nic nie wiesz. Nie chce z tobą rozmawiać, słyszysz mnie? Nie chcę – lecz na przekór swoich słów ciemnowłosy przytulił się i w końcu pozwolił sobie na chwile słabości, której jedynie Aqua był świadkiem, lecz zapewne nie minie kilka godzin a chłopak znów stanie się strasznym tyranem, który siał w piekle strach.
- Sasha. Moja malutka owieczko, walcz! Proszę, kochany mój, walcz i nie daj ciemności pożreć człowieka w tobie. Ludzka część ciebie to twój ratunek. Kochaj! – Anioł przycisnął mocno chłopca do siebie i zrosił włoski swoimi łzami. Całował Stronia, czoło, policzki. W końcu mocno przylgnął do ust nastolatka składając na nich pocałunek, który Sasha nie zapomni przez najbliższe dni. – Walcz!
Fiołkowooki wstał z ziemi, a jedynie mokre policzki i lekko czerwone powieki mogły świadczyć, że półdemon płakał. W jednej chwili sie uspokoił i bez słowa opuścił komnatę. Miał wrażenie jakby znalazł sie w jakimś koszmarze, który musiał trwać. Zapomniał o czymś takim jak miłość drugiej osoby względem niego. Narzucił płaszcz na swoje wąskie ramiona a kaptur na głowę, po czym wymknął sie z zamku.
Szedł szybko tylnym ogrodem, który niegdyś pokazał mu Lucyfer. Drzewa i kwiaty były dumą władcy, ponieważ wiele swej mocy przeznaczył na rozwój małych nasionek w tym koszmarnym miejscu.
Każdy z tych starannie wyhodowanych tworów usechł i obumarł. Sasha nie dbał o nie czując ciągle aurę wuja w każdej ich części.
Prosto z ogrodu było ukryte przejście na jedną z uliczek. Sasha przeszedł między obluzowanymi kawałkami metalu i stanął na ciemno czerwonej kostce brukowej, którą jak głosi legenda Lucyfer zrobił ze stworów zamieszkujących otchłań.
Sam dokładnie nie wiedział dlaczego się wymyka. Szedł jakby we śnie, kierując się podświadomie na niegdyś jedną z bardziej ruchliwych ulic, lecz teraz i ta świeciła pustką.
- Gdzie są wszyscy? – zaczął sie zastanawiać, idąc dale przed siebie i spoglądając jedynie pod własne nogi.
- Hej, ty! W imieniu króla, zatrzymaj się! – usłyszał Sasha za sobą głos jednego z żołnierzy, który u niego służył.
Obrócił się i aż uchylił usta ze zdziwienia. Pokaźny demon szedł do niego z widocznym zamiarem pozbawienia go życia. Zamiast pokazać kim jest naprawdę, chłopak zaczął uciekać i schronił się w jednym z zaułków, ciężko oddychając.
- Co sie dzieje….
- Cicho – wyszeptał ktoś tuż obok niego. – Nie wolno nam chodzić po ulicy, gdy władca jest zły. Jesteś tu pewnie nowy. Musisz nauczyć się reguł, jakie tu panują – nieznajoma istota zaciągnęła wystraszonego Sashę do jakiejś nory i podała kawałek starego chleba. – Jedz. Po przejściu przez wrota piekła zawsze jest się głodnym – brudna i łysiejąca dziewczyna ruchem ręki o długich szponach zachęcała młodego monarchę do jedzenia. – Jesteś demonem czy człowiekiem zesłanym tutaj?
- Półdemonem – szeptał nieśmiało ciemnowłosy, lecz nie ugryzł podanego pożywienia, a na sam jego widok zrobiło mu sie niedobrze. – Aż taki straszny ten władca? – zapytał niepewnie, chcąc sie dowiedzieć, co na jego temat myślą inni.
- To tyran. Cud, że żyjesz. Mieszańców podobno morduje osobiście – dziewczyna zabrała pleśniejące jedzenie i sama zaczęła jeść. – To potwór. Wole iść do nieba, niż spotkać jego. Niech anioły wyrywają mi resztki włosów przez lata jeśli powiem coś dobrego o tym mordercy. Chodzą plotki, że utrzymuje jakieś dziwne pakty z niebem i dlatego może rządzić. Zwykły zdrajca. Zabił Pana Lucyfera.
- To dlaczego lud się nie zbuntuje, przecież gdyby demony chciały to mogłyby go pokonać… – Sasha sam nie wierzył słowa, które wypowiadał, lecz pragnął jak najwięcej wyciągnąć z demonicy, którą w pierwszej chwili postanowił zabić, lecz gdyby to zrobił, jej słowa okzałyby się prawdą.
- Boją się. Ten nowy władca zabił Pana Lucyfera. On był dobry, ale każde dziecko wiedziało, że wzniecił bunt w niebie. Był dobry i silny. W jego czasach były bunty – dziewczyna znowu odgryzła kawałek chleba i chciała poczęstować nastolatka, gdy ten odmówił wepchnęła sobie całość do ust i pożarła w jedną chwilę. – Kto jest na tyle głupi, żeby postawić się silnemu i złemu.
- Nie wiem… Ja juz pójdę – Sasha wstał i dziękował losowi, że jego rozmówczyni ani razu nie prosiła go aby ten zdjął kaptur, czy się przedstawił. – Czyli, ze twoim zdaniem teraz jest to prawdziwe piekło? – zadał ostatnie pytanie.
- Piekło było za Lucyfera. Teraz to jest coś nowego. To miejsce jest gorsze od piekła jakie widzą ludzie w snach. To jest miasto cierpienia, głodu i śmierci. Czemu pytasz? – demonica usiadła na ziemi i zaczęła drapać się po głowie, wyrywając sobie kolejne, ledwo trzymające się włosy.
- Tak jakoś… – Sasha spojrzał na dziewczynę i skrzywił sie lekko, dopiero teraz ta mogła dostrzec jego fiołkowe oczy.
- Kim ty jesteś chłopaczku? – spytała pokazując kły i zaczęła powoli się podnosić z ziemi. – Nowy jesteś, ale pachniesz siarką i naszym miastem. Skąd jesteś? – nim Sasha zdążył zareagować bądź odejść, demonica już siedziała bliżej jego nóg i spoglądała na niego czerwonymi oczami. – Gadaj, albo ściągane na nas straże. 
- Co cie to obchodzi? I tak mnie nigdy więcej nie ujrzysz – syknął juz swoim normalnym tonem a jego delikatne dłonie zacisnęły się w pięści, zaś paznokcie boleśnie wbiły w skórę.
Dziewczyna zawyła jak pies, jej kły wydłużyły się a pazury zaostrzyły. Plecy pokrył rządek kolców. Wyglądała jak jakiś mutan bądź dzikie zwierze. Szczerzyła ostrze żeby i ciągle wyła, aż do momentu, gdy przybiegli strażnicy. Wtedy się uspokoiła i wróciła do swej poprzedniej formy.
- Znalazłam mieszańca. Dajcie mi jakieś jedzenie. Znalazłam mieszańca!
W tym momencie młody władca nie miał wyboru. Zdjął kaptur a oczom demonicy ukazała się niezwykle piękna, niczym u elfa twarz. Lekko skośne, fioletowe oczy patrzały na nią nie ze złością czy innym negatywnym nastawieniem.
- Udam, że nic nie słyszałem dzisiaj… Ale następnym razem zginiesz… – to było niesamowite, usłyszeć z ust tak pięknego i na pozór łagodnego młodzieńca tego typu słowa.
Mieszkanka nory zaczęła się cofać na czworaka aż zniknęła w ciemnym kącie, jedynie oczy które teraz paliły się czerwienią pełną strachu, zdradzały jej obecność.
- Co tu się dzieje?! – trzech strażników podbiegło do dziury, gdy ujrzeli Sashę padli na kolana. – Panie! Czy nic się nie stało Waszej wysokości?!
- Nie – odpowiedział nastolatek, zarzucając z powrotem kaptur na głowę. – Zostawcie ją i odejdźcie, nie potrzebuje eskorty… – wyminął ich i szybkim krokiem wyszedł z zaułka.
Miasto płonęło czerwienią. Krew spływała w niektórych miejscach, co oznaczało, że była świeżą. Na pomniku ku czci Sashy, na jego wyciągniętych dłoniach wisiały głowy skazanych lordów. Posoka jeszcze z nich skapywała, lecz u podnóża posągu kostka zaplamiona była krwią wielu nieposłusznych mieszkańców piekła, których mordowano u stóp kamiennego władcy.
Młody monarcha miał już dosyć tych widoków, więc wrócił do swego pałacu. Tylko tu nie musiał patrzeć na skutki swoich piekielnych decyzji.
Piekło, faktycznie było jeszcze gorsze niż niegdyś.
- Oni nienawidzą mnie a ja ich, jesteśmy kwita – mruknął chłopak sam do siebie, spacerując szybkim krokiem po sali tronowej.
Miał wrażenie, że zaraz znów ujrzy czerwone oczy dziewczyny, lordów, których pozbawił życia i innych niewinnych istot, jak idą po niego i chcą mu zadać takie samo cierpienie
- Panie… – stary dobry doradca wszedł nieśmiało do Sali. – Cos się dzieje z aniołem… z komnaty słychać krzyki.
Sasha w pierwszej chwili popatrzył pustymi oczami na starca, poczym zrozumiał co do niego mówi. Wybiegł z Sali tronowej i pognał do swej sypialni. Zza drzwi faktycznie dało się słyszeć krzyki pełne bólu. Młody władca zrzucił wszystkie pieczecie i wbiegł do pokoju, gdzie przebywał jego drogocenny więzień.
Aqua zaciskał dłonie na pościeli i starał się znieść ból wychodzący z ran. Ostre i bolesne ukucia dochodzące z ramion doprowadzały go do istnego szaleństwa. Modlił się i błagał w myślał swego Pana o pomoc. Ciężkie krople czarnej krwi spływały po jego plecach razem z jakąś mazią. Sasha poznał specyfik który wyżerał ciało jego więźnia. Maść, którą dostał od swoich medyków.
- Sasha… – jęknął Aqua widząc nastolatak. – Pomóż mi… – twarz anioła dziwnie przypominała oblicze Angelusa, gdy wzywał Ericka.
- Woda, woda… – półdemon zareagował natychmiast.
Wziął misę i zamiast spokojnie obmyć nią plecy anioła, wylał całość, co przyniosło szarookiemu niezwykłą ulgę. Dłonie nastolatka drżały strasznie. Podszedł szybkim ruchem i zaczął ocierać białym ręcznikiem pozostałości.
- Lepiej? – zapytał cicho.
- Tak… – anioł spojrzał szarymi oczami na władcę i uśmiechnął się smutno. – Coś się stało, prawda? Wyglądasz na takiego smutnego. Mów, będę słuchać. I tak nigdzie nie idę.
- Nic sie nie stało… – Sasha dalej delikatnymi dłońmi gładził kikuty, przynosząc im ulgę.
Półdemon patrzył się na nie i stał się nieobecny, zaś na jego twarzy wymalowało sie skupienie wymieszane z bólem.
- Chce Ci pomóc. Nie zabiłem się w tym przeklętym miejscu tylko ze względu na Ciebie. Na boga czego chcesz ode mnie, abym w końcu stał się Ci potrzebny?! – Szarooki odtrącił czułą dłoń chłopaka i spojrzał mu w oczy. – Zrobię wszystko.
- Przybyłeś tu w poszukiwaniu azylu i pocieszenia w ramionach Lucyfera… – odpowiedział chłodno fiołkowooki, ty razem spojrzał na swoje dłonie, pokryte krwią Aquy.
- Przybyłem wtedy do piekła po Ciebie! – skrzydlaty spojrzał błagalnie na Sashe, pragnął go objąć, ale wiedział, że zostanie odtrącony. – Lu już nie ma, ale ja dalej tu jestem. Zobacz ile ostrych przedmiotów jest w pokoju… Mogłem połknąć igłę bym skrócił swoje cierpienie i niewolę, ale żyje i jestem tu – Aqua ujął zakrwawioną dłoń i przyłożył ją do swojego czoła, nakreślił na nim znak krzyża i scałował kilka kropel posoki. – Dla Ciebie zrzekam się na zawsze nieba!
- Co ty wygadujesz? – szepnął słabym głosem Sasha. – Przecież tak bardzo pragnąłeś wrócić… – chłopak wyglądał, jakby wystraszył się anioła, zabrał swoja dłoń i przycisnął do piersi.
- Powiedziałem to co chciałem, zrzeka się nieba dla Ciebie. Sasha… Nie ma nikogo, kogo bym kochał tak mocno jak ciebie. Moim niebem jest miejsce u twego boku – anioł dotknął drżącą dłonią policzek chłopca, poczym przysnuwał się bliżej i pocałował wargi półdemona. Tym samym przypieczętował odejście z nieba.

Hm, wpierw przydałoby się nakreślić trochę akcje dla tych, co nie pamiętają poprzednich opowiadań.

A więc: Erick i Angelus uczęszczali razem do szkoły egzorcystów, gdzie białowłosy zakochał się w najlepszym uczniu tej placówki. Nerres zmieniał powoli ukochanego, jednak i tak An uległ demonom i został ojcem, opuszczając miłość swojego życia – w taki sposób kończy sie opowiadanie pt. Ślad krwi. W kolejnym śledzimy losy syna Angelusa – Sashy, który poprzez swoja chorą zazdrość doprowadza do największego nieszczęścia. Nawet Aqua, który jest aniołem nie potrafi go zmienić. Młody półdemon jest przyczyną śmierci Ericka jak i samego Lucyfera, dzięki czemu obejmuje absolutne rządy w piekle. A samo opowiadanie Sztuka kochania kończy się słowami zagubionej istoty: 
Szedł pustym korytarzem a jego kroki odbijały się od wysokich ścian. Demon nawet się nie zorientował, kiedy gorzkie łzy zaczęły spływać po jego białej twarzy. Zatrzymał się i osunął na kolana, ukrywając twarz w dłoniach.
-Chciałem być kochanym i kochać, ale nie potrafiłem… Nie potrafiłem…

P.S Nowy stworek do karmienia ^.^ Juz niedługo maj się kończy i moze sie coś pokazać. Pomóżmy teraz Ethan’owi!

Zagubiona owieczka cz. I

W pałacu, najważniejszym pomieszczeniem jest sala tronowa. Zaś tron to miejsce godne jedynie najsilniejszej osoby.
Pięćdziesięciu lordów piekła, którzy przeżyli czystki wśród arystokracji podziemnego królestwa, klęczało u podnóży szczytu schodów prowadzących do najważniejszego krzesła w państwie mroku. Demony ledwo ukrywały drżenie, kropelki potu spływały im po skroniach, zaś dłonie nerwowo zaciskały się na szatach, bądź w pieści.
Poprzedni władca, nie siał w nich takiej zgrozy jak ten obecny przed nimi. 
Bali się podnieść chociażby wzrok na istotę tak silną i okrutną.
- Panie – podstarzały doradca, o trzęsących się dłoniach od ciągłego pisania, podał swemu zwierzchnikowi kartkę z imionami istot, klęczących przed nim. – To już wszyscy, lud na twój rozkaz rozprawił się z całą resztą.
- Czytaj – rozkazał nowy władca, swoim paradoksalnie delikatnym i radosnym głosem.
Na pięknie rzeźbionym tronie siedział wątłej postury nastolatek. Brodę miał opartą na kolanie i znudzonym wzrokiem patrzył na łańcuszek, którym ciągle się bawił, a jego usta układały sie w idealnie prosta linię. Jego niezwykle proste czarne włosy z jasnymi, wręcz śnieżnobiałymi pasemkami, opadały na jego ramiona oraz plecy, zaś fiołkowe oczy nie utraciły swojego blasku, który ciągle sie w nich tlił.
Starzec zaczął powoli czytać każde z imion i tytułów. Zaś władca mówił, kogo zachowa przy życiu zaś, kto pójdzie na ścięcie. Jego głos wymawiał śmierć i życie w taki sam sposób. Delikatnie i słodko.
Zostało tylko 15 lordów spośród 50. Reszta krzyczała i błagała o litość, obiecywała góry złota, moc, służbę i wierność. Nic nie poruszyło pięknego młodzieńca o twarzy nadobnej niewiasty. Jedynie brak biustu, świadczył o płci władcy, wielu mogłoby pomyśleć, że piekło ma teraz królową, nie zaś króla.
- Jestem znudzony – powiedział w końcu i wstał ze swojego siedziska, po czym z gracja zeskoczył na dół schodów i spojrzał na pozostała garstkę demonów, które aż zatrzęsły się, mając świadomość, że młodzieniec sie im przygląda – Ty! – wskazał nagle na wyjątkowo pięknego przedstawiciela swojej rasy. – Go też nie chce… – wypowiedział z kapryśną miną, jakby wybierał zabawki w sklepie. – Reszta może odejść.
- Tak, Najwyższy – odparł doradca, zaś nieszczęśnika zabrano na ścięcie prosto, na główny plac w piekle. – Wasza wysokość, czy życzy Pan sobie czegoś jeszcze? – spytał staruszek, powoli schodząc po schodach. Kuśtykał ledwo ledwo, ale najwyraźniej swoją mądrością oraz oddaniem zaskarbił sobie szczyptę zainteresowania u władcy.
- Żeby dano mi spokój. Informuj mnie tylko wtedy, gdy cos sie będzie działo ważnego, chociaż wątpię, aby coś takiego miało miejsce – Sasha, odgarnął włosy całkowicie na plecy i pobiegł pustym korytarzem wprost do jednej z piękniejszych komnat. – Tato! – wykrzyknął i kręcąc sie wokół własnej osi, zbliżył się do mężczyzny, siedzącego na łożu z baldachimem. – Tęskniłem, tato – upadł na kolana przed nim i położył swoja głowę na kolanach białowłosego.
Blada dłoń, jak u świeżego trupa wczesała palce w ciemne włosy, poczym szybko ją cofnęła.
-Ptaszki nie śpiewają… Czemu żaden ptaszek nie śpiewa? – spytał cicho i dziwnie spokojnie mężczyzna. Puste błękitne oczy spojrzały na wesołą twarz młodzieńca. – Zrób, żeby coś znowu żyło… Ożyw ptaszki… – Sasha patrzył pobłażliwie na ojca, który już od dawna zachowywał się jak dziecko, nieraz jak szaleniec no i czasami popadał w histerie na przemian z euforią. – Umiesz dać życie?
- Wiesz, ze nie potrafię, tato – chłopak zrobił urażoną minkę.
Denerwowało go, gdy Angelus trafiał w jego słabe punkty, podświadomie wypominając mu, że nie jest Bogiem, do którego należy życie i śmierć. Wstał z ziemi i podszedł do stolika, z którego wziął szklankę napełniona wodą.
- Sztuczka z winem?! – zawołał radośnie mężczyzna i wskoczył obiema nogami na materac. – Sasha będzie robił sztuczkę! Sasha będzie robił sztuczkę! Zrób to, zrób to! – jasnowłosy podreptał na czworaka do samego końca łóżka i z dziecięcą miną obserwował swego syna. – Sasha będzie czarował! Sasha będzie czarował!
Młody władca piekieł westchnął ciężko i odwrócił szklankę do góry dnem, zaś jej zawartość sie nie wylała.
- Chciałbyś coś? – zapytał mężczyznę, lecz nie potrafił ukryć zmęczenia przy ojcu, który go wykańczał bardziej niż zamieszki i bunty wybuchające w piekle.
Angelus chwile pomyślał, podrapał się po głowie, poczym usiadł wygodnie na materacu, wyszczerzył się radośnie i wypowiedział swe pragnienie.
- Chce do Erick’a! – jasnowłosy nagle zrobił się strasznie smutny, a kilka pojedynczych łez spłynęło po jego bladych policzkach. – Gdzie jest Erick? Sasha, gdzie jest mój Erick? No i chce sztuczkę z winem, zmień wodę w wino! –ze smutku w radość i odwrotnie, tym razem też tak było. Po rozpaczliwym błaganiu o ukochanego, Angelus znowu się uśmiechał i kręcił jak dziecko.
Woda zmieniła barwę na szkarłatną, lecz nie była winem, a posoką, której Sasha przyglądał się z uwagą.
- On nie żyje i nie wróci do ciebie – powiedział to niezwykle obojętnym głosem, poczym wylał zawartość kryształowego naczynia wprost na głowę ojca.
Białe pasemka przebarwiły się na czerwono, tworząc groteskowy widok
- Nie wróci – powtórzył cicho półdemon i szybkim krokiem wyszedł z komnaty.
Angelus obojętnie spojrzał na krew, która skapywała z jego włosów na pościel oraz dłonie, poczym zlizał czerwone kropelki z palców.
- Nie wróci… – powtórzył słowa syna. Chwile później, krzyczał jak opętany i rzucał się po pokoju. Demony służebne musiały jak zawsze go związać i przykuć do łóżka. Dzikie wrzaski trwały aż do wieczora…
Sasha wiele godzin spędził w swoim gabinecie, który bardziej przypominał sale zabaw dla dziecka, niż miejsce pracy. Wszędzie stały zabawki, lalki, samochodziki oraz figurki. Sasha dostawał to, czego brakowało mu przez wszystkie lata biedy, gdy był dzieckiem i żył w świecie ludzi z ojcem. Do drzwi zapukał doradca, owy staruszek, który jako jedyny nie bał się Sashy lub po prostu dobrze to ukrywał.
- Wasza wysokość, on czeka. Wasza wysokość kazała mi przypomnieć, kiedy przyjdzie pora na zmianę opatrunków.
Fiołkowooki akurat budował zamek z klocków, który po chwili zniszczył, jakby nic mu się nie podobało. Jego wzrok był jeszcze bardziej przerażający niż zwykle.
- Zaraz… Zaraz! – krzyknął i odwrócił sie plecami do demona, ocierając oczy brzegiem szaty, poczym sie podniósł i wyminął bez słowa.
Biegł jak człowiek, którego goni coś naprawdę strasznego, ale chyba najstraszniejszą istotą w pałacu, był właśnie on… Sasha.
Wielkie drzwi, wysmarowane runami, zaklęciami i pieczęciami otworzyły się jak za dotknięciem magicznej różdżki. Działo się tak tylko wtedy, gdy przed wrotami stał władca piekła. Ponieważ owe pomieszczenie, było jego prywatną sypialnią.
Sasha wślizgnął się cicho, ale tak jak zawsze został zauważony. Stalowe tęczówki śledziły każdy jego ruch, niczym kot, gdy poluje na mysz. W tym przypadku, to maluteńki gryzoń rządził, zaś drapieżnik grzecznie słuchał i był zdany na łaskę swego przeciwnika.
Chłopak związał swoje włosy i podszedł do szafki, z której wyjął czyste bandaże. Milczał, co było u niego ostatnio rzadkością. Otarł jeszcze raz oczy i odwrócił się do swojego więźnia, przybierając srogi wyraz twarzy, jakby bronił się tym samym przed urokiem, który mógłby na niego rzucić anioł, siedzący cicho na jego posłaniu.
Aqua posłusznie, bez wydawania rozkazów wiedział, co robić. Odpiął guziczki w szacie, która trochę wisiała na nim. Sasha wiedział, że anioł odmawiał posiłków, do momentu aż głód prawie go wykańczał, wtedy dopiero coś zjada. Stąd piękne ciało straciło na swym uroku, ale tylko troszeczkę. Nadal miał oczy najpiękniejsze na świecie, które Sasha kochał.
Anioł zsunął z siebie całe ubranie, zostając nagi. Odwrócił się plecami do młodzieńca i pokazał swoje rany. Dwa kikuty, ropiejące i ciągle krwawiące niczym stygmaty. 
Pozostałość po skrzydłach.
Półdemon przytulił się do jego pleców, obejmując go dłońmi w pasie, zaś jego delikatne usta pocałowały ostrożnie jedną z ran.
- Musisz jeść… – szepnął cicho, opierając czoło o plecy anioła, zaś jego zwinne i długie palce przesunęły delikatnie po brzuchu ukochanego.
- Nie jestem głodny. Świętuje post – Aqua ledwo powstrzymywał drżenie, gdy czuł na sobie dłonie Sashy. Już nie ze złości, ale ze strachu przed nim.
Dawny skrzydlaty, przeraźliwie bał się drobnego nastolatka, ponieważ doskonale wiedział, do czego potrafi być zdolny.
- Masz jakieś nowe leki na nie? – spytał cicho i poruszył kikutami. – Znowu bolą.
- Myślisz, że nie staram się?! Że specjalnie cię dręczę?! – odwrócił sie znów w kierunku Aquy i natychmiast złagodniał. – Poszukam czegoś nowego…- szepnął znów słodko i powrócił na poprzednie miejsce, mocząc dłoń i delikatnie obmywając pozostałości po skrzydłach.
- Tylko spytałem, przepraszam – taka pokora była zdumiewająca u anioła. Każdy, kto kiedyś znał Aque, powiedziałby, że to nie może być on, że to na pewno inny anioł, lub… Człowiek. – Zostaniesz na noc, czy znowu idziesz pracować? – granatowowłosy zacisnął dyskretnie dłonie w pięści, mając nadzieję, że przynajmniej tym razem będzie miał szansę zostać z młodzieńcem trochę dłużej.
- Nie wiem jeszcze – odpowiedział Sasha spokojnie, zakładając już opatrunek.
Jego wzrok podczas wykonywanych czynności był niezwykle smutny, jakby w chłopaku odzywało się współczucie, bądź żal za czyn, który popełnił.
- Masz dużo pracy? Jest ciężka? – anioł za wszelką cenę chciał nawiązać jakąś żywą konwersacje. Syknął cicho, gdy zapinka drapnęła go w ciało, ale po chwili poczuł jak palce ciemnowłosego głaszczą to miejsce. W takich momentach Aqua zadawał sobie pytanie, czy przypadkiem chłopak się nie zmienił. – Powinieneś odpoczywać…
- To ty odpoczywaj – odciął się nastolatek i szybkim krokiem opuścił pokój, lecz nie oddalił się.
Usiadł pod drzwiami i oparł czoło o podkulone nogi. Gdzieś w głębi pragnął być blisko anioła, ale ciągle pamiętał, co ten mu kiedyś powiedział i jak oszukał.
Sasha nawet nie wiedział jak Aqua żałuje wszystkich swych błędów. Głodówki były tylko jedną z kar, jakie sobie wytyczał dawny skrzydlaty. Rany nie leczyły się, ponieważ anioł podświadomie tego nie chciał. Bóle, gorączka i zakażenia były karą za krzywdy wyrządzone niewinnemu chłopcu.
Aqua podszedł do dzielącego ich drewna i przytulił się do niego. Gładził je czule i pieścił ustami jakby, choć to miało ich zbliżyć.
- Sasha… Wiem, że tam jesteś, proszę zostań na noc – szarooki nie dawał za wygraną i dalej błagał swego Pana o bliskość.
Usłyszał jak kroki władcy piekieł szybko sie oddalają, jakby młody półdemon uciekał nie przed nim, ale przed samym sobą. Sasha bał się znów czuć i kogoś kochać, lecz podświadomie szukał miłości, co wyrażało się w trosce, nawet ukrywanej, względem ojca oraz danego skrzydlatego posłańca.
*
Jeśli już mówi się o piekle, to nieodłącznym tematem i kompanem owej mrocznej krainy jest państwo światła – niebo.
Aquy szukali wszyscy. Jego przyjaciele, zwolennicy, ci, co podziwiali jego mądrość oraz piękno, ale i wrogowie. Istoty, którym szarooki zalazł za skóry i za nic nie chciał wyjść spod niej, duma raz urażona, krwawiła i ropiała od rany zadanej przez zdrajcę.
Samuel czuł się najbardziej upokorzony. Oberwał kopniaka prosto w zęby, przez co stracił jeden błyszczący kwadracik w uśmiechu. Wszyscy chichotali jak to się dał urządzić urzędasowi z kontroli ziemi.
- Czemu ciągle go nie znaleźliście! – dzikie krzyki i warknięcia anioła roznosiły się po całej komnacie obrad. Kwiaty zadrżały czując rosnącą złość w skrzydlatym. – Przybył już nowy? Gdzie on jest?
- Zaraz przybędzie, ale to ci się nie spodoba, Sam – szepnął inny urzędnik w momencie, gdy drzwi do komnaty się otworzyły.
Do sali, gdzie miał swoje biuro Samuel, wkroczył spokojnym, ale dumnym krokiem ciemnowłosy anioł, o równie czarnych jak smoła skrzydłach. Jego zielone oczy pobłyskiwały tajemniczo, lecz krył się w nich również i smutek.
- Wygląda jak upadły – jęknął oszpecony mężczyzna i podszedł niepewnym krokiem do ciemnowłosego młodzieńca. – To rzadkość, wiedzieć czarna skrzydła w nieba. To cecha charakterystyczna dla upadłych skrzydlatych – wyjaśnił, opierając się pośladkami o jakiś stolik. – Nadano ci już imię?
- Poprosiłem, aby pozwolono mi zachować moje ziemskie – odezwał się mocno zachrypniętym głosem, który był niezwykle znajomy, nawet wśród posłańców bożych.
- Rozumiem, wiesz już pewnie, jaki jest twój cel. Jesteś jedyną osobą w niebie, która potrafi rozróżniać aury, szacować ich siłę oraz pochodzenie, dobre bądź złe – Samuel usiadł za biurkiem i kazał podać sobie trochę wina, zaś gościowi krzesło. Rozłożył się na biurku niczym Pan i władca, pokazując nowo przybyłemu, kto tu rządzi. – Musisz znaleźć dwie osoby. Jedna jest nam niezbędna, zaś drugą musimy otoczyć opieką.
- Rozumiem… – odparł młodo wyglądający mężczyzna – Prawdopodobnie wiem, gdzie oni sie znajdują – w jego głosie zagościł trudny do opisania smutek, jak gdyby anielskie serce zaczęło go kłuć boleśnie.
Gdy ciemnowłosy opuścił sale, Samuel aż parsknął śmiechem.
- Jak myślisz, zapomniał o nim? Zachowuje się jakby ten cały Angelus nic dla niego nie znaczył. Cóż, tak jest mi na rękę – znowu się zaśmiał i upił duży łyk wina. – Jeszcze! Musimy świętować! Nasz nowy anioł sprowadzi tu Angelusa, my wydamy wyrok i go zamkniemy, a Aque skaże na ścięcie głowy osobiście.
Na biurku leżało wiele dokumentów, w tym kata nowego skrzydlatego. Przed tragiczną śmiercią był wzorowym człowiekiem bez skazy na honorze i o czystych dłoniach niesplamionych niczyją krwią. Tylko grzeszny związek z drugim mężczyzną był skazą na jego „CV”. Erick Nerres, mistrz egzorcystów, obecnie: anioł wojownik.

Czy ja Was rozpieszczam? Można powiedzieć, że tak. No, ale za piękne komentarze i ich ilość, aż żal nie dać Wam kolejnej, zamykającej opowiadanie notki.  

Może tak z notki na notkę będzie pojawiać się ich coraz więcej? Ach, te marzenia. Co do aktualności. Przy każdym opowiadaniu pojawiło się oznaczenie czy jest ono z gatunku fantasy lub opowiada realną historię.

A teraz pora na odpowiedzi! (czyli to, co Sasi lubi robić najbardziej) Summer love kończy sie w tak nietypowy sposób – można sobie dopowiedzieć resztę historii wedle własnego „widzi mi się”, chociaż tak naprawdę zostawiłyśmy sobie wolne pole manewru jakby kiedyś zachciało nam się pisać ciąg dalszy. Breathlless Night Slider ma jeszcze jedną część (VII) i została już dodana do spisu, a poza tym ukaże się w niedługim czasie kontynuacja opowiadania o Loganie i Kokoro. Bloody killer również ma swój ciąg dalszy, który zostanie dodany (będzie to „trylogia”).

Czytajcie, komentujcie i spędźcie udany wieczór!

P.S Cieszę się, że szablon się podoba.

Shöne Familie cz. IV

Długie i szczupłe palce odgarnęły z jasnego czoła czekoladowe pasemka.
- Jesteś niesamowity maleńki, przespałeś z nim całą noc tylko dlatego, że był chory… – Iwo wzruszył się poświęceniem kochanka. Ucałował go w usta i wziął na ręce. Na palcach zaniósł do sypialni, gdzie znowu zaczął go całować, tym razem namiętnie.
- I.. Iwo… – jęknął dwudziestolatek i juz chciał opowiedzieć wszystko ukochanemu, jednak się powstrzymał, ciągle bojąc się reakcji mężczyzny, który również mógł się okazać bardziej nieobliczalny. 
Odwzajemnił pocałunek i wtulił się w kochanka, znów zasypiając po prawie całej nieprzespanej nocy u boku Ozze, który traktował go niczym nagle upragnioną zabawkę.
- Czy wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie – Aurela zdziwiło to pytanie, ponieważ został wypowiedziane w bardzo dziwnym momencie. Akurat teraz, gdy chłopak tak bardzo potrzebował potwierdzenia głębokich uczuć.
Znów nie odpowiedział, a jedynie ufniej się przytulił, pozwalając się objąć. Wolał nie myśleć jak zareaguje Ozze, gdy odkryje, że nie ma go przy jego boku, lecz bycie z mężczyzną, którego miłował całym sercem było dla niego ważniejsze
- Czemu się trzęsiesz? Zimno ci? – blond włosy mężczyzna ucałował czule czoło ukochanego. – Rozmawiałem z byłą żoną. Przyjedzie niedługo po małego. Za dwa dni dokładnie. Jest wściekła, że jej plan się nie udał.
- Plan abyście byli razem? – zapytał cicho Aurel, nie chcąc nawet na chwile się odsunąć. – Cokolwiek by sie nie działo będziesz mnie kochał, prawda? – musiał zadać to pytanie, aby chociaż na chwile uzyskać spokój
- Ciągle ci to mówię – odparł jasnowłosy. – Wiesz, może to zabawne, ale przy tobie jest mi tak dobrze, jestem spokojny i czuje się kilka lat młodszy. To takie wspaniałe uczucie kochać kogoś tak szczerze – delikatny uśmiech rozjaśnił twarz o surowych męskich rysach nadając jej łagodności. Iwo przytulił się do młodego kochanka i zaczął głaskać jego włosy. – Jestem szczęśliwy będąc z tobą. Nie chce nikogo innego.
- To dobrze… – mruknął zadowolony Aurel i w końcu zasnął.
*
Podczas porannego posiłku Ozze prawie się nie odzywał. Wzrokiem karcił Aurela, zaś ojca prawie nim rozrywał. Zazdrość dziecka, potrafi być nieraz niesamowicie silna.
- To co, dzisiaj luna park, a pojutrze zoo. Za dwa dni przyjedzie po ciebie mama.
Ozze aż zesztywniał słysząc słowa ojca. – Zamknij buzię, to nieładnie pokazywać wszystkim swoje jedzenie.
- Czemu? – spytał jasnowłosy chłopiec prawie płacząc. – Jestem aż takim ciężarem dla ciebie?! – blondyn poderwał się z miejsca, a po policzkach spłynęły mu pojedyncze łzy.
- Postanowiłem, że za tydzień lub dwa zabiorę cię gdzieś na wycieczkę, chce spędzić trochę czasu z tobą sam. Bez osób postronnych. Nawet Aurela.
Chłopca naprawdę zatkało. Nie spodziewał się czegoś takiego po ojcu, któremu sprawiał ostatnio celowo same kłopoty. Włączając szantażowanie Aurela.
- Czemu…?
- To chyba normalne, bo jesteś moim synem. Kocham cię – Iwo znowu spojrzał na gazetę ukrywając nim swoje zmieszanie. – To normalne, że chce być ważną częścią twojego życia.
Dwudziestolatek spojrzał na mężczyznę i uśmiechnął się ledwo dostrzegalnie. Był naprawdę wdzięczny za taki obrót spraw, zwłaszcza, że nic nie musiało się wyjawiać. Musiał wytrzymać tylko dwa dni.
- Zabrać cos do picia? -zapytał młodzieniec, starając się w myślach przygotować plan ich dzisiejszej wycieczki.
- Kupimy coś po drodze. – Iwo wstał od stołu, poczym mimo protestów syna, wziął go na ręce. – Ciągle jesteś małym chłopcem, lubisz zabawki i chcesz ich mieć dużo. Mam nadzieję, że kiedyś ta samolubność zmieni się w wielką miłość do drugiej osoby. Tak było w moim przypadku. Dzięki Aurelowi, zrozumiałem jak ważny dla mnie jesteś, a raczej obaj jak wiele dla mnie znaczycie – mały Wulf wrócił na ziemię, zaś jego ojciec poszedł się ubrać do sypialni.
- Przepraszam – rzucił na obchodne Ozze, gdy mijał kochanka swego rodziciela.
Aurel nie był przekonany, co do tego czy jego problemy minęły, lecz wolał przyjąć taka opcję.
*
Iwo w parku rozrywki wyglądał jakby przeszedł z dwoma synami, co wywoływało uśmiech na mijających ich osobach.
- To, na co teraz? -zapytał szatyn i uchwycił dłoń starszego Wulfa, zapominając się, że są w miejscu publicznym.
- Wybieraj mały – decyzja leżała w rączkach chłopca. 
Ozze wybrał najpierw bardzo szybką kolejkę, potem diabelski młyn, kolejną kolejkę, karuzelę… Zabawa trwała ponad trzy godziny. Za każdym razem z atrakcji korzystali tylko Aurel i jasnowłosy chłopiec, co poniekąd pozwoliło im się zbliżyć do siebie.
W jedenastolatku toczyła się wojna, gdy usiedli do obiadu w restauracji. 
Wcześniej uważał ranienie ojca za dobrą rzecz, myślał, że należało mu się. Wolał jakiegoś tam kochanka zamiast syna. Było inaczej, ale chłopiec dostrzegł to za późno. Zranił Aurela, ojca i samego siebie.
- Idę do łazienki, zaraz wracam – postać mężczyzny zniknęła w drzwiach do toalety. Wtedy Ozze podniósł wzrok na czekoladowowłosego młodzieńca.
- Przepraszam. Wiem, że to mało, ale przepraszam.
- Chciałeś na mnie sie odegrać za to, co spotkało twoja rodzinę, prawda? – zapytał dwudziestolatek ze stoickim spokojem, podpierając swoją głowę na dłoni i patrząc na małego blondynka bez żadnych negatywnych emocji.
- Chyba tak. Byłem wściekły na ojca. To zaczęło się już wtedy, jak wszedłem do mieszkania i zobaczyłem was razem. Pomyślałem: „Co za ojciec. Ja czekam na niego tyle lat sam, a on znalazł sobie kogoś innego i o mnie zapomniał”. Było mi strasznie smutno, ale… Ja naprawdę się zakochałem w tobie, druga sprawa, że chciałem też skrzywdzić tym tatę i zabrać mu ciebie – Ozze zacisnął dłonie na szklance, aby powstrzymać płacz. – Ale on nie zapomniał, ciągle mnie kocha i traktuje jak syna. Nawet, kiedy grymasiłem, krzyczałem, płakałem, on ciągle był spokojny i kochany…
- Zrozum mnie… Masz dopiero jedenaście lat. Zaczniesz naprawdę rozumieć, co to miłość o wiele później. Ja sam zrozumiałem ja dopiero dwa lata temu i poznaję jej nowe oblicza – Aurel uśmiechnął się delikatnie. – A Iwo zawsze będzie cie kochał, nawet nie wiesz ile razy mi o tobie opowiadał, jak się chwalił, że ma cudownego synka, za którym tęskni…
Malec uśmiechnął się słysząc te słowa.
- Ale ja i tak wiem, że cię kocham. Nie musisz tego odwzajemniać, już mi to nie przeszkadza, bo wiem, że dobra osoba opiekuje się moim tatą – chłopczyk zaśmiał się. – On zawsze był straszną ciamajdą, nie umie ni w ząb gotować…
- O, widzę, że atmosfera jest trochę polepsza – zaśmiał się Iwo siadając przy stole. – Wyjaśniliście wszystko między sobą?
- Tak, już jest wszystko dobrze – odparł radośnie Aurel i pierwszy zabrał sie za jedzenie, gdy kelner postawił talerze na stole.
*
Dwa dni minęły już szybko, gdy atmosfera nabrała serdeczności i miłości. Matka chłopca przyjechała po niego, zaś jej mina była tak kwaśna jak cytryna, którą skubał wargami Iwo.
-No to przyjadę za miesiąc, żeby go wziąć, ok.?
- Rób, co chcesz – odrpychnęła kobieta i złapał rękę syna – Widzę, że nauczyłeś czegoś z biologii naszego syna – wskazała kiwnięciem głowy młodego kochanka u jego boku. – Naprawdę jesteś obrzydliwy, uczyć go takich rzeczy!
- Mamo tego uczą nawet w szkole… – chłopaczek poklepał matczyną dłoń i uśmiechnął się. – Ja bardzo lubię Aurela, to ważna osoba dla taty, dlatego dla mnie też jest ważny.
Szatyn uśmiechnął się niezręcznie. Po raz pierwszy widział sie twarzą w twarz z kobietą, dlatego czuł sie lekko skrępowany.
- Do zobaczenia, maluchu – zwrócił sie do blondynka i uśmiechnął w przyjazny sposób.
- Do zobaczenia i pamiętaj to, co mówiłem – Ozze uśmiechnął się tajemniczo, poczym puścił matkę i podbiegł do Aurela. Złapał go za szyję i mocno pocałował w usta. – Kocham cię tak mocno jak mój tata.
Na policzkach młodego studenta zagościły obfite rumieńce spowodowane zażenowaniem.
- Będę pamiętał… – powiedział ledwo dosłyszalnie, ciągle będąc w wielkim szoku.
- Idziemy mamo – kobieta dała się wyprowadzić jak małe dziecko.
Zaś Iwo aż usiadł z wrażenia.
- Czemu on… Wiesz chyba jednak nie chce wiedzieć…
Aurel zaśmiał się i bez zastanowienia usiadł na kolanach kochanka, obejmując jego szyje rękoma.
- Wiesz, czasami nawet psycholog nie zrozumie myśli dzieci – powiedział, opierając swoje czoło o czoło mężczyzny.
- Ja czasami też nie wiem, co ty myślisz, ale i tak kocham mojego zwariowanego pana doktora od głowy – Iwo złączył ich usta w pocałunku i tym samym zmazał smak warg syna z delikatnych usteczek kochanka. – Ale to ostatni raz jak całujesz kogoś poza mną!
- A jeżeli to ktoś całuje mnie? – zapytał Aurel, zaczynając sie droczyć z ukochanym mężczyzną, lecz widząc jego karcący wzrok zaśmiał sie nerwowo i podrapał po głowie- Dobra, dobra… Obiecuję! – obaj zaczęli się śmiać i zapewne jeszcze długo będą wspominać zwariowane dni, które spędzili z jedenastoletnim chłopcem.


  • RSS