Po długiej przerwie...

... Witam znowu ^^
Autorki owego bloga naszła chęć aby dodac notkę. Nazbierałysmy trochę prac i znowu możemy je publikować aby nacieszyć wasze oczęta. Dzisiejsza częśc opowiadania jest dedykowana Sodomowi i Anett :3 (za miłe komentarze, dedykacja, tak to działa kochani :P).



Selfish Love Vol 1

Dym z papierosów utworzył gęstą mgłę wokoło ludzi wijących się w narkotykowym tańcu. Gibkie, ciągle młode i mało zniszczone ciała aż prosiły, aby sprzedać im coś na poprawienie humoru. Nowy, bialutki i pachnący proszek wabił koneserów jak i nowicjuszy.
Blondyn z papierosem między palcami uśmiechał się do nich iście anielsko, jednak jego zielone, diaboliczne oczy spoczywały na chłopaku, który już dawno odleciał.
Pił całą noc, ćpał co kilka minut jednak nadal zachowywał jakieś resztki świadomości. Niezwykły okaz dla każdego dilera.
Można to porównać do konesera, który ujrzy to czego szukał wiele lat. Adam, mimo swojego biblijnego imienia, do świętych nie należał. Nawet nie chciał. Kochał mocne papierosy i silne narkotyki. Nie wiedział nawet, że tej nocy odnajdzie swoją największą, upajającą do granic wytrzymałości, miłość.
- Alen, stały bywalec wszystkich imprez. Najpopularniejszy na tej sali. – Doradca oraz chłopiec na posyłki Adama od pewnego czasu obserwował swojego szefa i zdążył dopytać się znajomych, kim jest owy młodzik. Wiedział, że zostanie pochwalony za spostrzegawczość. Dostał w nagrodę kilka słabych pastylek i pognał za ślicznymi i cycatymi małolatami.
Alen nadal tańczył, zaś ciepłe krople rozgrzanego potu spływały wzorami po jego płaskim brzuchu aż za krawędź obcisłych spodni, których sprzączka od paska wesoło podrygiwała wraz z właścicielem.
W końcu ktoś do niego podszedł. Chłopak, który był niezwykle młody, od razu uwiesił sie wyższego partnera i zaczął z nim ostro flirtować. Chyba jednak nie był do końca świadomy, co się dookoła niego dzieje. Każdy jego ruch mimowolnie był przepełniony erotyzmem, kusił, niczym wąż w raju.
Adamowi nie podobało się, że jego zwierzyna łowna tak jawnie zaleca się do obcego, nic nie wartego dzieciaka. Wyszedł na parkiet z zamiarem odbicia tego, co mu należne.
Jednak sprawa nie była taka łatwa. Pomachał heroiną przed zamglonymi oczami Alen’a, jednak ten widział tylko kuszącego partnera. Dopiero, gdy poczuł obcą dłoń na swoim pośladku, odwrócił się do blondyna.
- Ej, kochasiu, nie tak szybko... Wszystko ma swoją cenę - mruknął rudowłosy, tykając pewnego siebie dilera w tors.
Mówił, a raczej bełkotał niemal. Wszystko miało iść po myśli zielonookiego, a sprawy coraz bardziej się komplikowały. Ten nafaszerowany nastolatek jeszcze mu się stawiał!
- Ile działek chcesz za swój tyłek? Dwie? – Kpiący uśmiech pasował do anielskiej buźki Adama. Trochę podobał się naćpanemu chłopakowi, ale coś jednak irytowało go w tej cholernej pewności siebie. Nie lubił tego. Odrzucił go, pokazał swoją zawziętość.
Nie spodziewał się jednak, że blondas odepchnie konkurenta i wręcz wgryzie się w usta Alen’a, zaś językiem poda mu tabletkę ekstazy.
Proszek zaczął się roztapiać na ich złączonych językach. Wpierw był gorzki, potem słodki aż zniknął smak i zostało tylko błogie otępienie. Działał szybko, nawet za bardzo. Coś nowego, Adam nawet się wystraszył, rzadko używał prochów dla klientów.
Młodszemu z nich urwał się film. Złapał się partnera, aby nie upaść. Zupełnie nic już do niego nie docierało. Bez najmniejszego problemu zielonooki mógł go wyprowadzić, chociaż i mu nieźle szumiało w głowie od silnego specyfiku.
Doszli jedynie do ławki w parku, na którą sie osunął rudowłosy. Narkotyk pobudził jego organy, stróżka śliny spływała po jego brodzie, ciało było rozgrzane, a mięśnie rozluźnione.
Było trochę zimno, wiał lekki wietrzyk. Adamowi nawet podobała się ta sceneria, stare drzewa drapieżnie schylały się ku podnieconemu Alenowi.
Wpierw rozpiął mu pasek, wodził wargami po młodzieńczym prąciu rozkoszując się jego smakiem. Ocenił swoją zwierzynę na jakieś piętnaście bądź szesnaście lat. Różnica wieku była niewielka między nimi.
Wsunął ostrożnie palec w ciasne wejście, przez co mięśnie odbytu momentalnie zacisnęły się w skurczu zaskoczenia. Adam manewrował w spodniach nastolatka, całując jego szyję oraz ramiona. Przeniósł pocałunki na usta, zlizując stróżkę śliny. Chłopak bardzo mu smakował.
Płomiennowłosy był cały jego. Nie miał jak protestować, nawet nie wiedział, co się z nim dzieje. Słodkie otępienie miało swoje żniwa. Al oddał się bez walki, której i tak nie mógł się podjąć. Wydawał z siebie tylko jęki. Wzrok miał nieobecny, mięśnie wiotkie. Narkotyki zrobiły swoje, znów sprawiając, ze nastolatek ponownie upadł na samo dno ludzkiej egzystencji.
Szybko poruszające się, bolesne „coś” sprawiało nie tylko cierpienie, ale i odmienny rodzaj przyjemności. Chłopakowi było zimno, czuł wiejący wiatr, jednak w środku płonął żar, sprawiając, że trawiła go coraz większa gorączka. Czując rozlewające się ciepło między pośladkami, uśmiechnął się błogo. Adam myślał, że zwariuje. Chciał więcej i jeszcze. Jednak pogoda i miejsce nie sprzyjały miłosnym igraszkom. Bez chwili zastanowienia, zaczął ciągnąć naćpanego małolata do swojego samochodu.
Obraz nadal rozmywał się blondynowi, odetchnął kilka razy poczym złapał pewnie kierownicę i rwącymi ruchami poruszył maszynę. Gdyby nie fakt, że większość policjantów spała bądź była pijana, Adam dawno straciłby prawko i zgnił w pudle.
W swoim mieszkaniu zrobił to raz, potem drugi i trzeci. Nie wierzył, że jest zdolny dojść trzy razy. Jednak tak właśnie działały na niego narkotyki i ciało Alen’a.
Opadając z sił, przytulił odruchowo spoconego, ociekającego nasieniem i śliną chłopaka.
Ta scena miała w sobie coś pięknego, ale i groteskowowego.
*
- O kurwa... Ale mi łeb napierdala - jęknął koło wieczora Alen, budząc się z narkotycznego amoku.
Nie był grzecznym chłopcem, o czym świadczyło jego zachowanie, lekceważący stosunek do własnego zdrowia, czy chociażby słowa, których używał.
Złapał się za głowę i przetarł twarz. Skrzywił się z obrzydzenia, gdy zauważył, ze jest nagi i znajduje sie na nim zaschnięte nasienie.
- Łazienka jest na końcu korytarza! – Usłyszał donośny, czysty głos. Ciekawość dała górę nad nastolatkiem, który mimo bólu pleców i dolnych partii ciała, wygramolił się z pościeli i owinięty prześcieradłem pomaszerował w kierunku nieznajomego mu głosu.
Tym razem przygarnął go blondyn, dosyć przystojny, dobrze ubrany i na pewno bogaty. Jego mieszkanie było ogromne.
Duże, zielone oczy spoglądały zaciekawione na nastolatka, który nie wyglądał na przerażonego. Adam nawet przez chwilę zastanowił się ile to już razy ten mały narkoman był już w takiej sytuacji. Jednak nie wiedział czemu, było mu szkoda chłopca.
- Zostań tu jakiś czas, odpocznij. To moje przeprosiny za to, że poniosło mnie wczoraj i wykorzystałem, że byłeś nieprzytomny – był szczery, czasami dobroduszny i bardzo naiwny.
- Dzięki, nie trzeba... Tylko sie umyje i już mnie nie ma - odpowiedział mu zachrypniętym głosem od dymu papierosowego, który pewnie podrażnił jego młode gardło.
Szurając nogami powędrował do łazienki.
- Nie forsuj ciała – Adam zaszedł go od tyłu i objął delikatnie. – Umyję cię, dam coś ciepłego do ubrania. Odpocznij… – całował jasną szyję delikatnie, zsuwając prześcieradło z wąskich ramion. W ciągu dnia był naprawdę czuł, to noc i alkohol brały nad nim górę i zamieniały w demona.
- Em... - Al nie wydawał się w ogóle skrępowany.
Szumiało mu w uszach, czuł, ze będzie wymiotował, całe ciało go bolało, a w głowie kręciło mu się jak nigdy. Wywinął się ostrożnie i mimo tego, ze był nagi, odgarnął jedynie włosy, które opadły mu na twarz.
- Sorki, ale ja nie potrzebuję czegoś takiego. Ty nie znasz mnie, ja ciebie i jest dobrze - powiedział i nagle pobiegł do łazienki.
Klęczał przy ubikacji, zwracając wszystko, co mógł. Jego ciałem targnęły dreszcze.
Delikatne dłonie gładziły gołe ciało nastolatka, podtrzymując także jego płomienne pasma. Torsje były bardzo silne i trwały dłuższa chwilę.
Chłopak w końcu przestał, oddał z siebie wszystko i opadł bezsilny na podłogę. Adam wytarł jego twarz z wymiocin i zaniósł z powrotem do łóżka.
- Dopóki nie dasz rady stanąć na nogi, zostaniesz tu – blondyn wyjął papierośnice, jak się okazało była zapełniona skrętami pierwszej jakości. Podał jednego Alenowi i przypalił. – To ci pomoże, organizm potrzebuje narkotyku od rana. Nakarm go.
- Nie pale po śnie - odpowiedział błękitnooki, chociaż środek uzależniający kusił go jak zawsze.
Wystarczyło, ze wyciągnie rękę, a będzie mógł znów odpłynąć z tego świata na pewien czas. Uniósł rękę, lecz szybko ją cofnął. Miał swoje zasady i widać było, że mimo wszystko się ich trzyma.
- Nie chcę, nie teraz... - zwinął się, ciągle go mdliło i miał odruchy wymiotne, chociaż nic w sobie już nie posiadał.
Blondyn zaciągnął się i dmuchnął w twarz nastolatka. Zapach narkotyku trochę ogłupił zmysły. Torsje były odrobinę lżejsze.
Mimo, że Alen tego nie chciał, to Adam i tak gładził jego plecy i kark, siedział przy nim i okrywał ciągle lekką kołdrą. Pod wieczór rudzielec nawet coś zjadł, jednak niewiele i tylko w postaci płynnej.
Zgodził się zostać na kolejną noc, o dziwo. Jednak zażądał oddzielnego posłania co lekko poirytowało blondyna. Liczył na powtórkę z nocy poprzedniej.
- Czemu zacząłeś brać? – spytał bezpośrednio Adam stając za nastolatkiem, którego oczy tępo wlepiały się w ciemny ekran plazmowego telewizora.
- Bo ja wiem, chyba ciekawość i nuda - odpowiedział mu Al po chwili a jego wzrok szybko utkwiony został w papierośnicy ze skrętami, których odmówił kilka godzin wcześniej. - Mogę? - przełknął nerwowo ślinę. - Dobry sprzęt, ale widziałem lepsze - szybko zmieniał tematy.
-Częstuj się – odparł Adam, z uśmiechem obserwował jak ten mały pozer sięga łapczywie po towar najlepszy w mieście i z wyrazem błogiego stanu duszy i ciała zaciąga się ziołem. Mała roślinka w sypialni była prywatną fabryczką dla osobistych potrzeb blondyna.
- Używamy swoich imion, tak jest lepiej, bez nazwisk. – Alen spojrzał lekko zamglonym i pytającym wzrokiem na mężczyznę. – Nieważne, pal a ja przyniosę coś do picia.
Wódka i piwo nie były bliskie z colą, no chyba że w drinku. Właśnie te pierwsze Adam uznawał za „picie”.
Nie miał zamiaru spać sam w nocy, podobało mu się, że jego łóżku w końcu zajmowały dwie osoby i jest w pełni eksploatowane.
Płomiennowłosy leżał sobie na szezlongu i delektował sie ciszą i urokami wizji, które napłynęły do jego umysłu. Czuł sie błogo i za nic nie zamieniłby tego stanu.
- Co tak długo? - zapytał blondyna, gdy ten wszedł do pokoju.
Adam ledwo utrzymywał poważną minę opiekuna. Nie było go kilka sekund, bo tyle dzieliło go od zamrażalnika, w którym trzymał trunek.
Nalał sobie i nastolatkowi, który próbował złapać coś co tylko on sam widział. Był dziwnie uroczy i piękny w tym upojeniu, zaś blondyn zapragnął aby był taki zawsze. Ten narkotyczny stan dodawał uroku Alenowi. Stawał się wtedy istotą idealną, bez ograniczeń, wstydu, leku i uprzedzeń. Był po prostu piękny jak bóg.
- Jeśli tu zostaniesz będziesz miał to codziennie, ile tylko zechcesz – jasnowłosy kusił go, usiadł obok i kołysał torebeczką białego proszku przed rozchylonymi wargami. – Wystarczy, że zostaniesz i będziesz taki jak teraz – pocałował go mocno w usta, czując jak śliski i szybki języczek nastolatka z chęcią łączy się z jego własnym.
Niebieskooki przy tym zaczął sie o niego ocierać, kusił każdym ruchem, sam zaczynał sie przy tym podniecać. Odsunął go na chwilę od siebie, aby znów zapalić, po czym odrzucił skręta i przymglonymi oczami spojrzał na twarz jasnowłosego.
- Ile będę chciał...? - zapytał jakby lekko nieobecny, oblizał wargi i wstał. Wypił duszkiem zawartość szklanki i usiadł z powrotem na ozdobnym meblu. - Czuje sie jak w raju.. - zaczął mamrotać.
- Ja też, jestem twoim Adamem, stworzymy nową biblie i nowy raj, zobacz zaraz dostaniesz owoc zakazany – jasnowłosy sięgnął po kolejnego skręta i odpalił go, podał do ust swojej Ewie wsuwając dłoń między miękkie uda chłopaka. Nocne igraszki rozpoczęły się, wylądowali znowu w łóżku, Adam zrobił zastrzyk kochankowi i wrócił do zabaw jego ciałem. Tym razem był delikatny, nie chciał nadwerężyć zdrowia swojego słodkiego bożka. Kochali się pół nocy, ćpali do rana i dopiero wieczorem ocknęli z narkotykowego snu.
Blondyn powitał Alen’a dawką pieszczot poniżej pasa, poruszał głowa leniwie i spokojnie, kosztując każdą kropelkę nasienia.
- Który dzisiaj...? - zapytał niemal nieprzytomnie Alen, gdy pieszczoty sie zakończyły. - Znowu żygać będę, to twoja wina - powiedział bezpośrednio, czując jak wszystko pracuje w jego brzuchu. - Pomyślmy... Był piątek, kiedyś tam sobota chyba to dziś niedziela wieczór? - mimo stanu otępienia chłopak w miarę szybko analizował.
- Zgadza się, niedziela – blondyn podniósł się nagi z posłania i sięgnął po szlafrok – chcesz się wykąpać? – Alen spojrzał na niego z gniewem, więc Adam dał mu spokój. Zastanawiał się kiedy nastolatek w końcu odejdzie, o ile to zrobi. Głód i chęć narkotyków sprawiła, że rudzielec nie umiał funkcjonować bez dilera. Jasnowłosy niezmiernie się z tego cieszył.
Czysty i zadbany wrócił do sypialni gdzie leżał ciągle zalany chłopak.
- Żyjesz? – odburknął mu. – Jutro idę do pracy, masz szkołę czy studia? Nie wiem ile masz lat ale oceniam na jakieś piętnaście. Może warto abyś tam się pojawił.
- Szesnaście - odpowiedział mu rudzielec, bawiąc się własnymi włosami. - Do szkoły nie chodzę, mam prywatnych nauczycieli - powiedział niezadowolony i zamknął oczy, które miał strasznie przekrwione. - Głupie ścierwo... - warknął nagle, nie wiadomo było o co mu chodzi.
- Mógłbyś mówić do mniej milej – zaśmiał się Adam, poczym musnął łopatkę chłopaka. – Wstań, umyj się i zjedz coś. A wcześniej zwymiotuj. Potem dam ci kolejnego skręta, chcesz?
Wiedział co usłyszy i zobaczy. Błaganie i proszące oczy. Ktoś tak bardzo uzależniony nigdy nie odmówi, zawsze będzie chciał więcej i więcej, tylko po to aby przyśpieszyć dzień śmierci.
Perspektywa utraty ślicznego Alen’a była niezbyt miła dla blondyna, lecz uznał że trzeźwego go nie chce, woli aby umarł od narkotyków, jednak w jego ramionach.
Szaleńcza myśl o której jeszcze dokładnie nie analizował.
- Sam sobie pal, uzależnieńcu - powiedział nastolatek i wstał. Przytrzymując sie ściany poszedł do łazienki, wcześniej biorąc swoje rzeczy, aby w nie się ubrać.
Klął pod nosem na Adama najgorszymi wiązankami jakie tylko słyszał świat, na szczęście blondyn ich nie słyszał i czekał na swoją ofiarę w sypialni, będąc przekonanym, że ten wróci.
Zdziwił się, gdy długo chłopak nie przychodził a w domu panowała cisza. Gdy poszedł zobaczyć do łazienki, na lustrze ujrzał napis pianką do golenia "GOŃ SIĘ". Alen odszedł.

2010-08-18 17:23:54

|| skomentuj (1)

***


Wiosa przyszła!

Zagubiona owieczka cz. VI 

Druga, trochę starsza para kochanków delektowała się wzajemną obecnością. Angelus siedział między nogami Ericka i pozwalał, aby ciemnowłosy prowadził jego dłoń, która trzymała ołówek.
-To jest „A” – powiedział na głos białowłosy. – Od tej litery zaczyna się moje imię, prawda? A twoje od tej! – wskazał paluchem duże i krzywo nakreślone „E”.
- Dokładnie - ciemnowłosy anioł oparł swoją brodę na ramieniu ukochanego, uśmiechając sie delikatnie
Cieszył się z tej bliskości, lecz wiedział, ze dla Angelusa są to jedynie niewinne zabawy, które nic nie znaczą.
Mężczyzna pogładził delikatnie palcem literki i uśmiechnął się. Narysował rządek kolejnych i spojrzał na nie marszcząc nos.
-Te są najładniejsze, są takie jak na chusteczce od Aquy. – Białowłosy uśmiechnął się triumfalnie i odwrócił do zielonookiego. – Już wiem, co one oznaczają. To para zakochanych ludzi, te literki w serduszku to ich imiona. To ja i ty, bo ty mnie kochasz, prawda?
Skrzydlaty aż zaniemówił, to na pewno był jakiś przełom w pracy nad rozszarpanym mózgiem Angelusa. Powoli poznawał on uczucia, umiał już nawet odróżniać osoby, zaś jego nastroje ustabilizowały się.
-On… Czy on wróci do mnie? – Spytał An i mocno zacisnął palce na dłoni ciemnowłosego. – On nie wróci, ale czy mogę myśleć, że jednak wróci?
  - Sam odpowiesz sobie na to pytanie, kochany - szepnął cicho Erick i musnął ostrożnie skroń białowłosego nie chcąc go straszyć, po czym oparł dłonie za sobą i odchylił się delikatnie, aby nie dotykać już swoim torsem pleców niebieskookiego.
  -Wróci… Ale potrzebuje czasu… - wyszeptał błękitnooki mężczyzna, po czym położył się na poduszkach i zasnął z uśmiechem na twarzy.
Erick był jednego pewien, wybił z głowy ukochanego słowa Sashy, zapalił lampkę nadziei w sercu Angelusa.
Czuwał nad śpiącym aż do rana, kiedy to jak zawsze musiał opuścić komnaty lewego skrzydła pałacowego. Pod wejściem jak zawsze powitał go Aqua. Ofiarował tobołek z jedzeniem i dał klucz do pokoju w wieży pałacowej.
-Sasha na pewno już się zmienił, musicie stanąć naprzeciw sobie. – szarooki zacisnął palce na szacie skrzydlatego i spojrzał stanowczo w jego zielone tęczówki.
- Nie jestem do końca pewien jak by się to skończyło. Jest jeszcze za wcześnie na to, Sasha ciągle może nagle skumulować całą swoją złość i obrócić ją przeciwko jednej osobie, ale cieszę się, że wam się chociaż układa - na ustach byłego mistrza egzorcystów zagościł lekko kpiący uśmiech. - Do zobaczenia wieczorem - powiedział i wyminął byłego skrzydlatego, w myślach jednak zastanawiając się jak przebiegnie jego rozmowa z młodym władcą piekieł.
Aqua jednak nie dawał tak szybko za wygraną. Pobiegł do sypialni i zaczął budzić ukochanego pocałunkami. Nachalnymi i w różne dziwne miejsca. Najpierw musnął usta, potem klatkę piersiową, po czym włożył głowę pod kołdrę i zajął się przyrodzeniem chłopaka.
-Wstawaj! – krzyknął spod pierzyny i znowu zaczął językiem wodzić po erekcji Sashy.
- A... Aqua! - półdemon zareagował gwałtownie, kopiąc ciemnowłosego przez przypadek i kuląc nogi -Przepraszam! - usiadł szybko i zarumienił się ze wstydu. -Co ty robisz? Nie mogłeś na spokojnie mnie obudzić?
-Tak jest zabawniej – zaśmiał się niebieskowlosy i usiadł na skraju posłania. – Chce porozmawiać. Bardzo poważnie. Chodzi o nas i twojego ojca. – Szarooki odrzucił włosy na plecy i przybrał pozę stanowczego anioła, którym był kiedyś. – Nie chce żeby twój ojciec mieszkał tak blisko nas, on wariuje widząc nas obu. Jemu potrzebna jest w końcu specjalistyczna opieka i miłość ukochanego. Nasza ingerencja jest zbędna.
- Nie jest zbędna! On mnie potrzebuje! Właśnie... Nie pozwalałeś mi do niego chodzić a teraz każesz się go pozbyć! Nie zrobię tego! - w oczach Sashy zabłyszczały wręcz ogniki furii, które przez ostatnie kilka dni się nie pojawiały. - Ma moją miłość, nie potrzebuje nikogo więcej a już na pewno nie tego - fiołkowooki splunął - głupiego egzorcysty!
-Myślisz tylko o sobie Sasha. On potrzebuje Ericka i doskonale o tym wiesz. Nie cofnę swojego stanowiska, bo troszczę się o Angelusa, jest teraz też moją rodziną i mam prawo mieć cokolwiek do powiedzenia. – dawny skrzydlaty prychnął, po czym wstał z posłania i poszedł po ubranie dla kochanka. – Nie możesz wiecznie trzymać się rączki tatusia, tym bardziej, że on może całkowicie zwariować jeśli dalej będzie więziony w jednym, małym pokoiku. Trzymasz go jak zwierzątko.
- Wcale nie! Ty nic nie rozumiesz! - młody władca wstał gwałtownie z posłania, okrywając się leżącą obok szarfą w pasie, po czym zdenerwowany poszedł do łazienki, gdzie po chwili było słychać trzask pękającego szkła.
Mimo iż fiołkowoki nie potrafił zapanować nad złością wyładował ją na przedmiocie, nie na ukochanym.
-Powiedziałem, co myślałem! Ty masz do tego prawo, ja jako wolna osoba też chce je mieć! Daj Angelusowi choć odrobinę wolności, inaczej stanie się coś naprawdę złego! – Szarooki spiął włosy w koka i nałożył ciemno niebieską, gładką szatę do ziemi. – Umyj się i zabierzmy go, chociaż na spacer, nawet psy się czasami zabiera na krótką przechadzkę! – Gdy młody władca jeszcze się kąpał, Aqua wysłał liścik do Ericka kazał mu ukryć się w ogrodzie na którymś z drzew. Wyraźnie zaznaczył, że nie będzie więcej pomagał, jeśli skrzydlaty nie spróbuje spotkać się z Sashą i porozmawiać.
Władca piekieł w końcu wyszedł z łaźni i był o wiele spokojniejszy. Miał na sobie bordowa szatę, a jedną z dłoni miał zabandażowaną, po bliższym spotkaniu z szkłem. Opuścił głowę, bojąc się spojrzeć w oczy kochanka.
- Przepraszam - szepnął cicho.
-Nie musisz mnie przepraszać. Pamiętaj tylko, że troszczę się o niego i jako osoba niegdyś postronna widzę co się dzieje. – Aqua musnął lekko opatrzoną dłoń. – Jest już zdrowa. – Uśmiechnął się do nastolatka i przytulił mocno do siebie. – On potrzebuje go Sasha, mówię to szczerze i po wielu już przemyśleniach. Ten człowiek obudził w nim uczucia, nawet to do ciebie, kiedy jeszcze byłeś płodem we wnętrzu swej matki. Musisz go szanować choćby za to. Daj szansę Erickowi pomóż ojcu być szczęśliwym i zdrowym.
- Nie potrafię... Ja nie wiem, nienawidzę go, chociaż wiem jak wiele znaczy dla mojego taty. To jest silniejsze niż ja i nie chce sie na to zgodzić, chociaż coś mi mówi, ze tak byłoby lepiej... - odpowiedział szczerze fiołkowooki, po raz pierwszy opisując to, co sie w nim dzieje i co czuje do Ericka.
-Wiem. Zazdrość to trudne uczucie, zaś troska nieraz potrafi iść z nią w parze, ale masz mnie i nie musisz się martwić, że jeśli oddasz ojca Erickowi, to zostaniesz sam. Jestem tu. – Aqua ujął podbródek chłopaka, po czym pocałował go czule. – I zawsze tu będę. Już nigdy nie pozwolę, aby gniew zalał twe piękne serce i oddalił Cię ode mnie. Jesteś mój, zapamiętaj to sobie.
- On i tak z nim nie będzie - burknął półdemon odwracając się plecami do ukochanego i krzyżując ręce na piersi - On jest aniołem, nie wypuszczą go z nieba wiec kłopot rozwiązany, mój tata zostaje tutaj - Sasha był niezwykle uparty.
-A gdyby Erick zrobił to co ja? Czy nie byłby to czyn godny szczerze zakochanego człowieka? – Szarooki opuścił ramiona wzdłuż ciała i westchnął. – On go kocha i to bardzo mocno. Ich miłość wiele przeszła. To najpiękniejsza para jaką widziały moje oczy, czemu nie dać im być razem? – Aqua widział jak noga Sashy rytmicznie się porusza, co oznaczało irytacje. Zakończył temat zakochanych i ucałował szyję władcy. – Mieliśmy iść na spacer, więc chodźmy zanim noc nas zastanie.
- Dopiero jest ranek... Ale masz rację, chcę się w końcu zobaczyć z tatą -nastolatek się uśmiechnął i okręcił wokół własnej osi niczym radosne dziecko, po czym uchwycił dłoń anioła i uśmiechnął się.
Nastroje Sashy potrafiły doprowadzić do obłędu doradców lordów, lecz Aqua coraz lepiej znosił humorki swego kochanka, który bardzo starał się hamować swój temperament w obecność ukochanego.
Razem tworzyli cudowną parę, która śmiało mogła konkurować z potęgą uczucia, jakie istniało między Angelusem i Erickiem.
*
Jak się okazało, białowłosy niesamowicie ucieszył się na wieść o opuszczeniu komnaty, lecz ciągle unikał kontaktu wzrokowego z synem i wręcz chował się za skrzydlatym uznając go za świetną osłonę przed groźnym nastolatkiem.
Mimo dziwnego zachowania i lęku jaki budziła w nim postać pierworodnego, Angelus wyglądał na dosyć zdrowego. Gdy usiadł na ławce, która stała pod nowo odrodzonym drzewem wiśni, nie budził żadnych zastrzeżeń i przypominał Angelusa z czasów gdy uczył się w szkole egzorcystów.
Różowe płatki tańczyły nad jego głową, zaś on sam starał się je łapać w locie.
-Mówiłem, że to mu dobrze zrobi. No i dobrze, że udało się odratować ogród. Jest piękny, ładniejszy nawet od ogrodów w niebie. – Aqua rozmarzył się i rozejrzał wokoło. Wiśnia także i dla niego była bardzo ważna. To właśnie przy takim drzewie spotkał pierwszy raz Sashę. – Budzi wspomnienia…
- Może masz racje... - odparł cicho fiołkowooki patrząc na wirujące w powietrzu płatki a jego mina posmutniała - On sie mnie boi, prawda? - zapytał cicho, w końcu dostrzegając prawdę. - Widzi we mnie demona, który zamordował jego miłość i zniszczył życie...
- Możesz to jeszcze zmienić - Erick pewnym krokiem podszedł bliżej i zatrzymał się, spoglądając na ukochanego z czułością, po czym znów spojrzał na władcę piekła, który ze złości zacisnął dłoń.
- Odejdź stąd - syknął - Obiecałem ze cię zabiję jeżeli pojawisz sie w moim królestwie jeszcze raz! - wykrzyknął znów kierowany agresją, która nagle sie pojawiła.
-Sasha… błagam uspokój się, Angelus na ciebie patrzy. Jeśli teraz wybuchniesz gniewem on nigdy nie ujrzy w tobie swojego syna. Zawsze będziesz dla niego diabłem. – Szrooki objął ramionami postać ukochanego i pogłaskał jego policzek. – Spokojnie… to tylko rozmowa. Traktuj go jak posłańca z nieba, zabicie go zapoczątkuje wojnę z niebem. Wszystkie nasze plany… wszystko zniszczysz, jeśli go zaatakujesz.
- Gówno mnie niebo obchodzi! Go ma tu nie być! - Sasha przestał nad sobą panować, postać Ericka budziła w nim prawdziwego demona, który był bezlitosny.
- Nie mam zamiaru z tobą walczyć.... Jeżeli chcesz mnie zabić, zrób to po raz drugi, ale wiedz, że nigdy nie będę żałował tego, że pokochałem twojego ojca i zawsze będę o niego walczył, nie ważne jak bardzo starałbyś się nas rozdzielić - powiedział egzorcysta.
Angelus wystraszony zachowaniem Sashy skulił się na ławce i zaczął szlochać, pojękiwać i piszczeć niczym zwierze, które ranione jest ostrymi przedmiotami z wielu stron.
Aqua nie wiedział, czy ma go zabrać stąd czy może ta scena cokolwiek da. Prawdopodobieństwo, że walka tych dwóch zwróci mu zmysły i pamięć była maleńka, ale zawsze była.
-Zobacz, co robisz. Sasha uspokój się, Angelus czuje się gorzej… - Dawny skrzydlaty został odtrącony zimną dłonią kochanka, która stanowczo nakazywała mu odejść.
Szarooki niechętnie odszedł krok w tył i patrzył przerażony na to co się dzieje.
Były mistrz szkoły egzorcystów stał dumnie wyprostowany i nie bał się chłopaka, najwidoczniej czekał na jego ruch. Sasha nie wytrzymał tego stoickiego spokoju i zaatakował, rzucając się do szyi ciemnowłosego z zamiarem rozszarpania tętnicy.
Erick osłonił się skrzydłem, które pokrywała niewidzialna tarcza. Bariera, którą tworzą egzorcyści gdy walczą. Nerres wprawdzie stał się aniołem, lecz nie zatracił wspomnień z poprzedniego życia. Pamiętał jak walczą egzorcyści i umiał to wykorzystać przeciwko swoim wrogom. Własnie, dlatego niebo uznało jego pamięć za tak ceną, zapominając, że w większości, myśli Ericka krążą nie wokoło fechtunku, lecz białowłosego mężczyzny, który pokazał mu, czym jest miłość i rozkosz.
Sasha ponownie rzucił się na skrzydlatego posłańca, tym razem nie zadziałała na niego sztuczka z tarczą. Skumulował siłę w dłoni i uderzył w anioła. Erick odskoczył, ale fala drasnęła go w bok i rozcięła szatę oraz trochę skóry.
-Sasha! – Aqua miał nadzieję, że ukochany uspokoi się słysząc jego głos, ale do nastolatka nic nie docierało. – Sasha! Przestań!
- Znów zmiotę z powierzchni ziemi twój wstrętny uśmiech wraz z całą głową! - syknął fiołkowooki i zaczął mamrotać coś pod nosem.
Udało mu się pochwycić mężczyznę, którego zaczął dusić, nie panując zupełnie nad własna siłą.
-Sasha! – Rozpaczliwy, pełen bólu głos wydarł się z gardła Angelusa. Białowłosy klęczał na ziemi i dygotał na całym ciele. – Zostaw go… nie niszcz mojego życia, nie zabieraj mi go… Oddaj mi Ericka! – Mężczyzna wykrzyczał swój rozkaz i zaczął biec w ich stronę. Odepchnął syna, który zszokowany reakcją ojca, po prostu stał i patrzył w zapłakane oblicze rodziciela. Angelus uwiesił się szyi ukochanego i zaczął płakać w jego szatę. Skomlał niczym zraniony pies i kulił się od strachu, ale siła i odwaga iskrzyła w jego oczach, które z miłością spoglądały na ciemnowłosego anioła.
Dłonie zielonookiego objęły go delikatnie.
- Juz dobrze - szepnął swoim zachrypniętym głosem mężczyzna a jego serce niemal tańczyło z radości.
Sasha spojrzał na swoje dłonie, po czym odwrócił się i uciekł w głąb ogrodu, nie wiedząc co znowu się z nim stało.
Dawny skrzydlaty pognał za ukochanym zostawiając zakochanych samym sobie.
-Sasha! Sasha! – Aqua skręcił w boczną ścieżkę na której wyczuł malejącą aurę wściekłości. Gdy ujrzał jej koniec, jego oczom ukazała się skulona postać chłopaka o ciemnych włosach, które w niektórych miejscach przeplatały białe pasemka. – Sasha… kochany mój… - Aqua rzucił się w stronę nastolatka i pochwycił go w ramiona. – Już dobrze, wszystko będzie dobrze mój malutki.
- Nie będzie dobrze! Jestem demonem! Nie panuję nad sobą! Mogłem go zabić, osoba którą kocham boi się mnie, a w twoich oczach gości strach.... jestem potworem - fiołkowooki wtulił się w Aque i zaczął płakać.
-Niczego się nie boję. Już dawno przestałem się ciebie lękać. Nieważne jak wściekły byś był, zawsze wolisz skrzywdzić siebie zamiast mnie. To wiele dla mnie znaczy. – Szarooki okrył kochanka płaszczem i usiadł z nim na ziemi. Mocno tulił go do swojego torsu i kołysał jego ciałem uspokajająco. – Angelus właśnie dzisiaj pokonał strach, który zamknął w sobie razem ze wspomnieniami. Dajmy mu dwa lub trzy dni, zobaczysz wszystko będzie dobrze. On Ciebie kocha. Ja ciebie kocham. Nie jesteś sam Sasha.
- Nie chcę aby odszedł... Ale widzę jak tutaj się męczy. Niech sam zadecyduję - powiedział w końcu młody władca piekieł i otarł oczy, które zaczęły go piec - Dawno tak nie płakałem... Widzisz co ze mną robisz? Ukazuję za często swoje emocje...
-Wyglądasz wtedy pięknie – Szarooki uśmiechnął się do ukochanego i otarł jego łzy, zaś zaczerwienione powieki obsypał pocałunkami. – Kocham Cię mój słodki demonie, z ludzkim i pięknie bijącym sercem. Jesteś moim życiem. – Aqua spojrzał z miłością na nastolatka, po czym zaczął go całować bez opamiętanie.
Sasha zaczął odwzajemniać pieszczotę, ciesząc się, że ma przy sobie tak wspaniałą istotę
- Też Cię kocham... Najbardziej na świecie - powiedział pewnym głosem, rumieniąc sie przy tym delikatnie.
-Dopiero dzisiaj te słowa są szczere. – odparł dawny skrzydlaty i przytulił mocno chłopca. – Chcę Ci coś pokazać… - Aqua puścił Sashę i wstał z ziemi. Rozpiął szatę i zrzucił ją z ramion, zawieszając jedynie na biodrach. Gdy się odwrócił Sasha ujrzał gładkie i białe plecy. Po kikutach nie było nawet śladu. – A teraz najlepsze… - Z ramion, gdzie niegdyś były ropiejące rany wystrzeliła para białych skrzydeł. Ich blask oślepił na chwilę Sashe, dopiero po chwili mógł spojrzeć na nie i dotknąć niepewnie jedno z piór. – Uriel kiedyś stracił skrzydło, nie mógł tego przeboleć, gdy przebaczył wrogowi, który mu je odrąbał i ujrzał skruchę swego oprawcy, skrzydło odrosło. Lucyfer bardzo żałował, że w walce o dominacje zranił dawnego przyjaciela. Gdy zrozumiał swój błąd, rana Ariela wyleczyła się a skrzydło powróciło. – Aqua spojrzał czule na ukochanego i wyciągnął do niego dłoń - Teraz to samo spotkało mnie i Ciebie. Wybaczyłem tobie, ty pojąłeś swe błędy i zmieniłeś się.
- Czyli przeze mnie tyle cierpiałeś... Wybacz mi moja głupotę - fiołkowooki mocno się przytulił - Tyle czasu zajęło mi pojęcie tego, że naprawdę Cie kocham... Cudownie mi z tym uczuciem.
-Jesteś kochany i kochasz, teraz już to potrafisz – odparł Aqua i objął ich swoimi odrodzonymi skrzydłami.


2010-03-30 16:11:34

|| skomentuj (5)

***


I znowu zmiany

Tak, Nowy Rok 2010 został przywitany dość hucznie. Inu dobrze się bawiła ze znajomymi w stolicy województwa Wielkopolskiego, zaś ja kameralnie niedaleko swojej miejscowości. Obie żyjemy i mamy się dobrze.
Wraz z rozpoczętym nowym okresem zmienił się (tak, znowu) szablon bloga. Inu zgłosiła nas do konkursu na bloga roku 2009 i mimo iż byłam temu przeciwna, to mam nadzieję, że pomożecie jakoś w głosowaniu mówiąc o tym znajomym, którzy moze jeszcze nas nie czytali (chociaż pewnie to głównie dziewczyny, ale co tam).
A teraz czas na kolejną część opowiadania.

Zagubiona owieczka cz. VI

Aqua odeskortował ukochanego rano do gabinetu, zaś sam poszedł z kilkoma żołnierzami i koszami pełnymi jedzenia na główny plac. Rozdawali jedzenie, które mieszkańcy piekła wręcz wyrywali im z rąk i uciekali, aby nikt im go nie odebrał. Bochenki chleba znikały tak szybko, że straż nie nadążała z przynoszeniem koszy.
Wtedy Aqua siadał na stole, z którego zabrano puste pojemniki i worki i opowiadał jakieś historie dzieciom. Co najdziwniejsze dorośli także wsłuchiwali się jak zaczarowani. Cały lud był spokojny, gdy z ust upadłego anioła wypływały słowa.
*
- Podobno anioł uspokoił dzisiaj twych poddanych panie, bajkami o wilku i jagnięciu, psie i kocie oraz górze i człowiekowi, który chciał ją zdobyć – starzec zabrał podpisane koperty i podał kolejne, nowiutkie i pachnące. – Poddani waszej wysokości mówią, że anioł przyszedł Cię nawrócić.
- On nie jest już aniołem, jest jednym z nas - odpowiedział znudzony fiołkowooki, po czym się przeciągnął.
- Wiem, ale nadal ma wygląd i ogładę jednego z nich mój Panie. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmieniają – starzec uśmiechnął się tajemniczo i przywiązał karteczkę do nóżki małego latającego demona, podobnego do kruka, ale z czerwonymi piórami na głowie oraz ogonie. – Ciągle potrafi tłumić gniew w istotach, które pochłonęła ciemność. To dar, który mają nie wszystkie anioły. Tak przynajmniej słyszałem.
Gdy doradca wyszedł na chwilę, Sasha zapatrzył się w okno, gdzie lud ciągle stał na placu i wpatrywał się w postać młodzieńca w płaszczu, na który spływały długie granatowe pasma. Dzieci w starych łachmanach tańczyły przed Aquą i śpiewały mu piosenki o sąsiadce, która ugotowała kota. Dorosłe demony śmiały się i klaskały tworząc podkład muzyczny dla maluchów, zaś jakaś młoda demonica podała kubek z wodą aniołowi.
Sasha inaczej pamiętał ten lud i szczerze podobała mu się ta zmiana. Kobiety i mężczyźni ściskali dłonie, dzieci tańczyły i śmiały się, młode panny i ich kawalerowi całowali się przy fontannie, w której nie płynęła woda od dnia, kiedy wojsko po raz pierwszy wyszło na ulice z rozkazu Sashy.
- Zrób sobie dziś wolne, sam się zajmę wszystkim do końca - powiedział półdemon z delikatnym uśmiechem do swojego doradcy, który szczerze sie zdziwił i nie pytał o nic, tylko wyszedł.
Fiołkowooki otworzył okno i podparł brodę na dłoni, ciągle wpatrując się w postać Aquy. Przyłapał sie na tym, ze mógłby to robić nawet cała wieczność. Gdy szarooki odwzajemnił spojrzenie, Sasha speszył się i odszedł od okna. Ciągle mógł dostrzec szczyptę magii i niezwykłości w mężczyźnie, jego ciemna strona szeptała nieprzyjemne podejrzenia, lecz druga część młodego władcy stawała się z każdym dniem silniejsza i odrzucała mroczne szepty.
Delikatne pukanie odwróciło uwagę monarchy od okna i kochanka. Usiadł za biurkiem i czekał na wejście lorda, którego kazał przywołać wcześniej.
-Sprawdziłem, tak jak kazałeś Panie. Ludzie są łagodniejsi, zaś tu są dokumenty świadczące o banicji gościa waszej wysokości – mroczna cześć Sashy zamilkła. Podejrzenia zostały całkowicie wymazane.
- Dziękuję, możesz odejść - odparł Sasha, ciągle uśmiechając się do trzymanych papierów. - Kocham Cie... - szepnął, patrząc czule na imię anioła, które znalazło sie w rejestrze upadłych istot.
Na początku Sasha traktował przysięgi ukochanego bardzo lekko, ale teraz miał potwierdzenie prawdomówności skrzydlatego, więc i on mógł zając się bardziej poważnie ich znajomością. Gdy ponownie wyjrzał za okno, aby sprawdzić jak miewa się granatowowłosy, jego już tam nie było, ale z fontanny leciała woda.
- Podoba się? Zawsze umiałem trochę czarować z wodą. Dlatego nazwali mnie Aqua – szarooki usadowił się w fotelu, który zawsze zajmują ważni goście i spojrzał rozbawionym wzorkiem na kochanka. – No co się tak patrzysz?
- Na pewnego demona, który o dziwo wpadł mi w oko - odpowiedział dwuznacznie młodzieniec i oparł się o parapet, krzyżując ręce na piersi. - A coś taki ciekawy?
- Robie tu za twoją niańkę i negocjatora z poddanymi. Mam prawo wiedzieć czy pracujesz ciężko – szarooki uśmiechnął się dumnie. – A nikt poza mną Ci się nigdy nie spodoba. Jestem tego pewien. Szalejesz za moją skromną i niesłychanie cudowną osobą - skrzydlaty wstał i odwiesił płaszcz na haczyk, po czym bez zażenowania zdjął szatę z ramion. – Ktoś chyba ładnie mnie leczy, rany przestały ropieć. Przygotuj się na nocne igraszki.
- Jeszcze nie, musze coś odebrać i wtedy będę gotowy - powiedział tajemniczo Sasha i pogładził tors kochanka, zbliżając sie do niego.
- Te twoje tajemnice są podniecające, ale też trochę mnie denerwują – mruknął były anioł obejmując kochanka. – To jeśli skończyłeś prace, przejdziemy się na spacer, albo pójdziemy do sypialni odrobinkę się zająć sobą… - Szarooki polizał nadgarstek chłopaka poczym ucałował dłoń. – Cały dzień nie mogłem nawet przytulić się do ciebie, czułem się taki niedopieszczony… - Nim Sasha zdążył się odciąć, Aqua zamknął mu usta pocałunkiem.
Chlopak zamruczał z zadowolenia i pozwolił ich językom spotkać sie z sobą. Brakowało im obu chwili pieszczot, mimo iż Aqua groził, że nie będzie sie z nim bawił.
- Wrócę do wieczora. Musze odwiedzić ziemię - mruknął, całując jeszcze mostek szarookiego.
- Słucham? Po co chcesz schodzić na ziemię, tam nie ma nic ciekawego – burknął anioł i odrzucił włosy do tyłu. – Pójdę z tobą, jako strażnik rzecz jasna – tym razem Sasha był szybszy od mężczyzny i nim ten zdążył coś jeszcze powiedzieć, zniknął w obłoczku ciemnego dymu. – Sasha! Jak możesz mi to robić!? Zachowujesz się jak taki wredny mąż!
Obrażony szarooki postanowił odwiedzić szybko Angelusa, dać mu jego posiłek i omówić jak zawsze wszystkie sprawy z Erickiem. Jak się okazało, posłaniec był już dawno w komnacie białowłosego. Rozmawiał z nim i słuchał przemyśleń, jakie snuł w swej zwariowanej głowie An.
- Witaj, Aqua - przywitał go zielonooki z lekkim uśmiechem na twarzy. - Jak na razie wszystko toczy się zbyt gładko... Chociaż jego stan za bardzo sie nie zmienia - dodał ciszej, lecz nie tracił nadziei.
Angelus nie reagował na obecność nowego gościa. Siedział i gładził ciemne skrzydła, co go niesamowicie wciągnęło.
- Widzę. Miej nadzieję. Ja zmieniam Sashe, idzie mi dobrze, Angelus przy nim to pestka. Ale nie po to przychodzę – szarooki usiadł na krześle przy toaletce odgarnął włosy na ramię. – Co się dzieje w niebie? Dalej chcą nas złapać? No i co mówi ten sukinsyn Samuel?
- Ciągle chcą was pochwycić. Samuel jest wściekły niczym szerszeń, podejść do niego to samobójstwo. Jednak i tam atmosfera opadła i robi sie spokojniej - odparł Eric i mimowolnie zamruczał, gdy Angelus pogładził jakiś wrażliwy punkt na skrzydle.
- Kotek! – zaśmiał się białowłosy mężczyzna i przytulił do piór. – Milutkie… - An niczym dziecko przytulił się do nóg Nerresa i przysnął wsłuchując w rozmowę „dorosłych”.
- Boje się, że nadejdzie wojna, wtedy ciemna strona Sashy znowu może zacząć dominować. Chce tego uniknąć. Zbyt dużo serca włożyłem w jego nawracanie, wojna obudzi w nim demona na nowo i wszystko przepadnie – szarooki spojrzał smutno na Angelusa. Wprawdzie Sasha udowadniał mu, że go kocha, lecz granatowowłosy ciągle był zazdrosny o ojca chłopaka. – Chce też, żeby Sasha odseparował się od niego. Nie podoba mi się tak silna miłość do rodzica.
- Prawda, to dziwne i nie powinno tak być. Najlepiej by było jakby An wrócił na ziemię, ale to nie jest możliwe... - ciemnowłosy westchnął cicho. - Właściwie gdzie teraz jest Saha, bo nie czuje jego energii
- Nie uwierzysz – warknął Aqua budząc białowłosego.
- Brzydki piesek – mruknął An i przytulił się do brzucha Ericka, aby zagłuszyć gadanie byłego anioła.
- Poszedł sobie na ziemię. Sam. Zostawił mnie samego. Wredny gówniarz – szarooki zacisnął dłonie w pięści i popatrzył na rozbawionego Ericka. – Tak wygląda zazdrość o ukochanego, prawda? Nerres jak ktoś tak zimny jak ja stał się kimś takim?
- Tak to zazdrość. Najwidoczniej w końcu przejrzałeś na oczy i pozwoliłeś dojść do głosu swoim emocjom - zaśmiał sie zielonooki. – Pokazujes,z że posiadasz coś tutaj - przyłożył rękę do swojej piersi, w miejscu gdzie znajduje sie serce.
- Niebo dało mi inne nauki. Mówili, że taka miłość jest zbędna, liczy się tylko miłość do bliźnich – Aqua spojrzał na swoje dłonie i zacisnął je mocno. – Ale czuje jak rośnie we mnie siła kiedy musze walczyć o Sashę. To niesamowite uczucie… Wiem, że robie coś słusznego – młodzieniec uśmiechnął się do skrzydlatego i odgarnął włosy za ucho. – Dopiero teraz rozumiem skąd czerpiesz siłę, aby zmieniać jego – wskazał ruchem głowy białowłosego, który bawił się paskiem Ericka. – Podziwiam to poświęcenie. Czemu akurat on? Było ich wiele w tej szkole, czemu ty i on zakochaliście się w sobie?
- Bo jego czarne włosy wyglądały pięknie na tle śniegu – odezwał się bezwiednie Angelus i dalej siłował z klejnocikiem przy pasku.
Zielonooki uśmiechnął się mimowolnie, a w myślach pojawiła mu sie scena, gdy po raz pierwszy miał okazję porozmawiać z byłym egzorcystą.
- Trudno jest wyjaśnić powód, dlaczego serce zaczyna bić szybciej dla drugiej osoby.... Ja chciałem go zmienić, chciałem sie dla niego poświecić i nadal to robie.
- Zaczekaj sekundę… - Aqua spojrzał badawczo na białowłosego. – Zauważyłeś. Powiedział coś z przeszłości. Angelusie, czemu się zakochałeś.
- Bo miał ciepłe ciało i czułem zapach jego skóry. Tak jak teraz – An powąchał nadgarstek zielonookiego i go polizał. – Jego skóra smakowała zawsze tak słodko.
- Czemu akurat to Ci się tak podobało? – dalej dopytywał się szarooki nachylając coraz bardziej.
- Bo ja zawsze byłem blady i nie miałem zapachu. Demonom to się podobało, ale mi nie. Erick pachniał zieloną herbatą i kwiatami.
Erick i Aqua spojrzeli na uśmiechniętego mężczyznę, który przeciągał się na kolanach jednego z nich.
- Zadawaj mu pytania. Najwyraźniej tylko tak do czegoś dojdziemy – szarooki pogłaskał włosy swego rywala i spojrzał na niego z miłością. – Cóż, może to i jego zasługa, że Sasha w ogóle mnie kocha. Musze wracać, mój mały władca niedługo wraca. Uważaj, aby Cię nie wykrył – szarooki opuścił sypialnię Angelusa i poszedł do komnat władcy piekła.
Sasha jeszcze nie wrócił, więc były anioł postanowić wziąć kąpiel do czasu jego powrotu.
Po chwili mógł usłyszeć szelest szaty swojego kochanka, który szybko krzątał się po pomieszczeniu i jakby coś przygotowywał.
Sasha był niezwykle dumny z siebie, oraz paczki, która stała na stoliku. Śmiał się co chwile pod nosem i nie mógł się doczekać ich wspólnej nocy.
Granatowowłosy zarzucił jedynie ręcznik na biodra i wychylił głowę z wykafelkowanego pomieszczenia.
-Wróciłeś w końcu. Martwiłem się – dawny skrzydlaty wyszedł śmiało i odrzucił zbędny materiał z dolnych partii swego ciała. – Co to za paczka?
Szarooki usiadł na łóżku i okrył się odrobinę kołdrą. Dziwił go nagły entuzjazm Sashy. Chłopak uśmiechał się do siebie, krzątał po pokoju ustawiając świece i poprawiając kwiaty w wazonach.
- Kochanie, wszystko w porządku? – spytał anioł i podszedł do nastolatka.
- Oczywiście - odpowiedział fiołkowooki chichocząc cicho. - Wróć i usiądź na łóżku... Albo nie! Połóż sie na nim - powiedział znów z tym tajemniczym błyskiem w oku, po czym zaczął rozpakowywać paczkę, stojąc tyłem do anioła.
- Dobra – Aqua wzruszył ramionami i położył się jak zawsze na brzuchu, aby nie ranić ramion, choć musiał przyznać, że były już naprawdę świetnie wyleczone. Spojrzał na ciemnowłosego, który ciągle zasłaniał swoją zdobycz. – Pomóc Ci? – Sasha nic nie odpowiedział, więc Aqua jedynie grzecznie czekał bawiąc się piórkiem z poduszki.
Poczuł jak półdemon siada na jego pośladkach a swoimi delikatnymi dłońmi szybkim ruchem zakuł jego dłonie w kajdanki, poczym przeskoczył nad szarookim i doczepił specjalnym zapięciem do ramy od łóżka, uśmiechając się dumnie.
- Teraz jesteś mym więźniem - mruknął rozkosznie, powstrzymując sie od śmiechu, gdyż anioł niezwykle go bawił.
-Czy ciebie coś opętało?! To uwłacza pozycji partnera dominującego w związku! – anioł pociągnął mocniej, ale metalowe ogniwa nawet nie drgnęły. - To po takie rzeczy schodzisz na ziemię?! Do jasnej cholery czuje się… jak ofiara. – mruknął i spojrzał na chłopca mocno się rumieniąc. – Jesteś… okropny – bąknął czując jak jego ciało reaguje powoli na tą zabawę coraz to bardziej entuzjastycznie.
Sasha znów się zaśmiał, po czym odgarnął swoje biało-czarne włosy na plecy i powolnymi ruchami zaczął ściągać z siebie szatę, dręcząc ukochanego.
- Mówiłem ci, że będziesz musiał walczyć tym razem o dominację, lecz mnie zlekceważyłeś - powiedział tonem, jakby faktycznie miał zamiar rozdziewiczyć tył anioła.
- Kochany mój… Bardzo podoba mi się twoje zaangażowanie w nasze sprawy łóżkowe, lecz nie będę ukrywać, że te kajdanki są trochę straszne – szarooki znowu chciał się poderwać, ale na nic były jego starania. Spojrzał z lekkim przerażeniem na kochanka, ale gdy dostrzegł, że ten się uśmiecha, rozluźnił się odrobinę i uspokoił. – Skąd to masz wariacie?
- Z Internetu - odpowiedział dumnie fiołkowooki i znów przeskoczył nad upadłym aniołem, szperając w kartoniku i wyciągając z niego mały pejczyk - O! A to gratis dali - zaśmiał się i zaczął wyciągać inne zabawki - Od czego by tu zacząć...
Aqua aż otworzył usta. Nawet nie chciał pytać, po jakich stronach chodził jego kochanek. Poruszył się niepewnie i zacisnął mocniej pośladki.
- Może zamienimy się miejscami? Ja ubiorę się w jakieś skóry i wezmę te zabawki, a ty położysz się tutaj i będziesz bać się zamiast mnie?
- Nie, nie... Patrzenie na ciebie jest strasznie podniecające - fiołkowoki usiadł znów na mężczyźnie i przejechał palcem po jego kręgosłupie - No już, rozluźnij się - demon nie mógł powstrzymać śmiechu i rozbawienia.
- Słuchaj, mnie to nie bawi i weź ten palec z mojego pośladka. Ja preferuje być tam gdzie teraz jesteś ty! – Aqua znowu poruszył się nerwowo. – Sasha… ja naprawdę nie chce żebyś… No wiesz, o co mi chodzi. Ja nie lubię żeby mi to robić – młodzieniec zaskomlał i odwrócił trochę głowę w stronę ukochanego. – Nie zrobisz nic swojemu kochanemu misiaczkowi?
- Hmm, no dobra - fiołkowooki z żalem odpiął kajdanki z nadgarstków i znów sie zaśmiał. - Ale miałeś minę! Ty naprawdę myślałeś ze ja Ci cos zrobię - chłopak zaczął się turlać po łóżku, ciągle chichocząc.
Jak na razie to on miał przewagę nad ukochanym.
- Jesteś okropny wiesz.. – Aqua zarumienił się i pocałował w policzek ukochanego. – Ale dziękuję, że pomyślałeś o czymś takim. Wprawdzie nie lubię tego typu zabaw, ale to poniekąd urocze – były skrzydlaty objął nastolatka i zaczął czule muskać jego szyję ustami. Dłońmi zjechał na uda i powoli je masował palcami.
- Mam jeszcze inne zabawi, kiedyś je wykorzystam - zaśmiał sie cicho młody władca, po czym zamruczał rozkosznie, odchylając głowę do tyłu, robiąc tym samym większy dostęp do swojej białej szyi.
-Kocham Cię Sasha – wyszeptał zmysłowo młodzieniec ujął delikatnie dłonią męskość kochanka. – Dzisiaj już chyba nadszedł ten dzień. Plecy już mnie nie bolą. Za kilka miesięcy nawet się na nich położę. Musze Ci za to podziękować. Wyleczyłeś je.
Były skrzydlaty złapał podbródek ukochanego i zaczął go namiętnie całować, podczas gdy nadgarstkiem poruszał w górę i dół masując sterczącą erekcje. Sasha mimowolnie położył się na pościeli i zamruczał. Nie potrafił nie okazywać zadowolenia, gdyż przyjemność ogarnęła całe jego ciało.
Aqua czerpał równie dużo satysfakcji z ich bliskości. Każdy mięsień w ciele nastolatka poruszał się delikatnie pod jasną skórą i drażnił czułe dłonie młodzieńca. Dawny skrzydlaty polizał tors partnera i zakreślił dwa kółeczka wokoło sutków. Jęki, westchnienia i skurcze mięśni były cudowną nagrodą.
- Ale jeżeli myślisz sobie, że tym sposobem mnie zniewoliłeś, to się mylisz - jęknął półdemon i zamknął swoje fiołkowe oczy, poddając sie całkowicie, co wywołało cichy śmiech u upadłego anioła.
Nastolatek wił się i błagał cichutko o więcej, chcąc zatrzymać czas w tej przyjemnej chwili.
-Uwielbiam Cię, to ty mnie zniewoliłeś – wyszeptał szarooki i przysunął prącie do wejścia ukochanego. – Sasha… Znasz już to uczucie, więc się przygotuj kochany mój…
Anioł poruszył się delikatnie i wszedł powoli w kochanka. Poruszał się miarowo i spokojnie, aby przyzwyczaić chłopaka do długo nieodczuwanej przyjemności. Za każdym razem wchodził głębiej aż w końcu końcówką erekcji zaczął drażnić czuły punkt partnera.
Młody władca podziemi zaczął drapać plecy ukochanego, pozostawiając na nich czerwone smugi, pamiętał jednak o ciągle gojących sie ranach i omijał je. Saha doszedł niezwykle szybko a jego oddech ogrzewał spocona szyję anioła, z której zlizywał słone kropelki potu.
-Byłeś mi wierny. Czuje to – Aqua pocałował wargi swego najdroższego skarbu i wyszedł z niego jak tylko poczuł, że jego erekcja opada. Położył się u boku chłopaka i przytulił go do siebie, całując cały czas jego usta bądź policzki. - Sasha możesz śmiało się chwalić, że opętałeś anioła – zaśmiał się mężczyzna, po czym złożył głowę tuż obok Sashy przymknął oczy. – Rozkochałeś w sobie skrzydlatego…
- ... a on mnie na nowo zmienił - dodał pan otchłani, patrząc w szare tęczówki. - Teraz może być już tylko lepiej, pozostawię za sobą tamten okres i będę patrzył w przyszłość. Postaram sie być godnym władcą - szepnął cicho Sasha, jakby nie był do końca pewien swoich słów.
- Tak będzie, mój najcudowniejszy kwiecie piekła – Aqua uśmiechnął się i pogłaskał policzek chłopaka. – Jesteśmy razem, nawet niebo i Samuel nie dadzą nam rady. Odbudujemy państwo i sprawimy, że pałac będzie symbolem dobrobytu w piekle. Jestem tego pewien.
Dawny skrzydlaty okrył ich obu kołdrą i wyłączył światło. Szeptał wyznania miłości i wierności, aż jego słodki monarcha zasnął otulony nim, pierzyną oraz słowami nasyconymi uczuciami.

2010-01-09 11:20:34

|| skomentuj (4)

***




#Yaoi Imagination powraca!
Blog, który niegdyś cieszył się wielką popularnoscią upadł wraz z servisem mylog. Jednak dzięki pomocy wielu osób znów powoli stajemy na nogach. Liczymy na wyrozumiałość oraz Wasze poparcie, jak sprzed tych kilku miesiecy.
Jeszcze raz dziękujemy za wszystko i życzymy miłej lektury!

#Ogłoszenia
- notki będą się pojawiać nieregularnie N e w !
- kontakt:
GG: 7584676
- jeżeli ktoś chce, aby jego blog został umieszczony w linkach na stronie YI proszony jest o napisanie nam adresu w komenatrzu/księdze gosci/gg.


#TopLista - kliknij!
blogi

#Zwierzaczek - nakarm go!




#Sonda
Czy notki powinny się pojawiać co 2 dni - zdecydowana większość była na TAK
Wygrało opowiadanie fantastyczne.


#Księga gości
zobacz

#Opowiadania
¦Czarne i białe [F]:
I II III IV V VI VII VIII
¦10 lat mniej [R]:
I II III IV V VI
¦Kto tu jest Panem? [F]:
I II III IV V
¦Szanghaj [R]:
I II III IV
¦Droga do harmonii z energią (Aikido) [R]:
I II III IV V VI
¦Mountain's Wind [F]:
I II III IV
¦Shöne Familie [R]:
I II III IV
¦Zagubiona owieczka [F]:
I II III IV V VI



#Starsze
¦Śnieżna opowieść [R]:
I II III IV V VI
¦Pamiętam o Tobie [R]:
I II III IV V
¦Miasto słońca [R]:
I II III IV V
¦Honeymoon [R]:
I II III IV V
¦Kolor i rytm milości [R]:
I II III IV V VI VII VIII IX X
¦Demon miłości [R]:
I II III IV V
¦Red moon [F]:
I II III IV V VI VII VIII
¦Nauka życia [F]:
I II III IV V VI VII
¦Przystań [R]:
I II III IV V
¦Klepsydra [F]:
I II
¦Historia miłości [R]:
I II III IV V VI VII
¦Ognisty podmuch [F]:
I II III IV V
¦Mój kurator [R]:
I II III IV V VI
¦Obraz szczęścia [R]:
I II III IV
¦Kłamca [R]:
I II III IV V
¦Avalone [F]:
I II III IV V VI
¦Ocean prawdy [R]:
I II III IV V
¦Memento [R]:
I II III IV V VI
¦I tak będziemy razem... [R]:
Prolog Ia Prolog Ib II III IV Epilog
¦Matematyczna przygoda [R]:
I II III IV
¦Droga do sławy [R]:
I II III IV V VI
¦Breathless night slider [R]:
I II III IV V VI VII
¦Ślad krwi [F]:
I II III IV
¦Sztuka kochania [F]:
I II III IV V VI
¦Zagubiona owieczka [F]:
I II III
¦"Endless Rain" by Sasi:
klik
¦Summer love [R]:
I II III IV V VI
¦Bloody killer [F]:
I II III IV V VI VII
¦Sieć [R]:
I II III IV
¦Syreni śpiew [F]:
I II III IV
¦Droga [R]:
I II III IV
¦Dance [R]:
I II III IV V VI
¦True love [R]:
I II III IV V VI VII
¦Luna [R]:
I II III IV V VI VII VIII IX X
Legenda:
R - Realne
F - Fantasy

#Sznureczki
Yaoi anime
Winter Cicada piękny dramat historyczny
Sukisyo tajemnicza para
Papa to KISS IN THE DARK tatuś i synek :3
Level C Słodki chłopak i bish bez lokum
Lesson XX dwóch szkolnych kolegów
Legend of the Blue Wolves wojsko i odrobina uczuć, staroć
Kizuna dobrzy przyjaciele
Kirepapa słodki tatuś :3
Junjou Romantica 2 słodycz po raz drugi!
Junjou Romantica sama słodycz!
Ikoku Irokoi Romantan romans na statku
Haru wo Daiteita miłość dwóch aktorów
Fujimi Orchestra dużo muzyki i miłości
Fish in the Trap senpai i młodszy uczeń
Bronze Cathexis Koji Nanjo piękna muzyka i postacie z Zetsuai
Zetsuai desperacka miłość
Enzai uwaga! brutalne sceny!
Close the Last Door trójkąt
Angel's Feather
Ai no Kusabi piękne i wyrusyajce
Boku no Sexual Harassment kukurydza i wszytsko jasne
Sensitive Pornograph klasyka bez cenzury ^^

Blogi autorki
Dog & Angel - opowiadanie Inu

Czytają nas
Pantera - blog jednej z aktywniejszych czytelniczek
X Love - poczatkujący twórca
VampireXXXazure - pamiętnik

Opowiadania Yaoi
Marcel&Fillip - najpiękniejsze opowiadanie yaoi w tematyce HP (Kirhan)
Syriusz&Remus - opowiadanie yaoi (Kirhan)
Fetiche - rpg o tematyce yaoi - zapraszamy serdecznie!


#Archiwum
2010
sierpień
marzec
styczeń
2009
grudzień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty


#Layout
(c)by Sasi
najbardziej kompatybilny z Operą